Społeczeństwo

W sprawie Kościoła Biedroń jest wiarygodny

Robert Biedroń Robert Biedroń Mateusz Włodarczyk / Forum
Nie we wszystkim przywódca Wiosny jest wiarygodny, lecz gdy chodzi o twardą linię antykościelną, to można mieć nadzieję, że nie kieruje się wyłącznie zapotrzebowaniem „sierot po Palikocie”.

Robert Biedroń zbiera niemało krytyki, a „gwiazdorzenie” odebrało mu niemało zwolenników. Miejmy nadzieję, że wyciągnie konsekwencje ze swoich błędów. Nie we wszystkim przywódca Wiosny jest wiarygodny, lecz gdy chodzi o twardą linię antykościelną, to można mieć nadzieję, że nie kieruje się wyłącznie zapotrzebowaniem „sierot po Palikocie”, stanowiących znaczną część środowiska tej partii. Wprawdzie za czasów, gdy był posłem „od Palikota” (nie należał do partii, a tylko do klubu parlamentarnego), niezbyt angażował się w rozmaite akcje mające na celu dezawuowanie chciwości i nadużyć w Kościele katolickim, niemniej można wierzyć, że jego wrażliwość moralna w tym obszarze przez ostatnie lata znacznie się rozwinęła. Bardzo wiele rzeczy wyszło bowiem na jaw w ostatnich latach, a i nowych spektakularnych grzechów Kościoła oraz zgorszeń było niemało. Przybywa ich zresztą z każdym dniem.

Czytaj także: Czy polityków można wyleczyć ze strachu przed Kościołem?

Robert Biedroń wprowadzi kasy fiskalne do kościołów?

Gdy więc powiada Biedroń (w wywiadzie dla „Wprost”), że „Kościół zbyt długo spowiadał Polki i Polaków”, że jest „największym hamulcowym naszej europejskości”, „blokuje emancypację kobiet i mniejszości, a także wyjaśnianie afer pedofilskich”, to można wierzyć, że nie tylko mówi, co myśli, lecz również będzie gotów do działania, gdy wejdzie do rządu. A jego zapowiedzi w tym względzie są daleko idące – to już nie tylko likwidacja Funduszu Kościelnego, którego istnienie od dawna straciło sens (bo ziemia i majątki zostały zwrócone), lecz również znaczące ograniczenie przywilejów podatkowych, dzięki którym Kościół płaci obecnie niewielki ułamek tego, co musiałby płacić inny podmiot prowadzący podobną działalność gospodarczą czy gromadzący darowizny. Zapowiedź Biedronia, że gdyby Kościół nie chciał dobrowolnie zrzec się części przywilejów, można by wprowadzić kasy fiskalne w parafiach, brzmi jak pogróżka, i to pogróżka, która może się w dalszej przyszłości zmaterializować.

Różnica w stosunku do czasów, gdy rządziła PO, polega na tym, że wtedy antyklerykałowie, pod przewodem Janusza Palikota, nie stwarzali realnego zagrożenia dla Kościoła, a dziś – w obliczu upowszechnienia wiedzy o Kościele, a zwłaszcza o pleniącym się w tej instytucji zwyrodnialstwie – nawet przywódca opozycji zmuszony jest mówić o Kościele językiem, który za życia Jana Pawła II byłby skandalem i politycznym samobójstwem. Znaleźliśmy się w zupełnie innej sytuacji i szansa na normalizację stosunków z Watykanem i jego przedstawicielstwem w Polsce jest większa niż kiedykolwiek w historii. I kto wie, czy właśnie Robert Biedroń nie odegra w tym procesie ważnej roli, przejmując pałeczkę po Januszu Palikocie. W tej sprawie będę mu szczerze kibicował.

Czytaj także: Święto Chrztu Polski – kolejny hołd dla Kościoła

Czarne owce w polskim Kościele

Zadanie nie jest jednak łatwe. Platforma Obywatelska, która prawdopodobnie będzie dominować w przyszłym rządzie, jest partią chadecką, a jej przywódcy i działacze, podobnie jak większość wyborców, chcieliby żyć z Kościołem w zgodzie. Są to bowiem ludzie przynajmniej formalnie wierzący i chodzący do kościoła. Dlatego chętnie poddają się narracji „oświeconych katolików” i samego Kościoła, mówiącej o „czarnych owcach w stadzie”.

Tymczasem bynajmniej nie jest tak, że Kościół jest wspaniałą instytucją o niebywałych zasługach dla moralności publicznej, lecz wymagającą naprawy. Wręcz odwrotnie – w świetle znakomicie udokumentowanej wiedzy o przeszłości i teraźniejszości jest instytucją przez kilkanaście stuleci stosującą terror, siejącą ciemnotę i nienawiść, głoszącą zabobon, pogardę i nietolerancję, a przy tym mającą w swych szeregach wielu zacnych ludzi oraz niemałe historyczne dokonania na polu działalności edukacyjnej, szpitalnej, charytatywnej oraz artystycznej. Kościół jest jak wielkie stado czarnych owiec, w którym zdarzają się owieczki białe i szare, a jego dzieje to dzieje zbrodni, lecz i władzy, w tym również władzy czasami dobrze użytej. Nie może być inaczej – nie są znane imperia i despotie, w których było wyłącznie zło.

Adam Szostkiewicz: Grzeszny Kościół świętych ludzi. W odpowiedzi Janowi Hartmanowi

Troska o Kościół czy atak na Kościół?

Jednak te prawdy nie są powszechnie wiadome i uznane mimo niebywałej dostępności wiedzy o faktach z przeszłości i współczesności. Kto nie chce wiedzieć, ten nie wie. A najczęściej nie chce. Kościół do perfekcji opanował retorykę obłudy i szantażu moralnego. Nie tylko opinia publiczna się w tym gubi, lecz nawet intelektualiści. Jeden z chwytów retorycznych Kościoła odwołuje się do twierdzenia, że człowiek dobrej woli zawsze chce dobra, a więc również dobra tych, których krytykuje. Jeśli więc ktoś krytykuje Kościół, to przecież tym samym jakby deklarował, że zależy mu na nim. A jeśli krytykuje bez owej „troski o Kościół”, to „atakuje”, czyli dopuszcza się występku.

Trzeba przeto mówić głośno i wyraźnie, że wolno i należy Kościół krytykować dlatego, że jest zły, a żaden obowiązek troski na krytyku nie spoczywa. Podobnie gdy Kościół potępia masonerię czy partie komunistyczne – to w nie w trosce o jak najlepszy rozwój tych organizacji i nikt tej troski od Kościoła nie wymaga. Oczekujemy nie tego, by Kościół wylewał krokodyle łzy nad, dajmy na to, „poganami”, których wytrzebił, lecz po prostu tego, by przestał mówić o nich z pogardą i przeprosił za swe zbrodnie z przeszłości.

Czytaj także: Książki na stosie, czyli nowe średniowiecze

Czy Bogu Kościół by się spodobał?

Inny chwyt retoryczny Kościoła polega na sugestii, że kto jest przeciwko Kościołowi, ten sprzeciwia się Bogu, a z Bogiem walczyć nie wolno. Teza ta opiera się na założeniu, że Bogu podoba się akurat Kościół katolicki, co w świetle jego występności zdaje się tezą wielce ryzykowną. Na podobnej zasadzie Kościół próbuje przedstawiać się jako obrońca moralności i miłości bliźniego, a ludzie naiwnie w to wierzą i tym chętniej swój gniew na Kościół posłusznie przeistaczają w „konstruktywną krytykę podyktowaną troską o Kościół”. Dla prostego człowieka, gdy ktoś mówi, że kocha człowieka i prawdę, to pewnie tak jest, jak mówi – skoro tak mówi. Mniej łatwowierni wiedzą, że dobrzy ludzie rzadko mają potrzebę mówić o swej miłości do innych. Wyczulenie na obłudę wymaga pewnej bystrości umysłu – Kościołowi wystarcza zaś poparcie tych, którzy wolą nie dociekać.

Również wielu wykształconych Polaków w jakimś stopniu solidaryzuje się ze swoimi katolickimi rodzinami, pragnąc zachować spójność własnej biografii. Właśnie dlatego tak kurczowo trzymają się naiwnych klisz o dobrym Kościele, który czasami błądzi (albo – w wersji hard – Bóg go doświadcza), o dość licznych złych księżach, lecz jednocześnie jakże licznych „cudownych księżach”, a nawet o głębokiej prawdzie i etyczności „nauczania” Kościoła. Nie baczą na to, że nauki moralne Kościoła zawierają całe pokłady pychy, uprzedzeń, idiosynkrazji i dyskryminacji, prezentując się wprost tragicznie na tle współczesnej moralności publicznej społeczeństw demokratycznych. Nie baczą też na fakty i liczby, w szczególności wciąż jeszcze powtarzając kłamstwo pedofilskie (w moim przekonaniu równie odrażające co kłamstwo oświęcimskie), jakoby wśród kleru katolickiego było tyle samo pedofilów co w innych grupach zawodowych i w całej męskiej populacji.

Czytaj także: Łódzki Kościół w obliczu kryzysu pedofilskiego

Czy Robert Biedroń ma dość dużo wiedzy o Kościele?

Jednak najbardziej irytuje ślepota polskiej inteligencji, pragnącej „naprawiać Kościół”, na fakt, że relacje państwa z Kościołem to relacje międzynarodowe, gdyż Kościół katolicki występuje wobec Rzeczypospolitej Polskiej jako państwo. Tym samym wpływy i przywileje Kościoła na terenie Polski oznaczają ograniczenie suwerenności naszego kraju. Dla społeczeństw Zachodu ta sprawa jest od stuleci jasna jak słońce, a w Polsce wciąż jest tabu. Mam nadzieję, że Robert Biedroń jest świadomy tego, o czym tu mówię, i że właśnie on będzie pierwszym politykiem otwarcie opisującym relacje państwo–Kościół w kategoriach godności państwa polskiego i jego suwerenności.

Jednak czy znajdzie dość czasu, aby poczytać o tych sprawach i w ogóle dowiedzieć się więcej o historii Kościoła katolickiego, w tym o jego działalności w Polsce? Nie jest wcale tak łatwo dogrzebać się pod stosami bezwstydnej propagandy rzetelnych prac o Kościele czy np. o Janie Pawle II. Zadaniem środowisk antyklerykalnych walczących z Kościołem (tak!) jest pomagać politykom – dostarczając im wiedzy oraz dezawuując sofisterię i chwyty erystyczne stosowane przez katolików w celu relatywizowania i usprawiedliwiania zbrodni popełnianych przez tę organizację.

Czytaj także: Kościół wobec nienawiści

Biedroń na froncie świeckości

Sądzę, że Robert Biedroń jest na dobrej drodze. W swoich wystąpieniach publicznych od wielu lat konsekwentnie odwołuje się do zasady równości. W walce z Kościołem nie wolno nawoływać do odpłacania pięknym za nadobne, to znaczy do prześladowań i represji. Należy za to żądać stosowania tych samych reguł i praw w odniesieniu do Kościoła i innych związków wyznaniowych, jakie znajdują zastosowanie w przypadku pozostałych organizacji społecznych poświęcających się promowaniu pewnych idei i poglądów.

Równość i równe traktowanie jest dla Kościoła piekłem – i w tym sensie byłyby dla niego karą. Prawdziwej kary nie będzie – bo my, demokraci, jesteśmy miłosierni i nie palimy „heretyków” na stosach. Antyklerykalizmowi powinny przyświecać ideały praworządności i roztropności, natomiast nienawiść i zemsta jako narzędzia sprawiedliwości powinny być nam obce. Dwa tysiące lat kościelnej nienawiści i pogardy dla wszystkiego, co niechrześcijańskie, ubranych w obleśnie przewrotne słowa o miłości i miłosierdziu dla torturowanych i prześladowanych ofiar, powinny być dla nas nauką i zobowiązaniem. Wierzę, że Biedroń pokaże w swojej walce o świecką i wolną od teokracji Polskę prawdziwą klasę. Skoro udało mu się zrobić tak wiele dla obnażenia zła homofobii, to dlaczego ma mu się nie udać na froncie świeckości? Odwagi więc!

Czytaj także: Wiosnę zjada trema. I to w najtrudniejszym momencie

Reklama

Czytaj także

Rynek

Ciemne strony zakupowego szaleństwa

Choć w te święta oszczędzać jeszcze nie będziemy, moda na zakupowe szaleństwa powoli się kończy. Na drodze rozpasanej konsumpcji stają coraz głośniej wyrażane obawy o przyszłość. Zarówno naszych portfeli, jak i naszej planety.

Cezary Kowanda
03.12.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną