Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Społeczeństwo

CKE oblewa egzamin ze sprawdzania matur. NIK wykazała potężne niechlujstwa

Matura 2025 Matura 2025 Patryk Ogorzałek / Agencja Wyborcza.pl
W skali kraju co czwarta praca ze zgłoszonych do weryfikacji została nieprawidłowo oceniona, a świadectwo trzeba było zmieniać. W niektórych przypadkach chodzi nawet o 20 pkt!

Doniesienia o tym, że ocenianie matur zorganizowane i przeprowadzane jest niechlujnie i byle jak, rok w rok przetaczają się przez media wszystkich kanałów – tradycyjne i społecznościowe. Alarmują o tym nauczyciele i działacze społeczni, interweniuje Rzecznik Praw Obywatelskich, interpelują posłowie. Dotychczas zbyt wiele z tego nie wynikało, a Centralna Komisja Egzaminacyjna trwała w samozadowoleniu.

W końcu sprawie postanowiła przyjrzeć się NIK. Sprawdziła sytuację w CKE i w Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej w Poznaniu, obejmującej zasięgiem największy okręg w kraju. Kontrolerzy analizowali system sprawdzania i oceniania egzaminów maturalnych w latach 2021–24.

Szczęście maturzysty

Oto garść wniosków. Egzaminatorzy, czyli nauczyciele z odpowiednim stażem, zatrudnieni na umowy cywilno-prawne w poznańskiej OKE, byli szkoleni ze sprawdzania zadań dzień przed tym, jak dostali właściwe arkusze do oceny. Pod koniec kursu sprawdzali własne świeżo nabyte umiejętności i często okazywało się, że opanowali je w stopniu – oględnie mówiąc – umiarkowanym.

Na przykład, informuje NIK, w 2023 prawie 60 proc. uczestników szkolenia pomyliło się przy ocenie zadań z biologii. W ubiegłym roku co czwarty popełniał błąd w ocenie zadania z WOS i języka angielskiego. Egzaminatorzy sprawdzili, co zrobili źle, a następnego dnia przystępowali do sprawdzania matur. Przy tym właściwym sprawdzaniu weryfikowana jest wyrywkowo ocena co dziesiątej pracy, bo tak wynika z przepisów (weryfikowane powinny być też matury ocenione jako niezaliczone, ale o tym akurat NIK nie wspominała). I co się okazywało? Że np. w przypadku biologii w połowie tych wyrywkowo sprawdzanych prac były błędy, a w przypadku geografii i chemii mniej więcej w co czwartej.

To, szczęśliwie, wychwytywano, jeszcze zanim maturzyści otrzymywali świadectwa. Można powiedzieć, że wylosowani mieli szczęście. Bo w przypadku pozostałych 90 proc. prac „sprawdzenie sprawdzenia” wydarzy się tylko, jeśli egzaminowany złoży o to wniosek. I trudno się dziwić, że wniosków o wgląd do prac przybywa. W latach 2021–24 ich liczba wzrosła z 32 tys. do 53 tys., a wniosków o weryfikację sumy punktów przybyło z 9 tys. do 16 tys. (przy czym zdających egzamin wciąż ubywa).

Okazało się, że w skali kraju co czwarta praca z tych zgłoszonych do weryfikacji została nieprawidłowo oceniona, świadectwo trzeba było zmieniać. W niektórych przypadkach chodzi nawet o ponad 20 pkt! I znów najczęściej działo się tak w przypadku biologii, chemii i języka polskiego. W Poznaniu jest jeszcze gorzej, bo w 40–45 proc. wniosków argumenty maturzystów się potwierdzały – niesłusznie zabrano im punkty. 45 proc. – to prawie połowa prac.

Skutki niekompetencji

Co z tego wynikało? Dla egzaminatorów prawie nic. Choć różnego rodzaju błędy popełniało kilkanaście procent z nich, czyli po kilkaset osób co rok, z ewidencji egzaminatorów przez trzy lata wykreślono dziewięciu. To osoby, które błędnie oceniały od 55 do 94 proc. sprawdzanych prac. Naprawdę musiały się postarać.

Dla maturzystów też nie zawsze wiele z poprawionych ocen wynika. Bardzo często terminy wglądu do prac uzyskują np. na sierpień, a ewentualnie zweryfikowane oceny we wrześniu lub w październiku, po rozpoczęciu roku akademickiego. Uczelnie teoretycznie mają obowiązek umożliwić im rekrutację na podstawie nowych świadectw, ale niejednokrotnie odpowiadają, że „po prostu nie ma już miejsc”, albo stawiają różnorakie niemożliwe do spełnienia warunki.

Każdemu, kto pamięta, że egzaminy zewnętrzne ustanowiono w Polsce po to, żeby ocena wyników kształcenia i rekrutacja na kolejne etapy przebiegała sprawiedliwie, transparentnie i wiarygodnie, po wysłuchaniu konferencji prasowej NIK chyba musi się zrobić słabo.

Izba dość powściągliwie zaleca „zwiększyć nadzór nad systemem sprawdzania egzaminów”, bo cóż ma powiedzieć – urząd to urząd. Bardziej zasadne i przyszłościowe byłoby chyba jednak rozwiązanie skontrolowanej przez NIK instytucji, żeby dłużej nie krzywdziła polskich młodych ludzi własną niekompetencją. Tylko kto miałby do tego odwagę?

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Czynsze grozy. Są takie bloki, które zamieniły się w miejsca walk. Podwyżki, straszenie sądem, finansowa panika

Wspólnoty mieszkaniowe zaczęły masowo powstawać w Polsce 30 lat temu. Były jak powiew wolności: małe środowiska rządzące się przejrzystymi, demokratycznymi zasadami. Dziś to tylko wspomnienie. Demokracja wynaturzona, zarząd jak dyktatura, kontroli państwa brak.

Marcin Kołodziejczyk
06.03.2026
Reklama