Społeczeństwo

Mówią o nas, że nie strajkujemy. Albo że strajkujemy źle

Mówią o nas, że nie strajkujemy. Albo że strajkujemy źle

Ogólnopolski strajk nauczycieli Ogólnopolski strajk nauczycieli Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta
Drugiego dnia strajku szefowa robi nam awanturę, ponieważ bez jej zgody zagnaliśmy do pracy panią sekretarkę. Komitet strajkowy nie ma prawa korzystać z pracy osób, które nie strajkują.

Dzwoni koleżanka z VIII LO w Łodzi i pyta, czy my strajkujemy. Jest poniedziałek 8 kwietnia. Właśnie jadę do szkoły. „Wszyscy mówią – słyszę w telefonie – że nie strajkujecie”. Otwieram pilotem bramę, na parkingu pusto jak nigdy. Na korytarzu ani żywej duszy. Przy wejściu głównym jakiś facet puka w szybę. Przyglądam się, w końcu poznaję, że to ktoś z Rady Rodziców. „Panie profesorze – krzyczy – podobno nie strajkujemy. Nie ma nas na żadnej liście”.

Czytaj także: Nauczyciele – jednak strajk

Z toalety wychodzi portierka. Pytam, czy kierownik już przyszedł. Idę na drugie piętro. Rodzic idzie za mną i mówi, że powinniśmy strajkować. „Przecież możemy zmienić decyzję. Zostało jeszcze ponad pół godziny do ósmej. Jak trzeba w czymś pomóc, to niech pan powie”. Wracam na parter. Gdzie się podział kierownik? Portierka mówi, że pewnie pije kawę w pokoju nauczycielskim. Dzwoni moja siostra. „Darek, czy to prawda, że wasza szkoła nie strajkuje? Wczoraj sprawdzałam i nigdzie was nie znalazłam”.

Są w szkole rachunki krzywd

Kierownik właśnie zalewa wrzątkiem kawę. „Powiedz mi – mówi – ile to jest »dekada«? A najlepiej powiedz mi, dlaczego twierdzisz, że od dekady w szkole nie była pastowana podłoga. Przecież to kłamstwo”. No dobra – mówię. Tłumaczę się. Są w szkole rachunki krzywd, jesteśmy podzieleni, ja swoje, ty swoje, ale za chwilę zejdą się ludzie na strajk. I co zobaczą? Że się kłócimy? „Czy mógłbyś, proszę, zorganizować jakiś ładny obrus dla komitetu strajkowego, no i stolik by się przydał”. Kierownik pije kawę, każe mi usiąść i mówi, że za dekadę zrobi to, o co go proszę. Ale za prawdziwą dekadę, czyli za dziesięć minut.

Idę to toalety, bo później mogę nie mieć na to czasu. Wracam na parter. Do szkoły wchodzi pani dyrektor. „O, jaki piękny stolik strajkowy. A jaki ładny obrus”. Wchodzę za dyrektorką do jej gabinetu i pytam, czy zgłosiła, że jesteśmy w sporze zbiorowym i że będzie strajk. Moim zdaniem – ale tego nie mówię – nigdzie tego nie zgłosiła. Zapomniała? Szefowa zapewnia, że powiadomiła wszystkie instytucje: kuratorium, wydział edukacji, no i PIP. Wysłała nam też maila o prawie do strajku na adres służbowy. A na stronie szkoły wisi wiadomość, że pracownicy wyrazili gotowość do strajku.

Wychodzę. Na stoliku strajkowym stoi kawa. Schodzą się koleżanki. Kolegów jeszcze nie ma. Ktoś mi mówi, żebym uważał na kubek z kawą, bo ten kubek jest dla kogoś bardzo ważny. Nie może się zbić. Wyciągam papiery: instrukcję strajkową, listę do podpisu dla osób biorących udział w strajku, listę członków komitetu strajkowego. Ludzie podpisują jeden przez drugiego. Piję kawę. Iza mi mówi, że powinniśmy mieć plakietki strajkowe i że ona chce jedną. Ania twierdzi, że na drzwiach wejściowych trzeba powiesić informację, że strajkujemy. Żeby ludzie wiedzieli. Przyszedł Adam i wziął się za przyklejanie plakatów strajkowych. Wypiłem kawę i odniosłem kubek. „Czy mógłbyś – proszę kierownika – powiesić przed szkołą ten wielki baner? Strajkujemy!”.

Dyrektorzy nie mogą strajkować

Dostaję SMS z przypomnieniem, że do 9:00 trzeba podać do oddziału ZNP statystykę strajkową. Ilu pracowników wzięło udział? Chcę podać 23 proc., ale koleżanka krzyczy, że źle liczę. Przecież 14 osób nie przychodzi w poniedziałek do pracy, ten na zwolnieniu, tamta na urlopie wychowawczym, a inni w poniedziałek pracują w innej szkole i pewnie tam strajkują. Trzeba ich odjąć i podać prawdę. No i nie licz dyrektorki, przecież ona nie może strajkować. Dzwonię do ZNP. Okazuje się, że dobrze liczę. 100 proc. to wszyscy zatrudnieni. Nie ma znaczenia, gdzie są. Jeśli nie podpisali listy strajkowej, nie bierzemy ich pod uwagę.

Czytaj także: Strajk nauczycieli w krzywym zwierciadle TVP

Dzwoni Bożena, emerytka, i mnie ochrzania. „Wstydu nie macie? Tylko co piąty u nas strajkuje? Co z wami?”. Mówię, że to wina systemu. Strajkują wszyscy, no prawie, bo jedna osoba nie strajkuje. Dzwoni jakiś urzędnik, chyba z kuratorium, i mówi, że jest z nami i nas rozumie, ale nieoficjalnie. Dzwoni inny urzędnik i gada podobnie. Oficjalnie całe kuratorium musi być przeciw. Dostaję SMS z pytaniem, czy to nadal mój numer. Nie odpowiadam, bo nie mam ochoty rozmawiać z kolejnym urzędnikiem, który nas nieoficjalnie wspiera, ale oficjalnie będzie szkodził. Do szkoły wchodzi ksiądz. Pyta o uczniów. Nie ma? Podaje nam ręce na znak wsparcia, mówi coś miłego, ale listy nie podpisuje. Nie ma dzisiaj lekcji.

Frekwencja zbierana dwa razy dziennie

Jest 13:15. Dzwonią z ZNP, bo nie przysłałem statystyki strajkowej. Trzeba dwa razy dziennie. Do 9:00 i do 13:00. Podchodzi do mnie Justyna i mówi, że wszystko robimy źle, więc nasz strajk może być uznany za nieważny. Dwie godziny tłumaczy, co trzeba robić, aby było dobrze. Rozumiem z tego tylko tyle, że trzeba natychmiast zniszczyć zeszyt, wejść i wyjść, gdyż zbieranie takich danych jest niezgodne z RODO. Piotr żartuje, że powinniśmy komisyjnie zjeść wszystkie kartki. Przychodzi sekretarka i wkłada kartki do niszczarki. Kończy się pierwszy dzień strajku. Strajkowali wszyscy nauczyciele oprócz dwóch, ale w statystyce wyglądamy znacznie gorzej: 53 proc. Fatalny wynik. Ktoś mówi, że cała nauczycielska Łódź nas się wstydzi.

We wtorek rano szefowa robi nam awanturę, ponieważ bez jej zgody zagnaliśmy do pracy panią sekretarkę. Komitet strajkowy nie ma prawa korzystać z pracy osób, które nie strajkują. Takie osoby nawet nie powinny się z nami kontaktować. „Sami nauczcie się – mówi – robić swoją robotę”. Ktoś przypomina, że trzeba było wczoraj posłuchać Piotra i te kartki zjeść. Nasz strajk może być nieważny, ponieważ skorzystaliśmy ze szkolnej niszczarki. Ludzie przekazują sobie informację, że nie możemy z niczego korzystać, bo strajk będzie nieważny. A czy siku mamy robić gdzieś w bramie czy jednak możemy tutaj? Kasia opowiada, że w podstawówce na Widzewie dyrektorka kazała komitetowi wyjść ze szkoły. No i biurka im nie dała.

Solidarność absolwentów

Wchodzi jakaś pani w niezwykle pięknym kapeluszu na głowie. Iza pyta po cichu, czy wierzę w anioły. Zresztą nawet jak nie wierzysz, to i tak jakiegoś masz. Pani podchodzi do naszego stolika i mówi, że jest absolwentką, rocznik matury 1965. Przyniosła prowiant. Cztery torby jedzenia. Kawa świeżo mielona. Zapach jest tak intensywny i tak cudowny, że z gabinetu wychodzi pani dyrektor. Pytam, czy zrobić kawy, ale słyszę, że sama sobie zrobi. Absolwentka mówi, że cały rocznik 65. jest z nami. Pani podaje mi wizytówkę i prosi, aby zadzwonić, gdyby były jakieś problemy. „Powtarzam – cały rocznik, który tutaj zdawał maturę w 1965 r., jest z wami. Strajkujcie bez obaw. Do widzenia”.

Chowam wizytówkę, a Iza mówi, że to na pewno był anioł. Przecież połowa ludzi, co wtedy zdawali maturę, już nie żyje. To był anioł. „Słuchajcie, mówię, zaczynamy gadać głupoty. Idźmy już do domu. Jutro najgorszy dzień strajku, egzaminy. Może być gorąco. Kto przyjdzie pierwszy?”.

Czytaj także: My, nauczyciele, strajkujemy. Koniec ze strachem, poniżaniem, lekceważeniem

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Pokolenie iGen: jakie jest i co mu zagraża

Przedstawiciele młodego pokolenia iGen nie wyobrażają sobie życia bez stałego kontaktu z całym światem, który jest zamknięty w małym pudełeczku, na dodatek w kieszeni – mówi dr Tomasz Grzyb, psycholog, profesor na Uniwersytecie SWPS we Wrocławiu.

Teresa Olszak
25.05.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną