Społeczeństwo

Czarnek funduje szkolne wycieczki. Lublin prowadzi, Warszawa bez dotacji

Szkolna wycieczka Szkolna wycieczka Tomasz Kamiński / Agencja Gazeta
Wśród nauczycieli i dyrektorów toczy się dyskusja, czy ministerialne pieniądze, które mogą być wydane według określonych ściśle wytycznych, warte są aż takiego wyścigu.

Ministerstwo Edukacji i Nauki opublikowało listę szkół, które uzyskały dofinansowanie wycieczek w drugiej turze słynnego już programu „Poznaj Polskę”. Przypomnijmy: program ustanowiony przez resort przewiduje dopłaty do wyjazdów dla uczniów szkół podstawowych i ponadpodstawowych. Chodzi o kwoty od 5 do 15 tys. zł w zależności od długości wycieczki. Można je wydać na przejazd, zakwaterowanie lub wyżywienie.

Śladami kardynała Wyszyńskiego

Inicjatywa – jak wiele działań ministra Przemysława Czarnka – od początku budziła gorące kontrowersje. By uzyskać resortowe wsparcie, wycieczki trzeba było wymyślić tak, by mieściły się w jednej z czterech kategorii: „Śladami Polskiego Państwa Podziemnego”, „Śladami Kardynała Stefana Wyszyńskiego”, „Kultura i dziedzictwo narodowe”, „Największe osiągnięcia polskiej nauki”.

Mało tego, także docelowe miejsce należało wybrać z opublikowanej przez MEiN listy. Ta zaś okazała się usiana kuriozalnymi błędami. Proponowano np. odwiedzenie kopalni złota we Wrocławiu (nie ma tam takiego obiektu) lub Włocławka… w województwie warmińsko-mazurskim. Kolejny wątek to ograniczenia zgłoszeń. Z jednej placówki można było złożyć tylko trzy wnioski – dwa z klas 1–3 i jeden z klas 4–8. Zachodzono więc w głowę, w jaki sposób wybrać dzieci, którym można dać szansę na dofinansowany wyjazd, a które tej szansy z góry pozbawić.

Dostępne środki (początkowo na łączną kwotę 15 mln zł) wyczerpały się w kilka dni po uruchomieniu naboru. Jak się okazało po ogłoszeniu wyników, dopłat nie dostała prawie żadna szkoła z największych miast, takich jak Warszawa, Poznań czy Kraków. Urzędnicy wyjaśniali, że procedura składania wniosków dla dużych samorządów (czyli organów prowadzących szkoły) była tak zawiła i czasochłonna, że po prostu nie zdążyli wysłać zgłoszeń przed wyczerpaniem puli pieniędzy.

Fundusz Czarnka dla 20 szkół z Lublina

Zadowolony z zainteresowania programem minister Czarnek zdecydował się przeznaczyć kolejne prawie 10 mln zł na jego drugą turę. Z założeniem, że ma to być szansa na wyjazdy także dla uczniów z większych miast. Zagadka: które duże miasto jest „wygranym” kolejnej edycji projektu? Tak, zgadza się, oczywiście Lublin. Dofinansowanie dostało 20 szkół z tego miasta. Na drugim miejscu spośród miast wojewódzkich znalazło się Opole z 12 szkołami. Należy zaznaczyć, że nasza wiedza wciąż nie jest całościowa, bo w przypadku niektórych placówek miejscowości nie są podane.

Nadal jednak na liście nie widać ani jednej szkoły z Warszawy, są dwie z Krakowa, w tym prowadzona przez fundację Sternik, czyli Opus Dei, i jedna z Poznania, także prowadzona przez Sternika. Dostały zresztą ponadprzeciętne dofinansowania. Krakowska 19 tys. zł, poznańska prawie 30 tys.

Warto sięgać po pieniądze MEiN?

Tym razem środki rozeszły się jeszcze szybciej niż za pierwszym razem – w kilka godzin. System teleinformatyczny otwarto o godz. 00:01 z niedzieli na poniedziałek 27 września. – Urzędnicy musieli w nocy przychodzić do pracy lub – częściej – logować się w domach, na prywatnych komputerach, i załączać dokumenty, których nie powinno się w ogóle wynosić z urzędów – opowiada Jolanta, pracowniczka urzędu w 40-tysięcznym mieście. Ci, którzy chcieli załatwić formalności w czasie pracy z samego rana, napotkali komunikat, że pula środków została już rozdysponowana.

Wśród nauczycieli i dyrektorów toczy się dyskusja, czy ministerialne pieniądze, które wydane mogą być według określonych ściśle wytycznych, warte są aż takiego wyścigu. Przeważa jednak opinia, że po ubiegłym roku, niemal w całości przemęczonym na zdalnej nauce, każda okazja do integracji, spędzenia razem czasu w bezpośrednim kontakcie, a jednocześnie nie w sztywnym gorsecie lekcji, służy dobru uczniów. I dlatego warto po pieniądze sięgać. A na to, że pod prawomyślnym szyldem „Śladami prymasa Wyszyńskiego” można uczniom opowiadać o międzywojennej Polsce, wielokulturowej i barwnej, ale też nękanej antysemityzmem i nacjonalizmem, nauczyciele wpadli zaraz po tym, jak pojawiły się pierwsze informacje o z góry narzuconej tematyce wycieczek. Wielu jeszcze dobrze pamięta lata peerelowskiego treningu w podobnych igraszkach z wytycznymi.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Tata Maty

W przewrotnym sensie jest beneficjentem rządów PiS, gdyż będąc ich konsekwentnym krytykiem, stał się znaczącą osobistością życia publicznego. Niektórzy określają go mianem „opozycyjnego celebryty”, na co Marcin Matczak nieco się zżyma. Ale w sumie nieźle oddaje ono jego status.

Rafał Kalukin
18.10.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną