Granica i granice przemocy. Skatowany imigrant nie zaatakował żołnierza, sprawa umorzona
Żołnierz bił kolbą karabinu leżącego na ziemi człowieka. Człowiek ten chwilę wcześniej nielegalnie przedostał się przez granicę białoruską w okolicach Michałowa. Informację o tym zdarzeniu podał Onet.pl, opisując film z granicznego monitoringu otrzymany od żołnierzy sygnalistów. Samego filmu nie pokazał. Działo się to blisko rok po tym, jak dano działającym na granicy funkcjonariuszom rozmaitych uzbrojonych służb i żołnierzom prawo do łamania przepisów o broni palnej i środkach przymusu bezpośredniego.
Z błogosławieństwem ministra
Szczecińska Dywizja Zmechanizowana, w której służył żołnierz bijący migranta, wydała komunikat, z którego wynika, że to on został napadnięty, a w wyniku napaści doznał urazu oka. Minister obrony i wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz ogłosił: „Przykład tego żołnierza pokazuje, że mamy profesjonalną, zmotywowaną do obrony naszych granic armię. Naszym obowiązkiem jest ich wspieranie i okazywanie im szacunku”.
Czytaj także: Tematu granicy z Białorusią nie można odpuścić. I trzeba rozliczyć strażników
Mężczyzna, przed którym bronić miał się żołnierz, uderzając go siedmiokrotnie kolbą karabinu – zniknął. Jego poszukiwania rozpoczął Piotr Czaban, niezależny dziennikarz prowadzący na YouTube kanał „Czaban robi raban”, w którym zajmuje się przede wszystkim kryzysem humanitarnym na granicy z Białorusią. Pomoc pobitemu cudzoziemcowi starali się zapewnić wolontariusze humanitarni działający na granicy. Przekazali jego dane radcy prawnemu z Białegostoku Jakubowi Ławniczakowi, który odnalazł go w zamkniętym ośrodku dla cudzoziemców czekających na wydalenie z Polski. Zobaczył się z nim dopiero, kiedy ten wrócił do ośrodka po leczeniu w Wojskowym Szpitalu Klinicznym w Lublinie. Z dokumentów, które pokazał Piotr Czaban w swoim materiale, wynika, że cudzoziemca – był to Afgańczyk Muhammad Hussain – najpierw prowizorycznie opatrzono w szpitalu w Białymstoku, a tamtejszy lekarz wydał opinię, że obrażenia są poniżej siedmiu dni, a „psychofizyczny” stan cudzoziemca „nie wskazuje, by padł ofiarą przemocy”. Dopiero później, w szpitalu w Lublinie, zrobiono badania, których opis brzmi następująco: „Wieloodłamowe złamanie kości nosowych obustronnie. Złamania przegrody nosa i kolca nosowego przedniego. Złamanie łuku jarzmowego P(rawego). Złamanie powierzchni oczodołowej kości jarzmowej P. Złamanie kości łzowej P. Złamanie wyrostka czołowego kości szczękowej P. Złamanie wyrostka zębodołowego P. Złamanie przyśrodkowej ściany oczodołu z wklinowaniem odłamu”.
W tym czasie toczyło się już w wydziale wojskowym Prokuratury Rejonowej Białystok-Północ postępowanie w sprawie domniemanego przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza wobec cudzoziemca. A niedługo po jego wszczęciu także sprawa przeciwko Muhammadowi Hussajnowi, w której pokrzywdzonym był żołnierz. Sprawy rozdzielono i ta o nadużycie uprawnień powędrowała do Olsztyna.
Ewa Siedlecka: Państwo przegrało – prawnie i moralnie
Przemoc na granicy. Co się wydarzyło?
Piotrowi Czabanowi udało się w końcu dotrzeć do materiału z monitoringu granicznego, którego nie zdecydował się upublicznić Onet. Jak się potem okazało, prokuratura dysponuje też innymi ujęciami z tego monitoringu. Na filmie zdobytym przez Czabana widać dwie osoby uciekające przed żołnierzami. Do jednej z nich żołnierz dwu lub trzykrotnie strzela [jak się okazało gumowymi kulami], a potem podbiega do leżącego i z zamachu uderza kolbą karabinu siedem razy.
Piotr Czaban skontaktował się z Muhammedem Hussainem, który mieszka teraz w Pakistanie u rodziny. Nagranie rozmowy wideo umieścił w materiale na YouTube. Hussain opowiada, że nie widzi na prawe oko, w które został postrzelony gumową kulą. Po postrzale upadł twarzą do ziemi. Żołnierz uderzał go w tył głowy, a na koniec kopnął go w twarz. Wtedy musiał trafić w nos i szczękę. Muhammed mówi, że do dzisiaj nie może jeść uszkodzoną stroną.
Relacjonuje, że przewieziono go do jednej z placówek SG, gdzie miał być przetrzymywany przez trzy dni. Dostał tylko wodę. Potem przetransportowano go do szpitala, gdzie go obandażowano i dano środki przeciwbólowe. Następnie przewieziono do „ośrodka w Białymstoku”. Przez pięć dni nie mógł spać z bólu. Po ośmiu dniach od zatrzymania i pobicia został przebadany w Wojskowym Szpitalu Klinicznym w Lublinie, gdzie w końcu udzielono mu pomocy.
Złożył wniosek o ochronę międzynarodową w Polsce. Mówi, że jego rodzina przez lata współpracowała w Afganistanie z Amerykanami i misją NATO – także z polskim kontyngentem. Po wycofaniu się USA z Afganistanu uciekli do Pakistanu.
Niedługo po złożeniu wniosku został deportowany. Nie spodziewał się tego, bo powiedziano mu, że przewożą go do otwartego ośrodka dla oczekujących na decyzję azylową. Przewożono go samochodem bez okien. Na miejscu okazało się, że jest na lotnisku. Najpierw deportowano go do Uzbekistanu, ale został cofnięty. Wtedy wysłano go do Afganistanu, skąd uciekł do rodziny w Pakistanie.
Napaść na żołnierza vs nadużycie uprawnień
Sprawa nadużycia uprawnień przez żołnierza mogłaby zostać umorzona, gdyby okazało się, że przed pobiciem przez żołnierza Muhammad zaatakował go fizycznie. Takie zdarzenie podpadałoby pod dodany latem 2024 r. do ustawy o obronie ojczyzny art. 694a, który uznaje, że „nie popełnia przestępstwa” żołnierz, który nadużyje środków przymusu bezpośredniego wobec osoby dokonującej „zamachu na granicę państwową”, a przy okazji np. na funkcjonariusza.
Czytaj także: „Przyszli i poszczuli psami”. Na granicy z Białorusią zmiany brak
Jednak z prokuratury w Białymstoku w sprawie o napaść na żołnierza dostaliśmy odpowiedź, że sprawa została umorzona „z powodu braku znamion czynu zabronionego”. „Pokrzywdzony żołnierz (przesłuchany po raz drugi po złożeniu zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa) po okazaniu mu nagrania zapisu monitoringu, który zarejestrował przebieg interwencji, podał, iż doznany przez niego uraz nie był skutkiem bezpośredniego ataku oraz zamierzonego ciosu migranta” – napisał płk Radosław Wiszenko, zastępca prokuratora rejonowego ds. wojskowych. Wychodzi na to, że żołnierz złożył fałszywe zawiadomienie o przestępstwie, ale – jak z tego wynika – nie ma za to zarzutu.
Natomiast śledztwo Wydziału ds. Wojskowych Prokuratury Okręgowej w Olsztynie, dotyczące podejrzenia przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego, ciągle się toczy i „w chwili obecnej nie sposób wskazać terminu zakończenia postępowania, bowiem nadal kontynuowane są czynności procesowe” – poinformował „Politykę” rzecznik prasowy tamtejszej prokuratury Daniel Brodowski. Sprawa nie toczy się „przeciwko” żołnierzowi, ale „w sprawie”. Prokuratura ma nagrania z monitoringu granicznego – te same, którymi dysponowała też prokuratura w Białymstoku. Ma zeznania Muhammada i drugiego Afgańczyka, z którym nielegalnie przekroczył on granicę 10 lipca 2025 r. – obaj zostali przesłuchani przez sąd, żeby nie trzeba było wzywać ich na ewentualną rozprawę. Ma opinię biegłego od broni palnej na temat broni, którą posługiwał się żołnierz. Ma dokumentację z placówek medycznych, w których udzielano pomocy Muhammadowi. Teraz czeka na opinię „biegłego lekarza medycyny sądowej w celu wydania kompleksowej opinii co do obrażeń ciała, jakich doznał pokrzywdzony, oraz mechanizmu ich powstania”.
Czytaj także: Granica z Białorusią trzy lata później. Czy coś się zmieniło pod nową władzą?
Licencja na przemoc (nie tylko) na granicy
Nie wiadomo, czy ostatecznie żołnierz dostanie zarzut za pobicie Afgańczyka. Jednak gdyby sprawa została umorzona, to – po umorzeniu sprawy o atak na żołnierza – podstawą umorzenia już mógłby być wspomniany wyżej art. 694a ustawy o obronie ojczyzny, według którego, waląc Muhammeda kolbą i kopiąc, żołnierz „nie popełniłby przestępstwa”.
Artykuł 694a ustawy o obronie ojczyzny i symetryczny do niego art. 10a ustawy o środkach przymusu bezpośredniego, dotyczącej policji i innych służb, zostały uchwalone latem 2024 r. w reakcji na ujawnione przez Onet.pl inne zdarzenie na granicy z Białorusią. Chodziło o aresztowanie przez Żandarmerię Wojskową trzech żołnierzy za nadużycie broni. Zrobił się z tego skandal, politycy koalicji i opozycji oburzali się na upokorzenie „obrońców naszych granic”, deklarowali, że są „murem za polskim mundurem”, a „polski żołnierz nie może się bać strzelać na granicy”. Premier Donald Tusk uznał, że sposób potraktowania żołnierzy „budzi uzasadniony niepokój i gniew ludzi”. Aresztowanych natychmiast uwolniono i odwieszono w czynnościach, a minister Kosiniak-Kamysz obiecał im pomoc prawną.
Wyciekł film z monitoringu na granicy, który rzecz całą przedstawiał zgoła inaczej: że dwaj żołnierze strzelali do ludzi będących za płotem, po białoruskiej stronie, gdzie ci się cofnęli, a przedtem strzelali wzdłuż płotu, w kierunku, z którego biegli polscy pogranicznicy i żołnierze. Jednak w ogólnonarodowym oburzeniu z powodu prześladowania żołnierzy, którzy stanęli w obronie polskiej granicy, tym informacjom nie udało się dotrzeć do opinii publicznej.
A rok później także nie wzbudziła większego zainteresowania informacja Prokuratury Okręgowej w Warszawie, że skierowała do sądu akt oskarżenia wobec żołnierza, który wtedy strzelał wzdłuż płotu. Stworzył bowiem „zagrożenie dla innych żołnierzy, funkcjonariuszy Straży Granicznej i migrantów”, nadużywając uprawnienia do użycia broni przez oddanie 12 strzałów z broni służbowej „wzdłuż drogi granicznej, w kierunku grupy osób złożonej z migrantów nielegalnie przekraczających granicę, funkcjonariuszy SG i innych żołnierzy Wojska Polskiego”. Sprawę drugiego żołnierza wyłączono do odrębnego postępowania i umorzono, jako że „znajdował się na linii oddawanych strzałów, co sprawia, że de iure i de facto jest pokrzywdzonym w rozumieniu przepisów procedury karnej”.
Tak to fikcyjna afera stała się pretekstem do ustanowienia licencji na łamanie przepisów o użyciu przemocy i broni na granicy (i nie tylko na granicy, jeśli wczytać się w uchwalone przepisy).
Czytaj także: Tusk wywołał awanturę. Ale prawo azylowe dla wielu krajów w Europie stało się farsą
Pushbacki i przemoc bez znamion przestępstwa
A przemoc i pushbacki – sprzeczne nawet z niekonstytucyjnym prawem o pushbackach – dzieją się tam na co dzień. Pushbackuje się dzieci bez opieki, co jest sprzeczne z zaostrzoną ustawą o cudzoziemcach.
W raporcie organizacji We are Monitoring za okres od stycznia do września 2025 r. czytamy: „Organizacje humanitarne otrzymały zgłoszenia o pushbackach od 777 osób, które doświadczyły w sumie 1859 wywózek. Wśród wszystkich osób zgłaszających doświadczenie wywózki do Białorusi w tym okresie były 54 osoby poniżej 18. roku życia, wśród nich siedem dziewczynek. Płeć ośmiu osób jest nieznana. 52 ze wszystkich pushbackowanych dzieci podróżowało bez opiekuna. Osoby w drodze zgłaszające pushbacki, relacjonując dodatkowo towarzyszącą im przemoc, opisują przypadki pobić, używania przez funkcjonariuszy substancji drażniących, paralizatorów oraz szczucie psami. Powszechnie zgłaszane są również kradzieże oraz niszczenie mienia, w tym dokumentów”.
Wszystkie śledztwa dotyczące nadużyć służb mundurowych działających na białoruskiej granicy od września 2021 do marca 2024 r. zostały umorzone z powodu braku znamion przestępstwa.