Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Puste głowy. Puste serca?

Młodzi o Auschwitz nie wiedzą nic

45,5 proc. młodych nie widziało żadnego filmu o Auschwitz, kolejne 24,4 proc. twierdzi, że widziało, ale nie pamięta jaki. 45,5 proc. młodych nie widziało żadnego filmu o Auschwitz, kolejne 24,4 proc. twierdzi, że widziało, ale nie pamięta jaki. Jakub Porzycki / Forum
Ilu ludzi zginęło w Auschwitz? Jakie grupy narodowe dominowały wśród ofiar? W jakich czasach zbudowano obóz? Dlaczego uczniowie polskich szkół średnich tego nie wiedzą, nawet jeśli byli w Auschwitz i płakali przy stosach dziecięcych butów?
Wielu uczniów płacze przy szokującej górze butów ofiar, a zwłaszcza przy wyłowionych z niej przez muzealników parach dziecięcych bucików.Isaac Harari/FLASH90/Forum Wielu uczniów płacze przy szokującej górze butów ofiar, a zwłaszcza przy wyłowionych z niej przez muzealników parach dziecięcych bucików.
W deklaracjach młodzi zapewniają, iż Auschwitz to „historia ważna dla narodu polskiego”.Adam Chełstowski/Forum W deklaracjach młodzi zapewniają, iż Auschwitz to „historia ważna dla narodu polskiego”.

Artykuł w wersji audio

Nie wiedzą nawet ci, którzy zwiedzali obóz więcej niż raz. W ciągu ostatnich dwóch lat, w ramach pilotażowego programu edukacyjnego „Małopolska pamięta” zabierano tam uczniów, a potem sprawdzano, czego się nauczyli (w dwóch edycjach w 2016 i 2017 r. wzięło udział 720 uczniów z 32 pierwszych, drugich i trzecich klas ponadgimnazjalnych z 17 małopolskich miast). Dwudniowa wizyta w Auschwitz wypełniona była wykładami i warsztatami. Okazało się, że przyswoili niewiele.

Blisko połowa nie potrafi podać poprawnej liczby ofiar niemieckiego obozu (1,1 mln, w tym ok. 1 mln Żydów, 64 tys. Polaków, 21 tys. Romów, 14 tys. sowieckich jeńców wojennych, a 10 tys. więźniów innych nacji). Ponad 38 proc. mocno zawyża liczbę ofiar (wybierając odpowiedzi: 4,5 mln lub 6 mln). Prawie wszyscy wskazują Polaków jako główną z narodowości mordowanych w Auschwitz. Żydzi znaleźli się na miejscu drugim, tuż przed Romami.

Fundamentalny problem jest z umiejscowieniem Auschwitz w czasie. Dotyczy to także tych, którzy dopiero co zwiedzili były obóz z przewodnikiem. Większość „wstrzeliła” się w okres drugiej wojny (50 osób wskazało graniczny rok 1939), ale znaleźli się i tacy, którzy podali rok… 1930 (czyli przed dojściem Hitlera do władzy), a nawet 1918. Kilka osób podało lata powojenne, w tym rok 1949.

Tylko 40 proc. młodych przyznało, że zna losy jakiegoś więźnia i potrafiło podać jego nazwisko, przy czym mniej niż co czwarty wskazał Maksymiliana Kolbego, którego cela jest jednym z głównym punktów podczas zwiedzania muzeum Auschwitz. Co dwunasty kojarzył rotmistrza Witolda Pileckiego, który stał się w ostatnich dwóch latach ważną częścią oficjalnej narracji historycznej, a nawet popkultury: trafił na koszulki, plakaty, tatuaże. Okazało się, że – owszem – sporo uczniów słyszało jego nazwisko, ale nie kojarzy go z żadnym konkretnym czynem, wydarzeniem ani miejscem, włączając Auschwitz. Blisko połowa nie wiedziała też, czy ktoś z ich rodziny zginął w obozie (pewność, że ktoś zginął, zadeklarowało 6 proc., a że nikt nie zginął – prawie 47 proc.). Nie zapytali? W ogóle nie byli zainteresowani przeszłością wojenną swojej własnej rodziny? Nie chciano w domach z nimi rozmawiać?

Szczątkowo, wybiórczo

Kamieniem węgielnym polityki historycznej – i w ogóle polityki – obecnej ekipy rządzącej jest długi spis krzywd zadanych Polsce i Polakom przez różnych wrogów. Teoretycznie idealnie wpisują się w to opowieści byłych więźniów Auschwitz, w tym ikoniczne obrazy i cytaty z „Medalionów” Zofii Nałkowskiej i „Opowiadań” Tadeusza Borowskiego, na których wychowały się powojenne pokolenia Polaków i bez których trudno sobie było dotąd wyobrazić historyczną świadomość, a dokładniej – tożsamość Polaka.

W deklaracjach młodzi zapewniają, iż Auschwitz to „historia ważna dla narodu polskiego”. O obozie słyszeli przede wszystkim na lekcjach historii (92 proc.), ewentualnie na języku polskim (22,5 proc.). Na wiedzy o społeczeństwie temat ten prawie nie jest poruszany (niecałe 9 proc. wskazań). Tylko dwoje uczniów wspomniało, że o Auschwitz mówiono im na religii.

Dla pokoleń wychowanych na Nałkowskiej i Borowskim szokujące może być to, że ponad 80 proc. ankietowanych uczniów nie czytało nigdy żadnej książki o Auschwitz. Jedynie co dziewiąty potrafi wymienić jakikolwiek tytuł. W minionym roku na czele listy znalazły się „Medaliony” – wskazane przez... cztery osoby (na 363 pytane). Jeden z uczniów wymienił „Mein Kampf”.

Nieco lepiej jest z kinem i telewizją: 45,5 proc. młodych nie widziało żadnego filmu o Auschwitz, kolejne 24,4 proc. twierdzi, że widziało, ale nie pamięta jaki. Konkretny tytuł wymieniło 30,2 proc. Zdecydowanie najwięcej (12,5 proc.) – „Chłopca w pasiastej piżamie”, który nie jest de facto filmem o Auschwitz, lecz uniwersalną w założeniu opowieścią o tragedii Zagłady. Rodzi się pytanie, czy ten często wykorzystywany przez nauczycieli film daje młodemu człowiekowi wiarygodne wyobrażenie o tym, czym był obóz koncentracyjny? Wśród historyków przydatność edukacyjna alegorycznej – a nie realistycznej – powieści o sytuacji Niemców i ich ofiar w czasie drugiej wojny wzbudza kontrowersje i ożywione dyskusje. Młodzi nie są tego w ogóle świadomi. Traktują „Chłopca w pasiastej piżamie” jak dokument.

Na drugim miejscu wskazali Spielbergowską „Listę Schindlera” (3 proc.), potem „Pianistę” (przypomnijmy – opowieść o Władysławie Szpilmanie, który uniknął deportacji do Treblinki i przeżył w ukryciu do końca wojny) i „Portrecistę”, dokument o Wilhelmie Brasse, więźniu – fotografie z Auschwitz (2 proc.). Oscarowego „Syna Szawła” widziało dwóch (na 720) uczniów. Tylu samo – „Życie jest piękne” Benigniego. Klasyczna „Pasażerka”, „Ostatni etap” i nieco nowszy „Kornblumenbau” w ogóle nie zaistniały w świadomości młodych.

O dziwo równie nikłe okazało się realne zainteresowanie losami rotmistrza Witolda Pileckiego, więźnia Auschwitz, ikony żołnierzy wyklętych. Na film o jego życiu uczniowie chodzili „z urzędu” – nie zapisał się on jednak najwidoczniej ani w ich pamięci, ani emocjach. Notabene, powszechne wśród młodzieży deklaracje uwielbienia dla żołnierzy wyklętych nie przełożyły się na realne zainteresowanie tą tematyką. Prawie nikt z nich nie czytał w domu książek czy artykułów na ten temat ani nie oglądał poświęconych temu filmów.

Bez połączenia

Uczestnicy projektu to i tak, w jakimś sensie, elita. Polska jest jednym z nielicznych krajów Europy, w których odwiedziny w miejscach takich jak Auschwitz nie są częścią oficjalnego programu nauczania. Rządy brytyjski i szwedzki, władze regionów w Niemczech i we Włoszech, dotowane przez państwo fundacje we Francji opłacają tamtejszym uczniom przeloty samolotami do Polski. My nie mamy nawet dofinansowania na autobus. Polacy stanowią w ostatnich latach mniej niż jedną czwartą ogółu zwiedzających oświęcimskie miejsce pamięci (jest to już w sumie 2,1 mln ludzi rocznie), zaś polska młodzież, poznająca na własne oczy symbol martyrologii Żydów i Polaków, jest mniej liczna od młodzieży brytyjskiej.

Sytuację próbują ratować samorządy: pionierem był Wrocław (który finansuje wyjazdy młodzieży do miejsc pamięci), od dwóch lat program „Małopolska pamięta” realizuje krakowski urząd marszałkowski. Pojedyncze samorządy dotują sporadycznie wyjazdy niewielkich grup. I to w zasadzie wszystko.

Na Zachodzie wizyta w autentycznym miejscu pamięci jest elementem szerszego programu edukacyjnego na temat tragicznych dziejów Europy i świata. Liczy się tu zarówno rzetelna wiedza, znajomość podstawowych faktów, jak i wrażliwość na zło. Chodzi o przekucie – jakże często pustego – hasła „Nigdy więcej” w żywe emocje młodych ludzi, dotyczące nie tyle przeszłości, co współczesnego i przyszłego świata. Jak rodzi się zło, jaką rolę w jego ekspansji odgrywają „zwykli szarzy ludzie”, co można zrobić, by się nie rozprzestrzeniało i nie zwyciężało, jaką rolę odgrywa nienawiść do innych, obcych, jaka jest siła słowa, kiedy kłamstwo napędza zbrodnię – oto pytania, z jakimi mierzą się podczas zwiedzania Auschwitz-Birkenau i dyskusji podsumowujących tę wizytę setki tysięcy młodych z całego świata. Coraz częstsze są nawiązania do innych ludobójstw i zbrodni, także tych, które wydarzyły się po Auschwitz i do których dochodzi dzisiaj, wobec milczenia bądź bezradności świata.

Niepamięć systemowa

Autentyczne miejsca i indywidualne życiorysy mają większą moc niż epatowanie milionami anonimowych ofiar. Dlaczego jednak polska młodzież, nawet zobaczywszy Auschwitz z profesjonalnym przewodnikiem, niewiele z tego przyswaja? Wizyta dla przytłaczającej większości młodych jest ogromnym przeżyciem. Dla niektórych wręcz wstrząsem: wielu uczniów płacze przy szokującej górze butów ofiar, a zwłaszcza przy wyłowionych z niej przez muzealników parach dziecięcych bucików. A potem nie wiedzą, w jakich czasach historycznych wydarzyły się owe potworności. Jak to możliwe?

Może dzieje się tak dlatego, że w Polsce nie istnieje szersza edukacja historyczna – na temat przyczyn, przebiegu i skutków drugiej wojny światowej w kontekście współczesności, czyli świata, w którym żyją młodzi. Tak intensywny, zwłaszcza ostatnio, formalny udział młodzieży w uroczystościach/akademiach związanych z wojną ogranicza się do pustych rytuałów.

Uczniowie widzą więc, przeżywają, ale nie łączą faktów, bo nie mają nawyku rozumienia kontekstu. Jedno z pytań w ankiecie dla uczniów odnosiło się do zbrodni ludobójstwa. Okazało się, że rozciągają to pojęcie na wszystkie znane sobie zbrodnie, w tym zamachy terrorystyczne i morderstwa. Trzeba zaznaczyć, że pojęcie ludobójstwa nie było omawiane podczas warsztatów, gdyż założono, że będzie to wiedza nabyta w szkole przy okazji omawiania tematów związanych z Holocaustem. Jak się okazało – błędnie. Szkoły w ogóle nie uczą, czym jest ludobójstwo. Młodzi dowiedzieli się o większości głośnych zbrodni XX w. dopiero podczas wykładów w Oświęcimiu. Z nielicznymi wyjątkami, niemal żaden z uczniów nie słyszał nigdy wcześniej ani o Rwandzie, ani Kambodży, ani o Sarajewie. Przed warsztatami w wielu grupach nie było nawet jednej osoby, która potrafiłaby wskazać kontynenty, na których leżą Kambodża i Rwanda. Jednostki słyszały o ludobójstwie Ormian, ale bez pewności, czy byli oni ofiarami, czy ludobójcami Turków.

W efekcie owe tsunami empatii dla ofiar sprzed dekad, jakie wywołuje w młodych wizyta w Auschwitz, nie przekłada się na uczucia młodych wobec ofiar współczesnych wojen i konfliktów. W swobodnych wypowiedziach uczniowie tylko sporadycznie nawiązują do sytuacji osób cierpiących tu i teraz, w świecie, w którym żyją – i to przecież intensywnie, skoro internet i nowoczesne media pozwalają śledzić większość tragedii z bardzo bliska, nieomal na żywo. Mimo to podobieństwa mechanizmów zbrodni w przeszłości i świecie współczesnym pozostają dla uczniów niewidoczne i nieoczywiste. Pozyskana wiedza o tragicznych wydarzeniach drugiej wojny i towarzyszące jej emocje – współczucia dla ofiar i potępienia dla sprawców – nie przekładają się na opinie i wnioski dotyczące aktualnych tragedii, zbrodni, konfliktów ani na empatię wobec ofiar, np. z Syrii. Są to dla młodych „całkiem inne ofiary”. Mimo potęgi mass mediów pozostają dla nich równie abstrakcyjne jak opowieści z odległej historii, zaś w warstwie emocjonalnej – o wiele chłodniejsze, by nie rzec – zimne, a więc niebudzące ani zainteresowania, ani sumień.

Wielu młodych po warsztatach przyznało natomiast, że wcześniej nie zdawali sobie sprawy, że w internecie roi się od niewiarygodnych lub wręcz kłamliwych źródeł informacji i że tak łatwo można manipulować odbiorcą. Także nimi. Odkrycie faktu, że są podatni na propagandę i manipulację, było dla większości z nich wydarzeniem nieomal przełomowym w dotychczasowym życiu. To zawsze coś.

Polityka 5.2018 (3146) z dnia 30.01.2018; Społeczeństwo; s. 40
Oryginalny tytuł tekstu: "Puste głowy. Puste serca?"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Kraj

Czy oddawać Ukrainie polskie patrioty? NATO naciska, presja rośnie, Warszawa odmawia

Międzynarodowa presja na Polskę nie maleje – zapewne będzie rosła do szczytu w Waszyngtonie, któremu potrzeba „sukcesu". W którymś momencie Warszawa może być nawet napiętnowana za opór, zwłaszcza jeśli na podarowanie Ukrainie świeżo kupionych patriotów zdecydują się Rumunia lub Szwecja.

Marek Świerczyński, Polityka Insight
14.05.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną