Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Rynek

Blokują dla władzy. A nasze warzywa i pszenicę będziemy musieli zjeść sami

Protest rolników w Lublinie, 20 marca 2024 r. Protest rolników w Lublinie, 20 marca 2024 r. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
Kiedy przed kilkoma tygodniami rolnicy zaczynali akcję protestacyjną, zablokowali 250 dróg w całym kraju. W środę blokad dróg wjazdowych było już 600, traktory wdarły się też do centrów miast. Wątpliwości, że protestują prawdziwi rolnicy i że chodzi im o Zielony Ład, są coraz większe.

Gdy Komisja Europejska obiecała poprawki w Zielonym Ładzie, których żądali, a import ukraińskiej żywności do Polski zostanie jeszcze bardziej ograniczony, rolnicy… zaostrzyli protest. Jakby nie o to im naprawdę chodziło. Im bardziej Komisja Europejska i nasz rząd ustępują, tym więcej żądają protestujący. Czy organizatorzy podgrzewają nastroje, bo boją się, że wybory za pasem i prawdziwi rolnicy stracą zainteresowanie rozróbami?

Czytaj także: Rozróba przed wyborami. Rolnicy oddali głos politykom

Blokada eksportu uderza w naszą gospodarkę

Trwające już kilka dni blokowanie granicy z Niemcami nie ma nic wspólnego z Europejskim Zielonym Ładem, ma za to wiele z polskim eksportem. Niemcy są największym odbiorcą polskich towarów, uniemożliwienie dostarczenia zakontraktowanych towarów do klienta jest strzałem w polską gospodarkę, w polskie firmy. Z niesolidnym dostawcą zrywa się kontrakty, nie daje mu się zarobić. Kraj, w którym jest wielu niesolidnych dostawców, traci znaczenie i szacunek na rynkach światowych. To jest celem protestujących rolników? Branża transportowa od początku protestów alarmowała, że zablokowanie granicy z Niemcami oznacza dla kraju i wielu firm wielomiliardowe straty. Organizatorzy protestu się tym nie przejęli.

A jeśli inne kraje zechcą nam się zrewanżować? Nasz eksport do Ukrainy jest o 7 mld euro większy niż import. Eksport polskiej żywności przekracza rocznie 50 mld euro, z tego aż 80 proc. kupują kraje unijne. Przypomnijmy, że przed naszym wstąpieniem do UE jej rynek chroniono przed polską żywnością cłami i kontyngentami. Chcemy powrotu do tamtych czasów? Swoją pszenicę, ale też pomidory, ogórki i wiele innych warzyw musielibyśmy zjeść sami.

Żądania coraz bardziej radykalne

Rośnie radykalizm protestów, ale też pojawiają się postulaty sprzeczne z tymi głoszonymi np. przez Oszukaną Wieś, która swoje niezadowolenie z władzy PiS zaczęła manifestować, gdy ta partia jeszcze rządziła, a „Solidarność” RI była z rządów tej partii zadowolona, choć rolnicy już wtedy mieli powody do niezadowolenia.

Rolnicy mieli za złe, że przez dwa lata rząd nie zrobił nic, by usprawnić infrastrukturę umożliwiającą sprawny przejazd ukraińskiego ziarna przez Polskę i wysłanie go z naszych portów w świat. Rolnicy czy pseudorolnicy protestujący w środę nie tylko już takiej infrastruktury nie chcą, ale wręcz żądają zakazu tranzytu żywności ukraińskiej przez Polskę. Nie zauważyli, czy może nie chcą dostrzec, jak świetnie na nim zarabia Rumunia? Nie przejęli się tym, jak bardzo zaszkodzili eksporterom?

Czytaj także: Nocne uzgodnienia w sprawie handlu UE z Ukrainą. Co z cłami na towary z Rosji?

Protestem steruje „Solidarność”

Rolnicy, którzy są dużymi producentami zboża, zaczęli wycofywać się z protestu. Na blokadach najbardziej widoczni są ci ubrani w kamizelki NSZZ „Solidarność” oraz „Solidarność” Rolników Indywidualnych. Zielony Ład podobał im się w czasie rządów PiS, gdy komisarz Janusz Wojciechowski zapewniał publicznie, że to jest właśnie program rolny PiS, doskonały dla rolników. Nikt nie tłumaczy, dlaczego teraz ten sam program rolny jest zły. Albo więc protestujący rolnicy nie bardzo wiedzą, na czym Zielony Ład polega, albo też nie chodzi o niego.

Przystawki PiS, a za taką nie bez powodu uważana jest „Solidarność”, po prostu wykonują polityczną robotę, którą im zlecono. Mają rozrabiać i sprawiać wrażenie, że cały naród wzdycha do powrotu władzy PiS. Przede wszystkim – mają spowodować, że wyniki wyborów samorządowych, a potem do europarlamentu będą dla PiS i Konfederacji lepsze, niż się zapowiadają.

Rolnikami łatwo manipulować

Rolnicy są wściekli, więc łatwo nimi manipulować. Tylko że powody tej wściekłości nie mają z Zielonym Ładem nic wspólnego. Gdyby PiS nie przespał ośmiu lat, gdy miał władzę, na wielu polskich wsiach byłyby już biogazownie, produkujące zieloną energię z odpadów mięsnych i innych, które trzeba utylizować. Na biogazowniach bardzo zależało PSL, więc robiono ludowcom na złość. Tymczasem w Danii właśnie biogazownie zapewniają wielu rolnikom energetyczną samowystarczalność, nie muszą kupować prądu. Ceny energii rosły, a gospodarstwa wiejskie zużywają jej kilkakrotnie więcej niż miejskie. Rolnicy dostali po kieszeniach.

Czytaj także: Bunt wsi. Kto i o co tu walczy, a kto kogo rozgrywa. Trzy punkty widzenia

Powodem złości rolników, teraz podpuszczanych przez polityków Konfederacji i PiS, są też niskie ceny płodów rolnych. Nie tylko w Polsce, na całym świecie, ale w Europie najbardziej. Według Food Index Price sporządzanego przez FAO światowe ceny (do indeksu bierze się ceny eksportu) są obecnie zaledwie o 17 pkt proc. wyższe niż w latach 2014–16. Przed wybuchem wojny w Ukrainie index wynosił poniżej 130 pkt, po agresji podskoczył do prawie 170. Obecnie – 117. W tym samym czasie koszty produkcji, zwłaszcza energii elektrycznej, rosły o wiele szybciej. Rolnicy czują, że im się pogorszyło, to ich złości. Tylko z Zielonym Ładem nie ma to nic wspólnego.

Szczują na Unię

Politycy PiS i Konfederacji wykorzystują złość rolników i szczują na Unię. Rolnicy, nie tylko w Polsce, mają uwierzyć, że w Unii jest im gorzej, niż byłoby, gdyby Polska nie była jej członkiem. Tymczasem Agencja Modernizacji i Restrukturyzacji Rolnictwa wyliczyła, że od czasu akcesji w 2004 r. na konta rolników popłynęło aż 471 mld zł, w tym 80 mld euro z budżetu Wspólnej Polityki Rolnej. To inflacja, w Polsce jedna z najwyższych w UE, sprawiła, że siła nabywcza tych pieniędzy jest obecnie mniejsza, niż gdyby ceny tak szybko nie rosły. Zielony Ład jej nie spowodował.

Załóżmy, że byśmy z Unii zrezygnowali. Jeden krok pociągnąłby za sobą kolejny – trzeba byłoby zamknąć granice. Polacy z terenów przygranicznych masowo udawaliby się do Niemiec, Czech czy Słowacji po zakupy żywności. Tam, dzięki Wspólnej Polityce Rolnej, byłaby tańsza. Tego chcemy?

Czytaj także: Traktory na ulice! Czym jeżdżą protestujący rolnicy? I gdzie się podział poczciwy Ursus?

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Kultura

Dlaczego książki drożeją, a księgarnie upadają? Na rynku dzieje się coś dziwnego

Co trzy dni znika w Polsce jedna księgarnia. Rynek wydawniczy to materiał na poczytny thriller.

Justyna Sobolewska, Aleksandra Żelazińska
18.04.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną