Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Społeczeństwo

Próbny egzamin ósmoklasisty: ta straszna rozprawka. Uczniowie znów się uczą rzeczy zbędnych

Egzamin ósmoklasisty w Częstochowie Egzamin ósmoklasisty w Częstochowie Grzegorz Skowronek / Agencja Wyborcza.pl
Wszystkie reformy oświaty, jakie z upodobaniem fundują nam kolejne rządy, tylko wzmacniają tę zasadę, że nauka jest podporządkowana egzaminom, właściwie tylko im służy, natomiast nie rozwija u nastolatków potrzebnych umiejętności.

Najważniejszym, najwyżej punktowanym zadaniem egzaminu z języka polskiego dla ósmoklasistów jest wypracowanie (20 pkt na 45). Są dwa tematy do wyboru. Do jednego przypisana jest forma rozprawki (czasem przemówienia argumentacyjnego, czyli też rozprawki), a do drugiego opowiadania.

Co roku zmieniają się tematy wypracowań, natomiast formy są niezmienne: rozprawka i opowiadanie. Od czasu likwidacji gimnazjów i przywrócenia ośmioletniej szkoły podstawowej uczniowie wybierają wyłącznie między tymi dwiema formami wypracowań. Niczego innego nie ma. To już egzaminacyjny standard. Tegoroczny próbny egzamin ósmoklasisty potwierdził zasadę, że opowiadanie jest zawsze.

Rozprawka jest trudną formą wypracowania, dlatego znaczna część uczniów nie ćwiczy tej umiejętności wcale. Po co mają się męczyć i ryzykować porażkę, skoro łatwiej i szybciej nauczą się opowiadać? Niektórzy po ośmiu latach nauki w podstawówce w ogóle nie potrafią pisać tekstu argumentacyjnego, za to posługują się po mistrzowsku strukturą narracyjną. Nastawiają się, że na egzaminie nie będą przekonywać (temat 1), lecz jedynie opowiadać (temat 2). Strategia jest skuteczna, autorzy opowiadania zwykle zdobywają więcej punktów.

Jak przekonać egzaminatora

Twórcy arkusza robią wszystko, aby zachęcić ósmoklasistów do napisania rozprawki. Co roku temat powiązany z tą formą wypracowania jest niezwykle łatwy. Również w tym roku był bardzo atrakcyjny: „Czy zgadzasz się ze stwierdzeniem, że optymizm pomaga w życiu?”. Niby nic łatwiejszego odpowiedzieć na to pytanie. Niestety znacznie trudniej przekonać egzaminatora, że ma się rację. Nie wystarczy bowiem fantazjować, czyli lać wodę. Rozprawka – jak żadna inna forma pisemna – nie znosi lania wody, wymaga za to rzeczowej argumentacji.

W dalszej części polecenia zażądano od ósmoklasisty, aby przedstawił swoje stanowisko i uzasadnił je, odwołując się do wybranej lektury. To już nie są przelewki, że można – jak w opowiadaniu – popuścić wodze fantazji. Argumentacja nie może być wyssana z palca, musi opierać się na konkretnych przykładach. Niełatwo przekonywać. Kto nie opanował tej sztuki, gubi się nie tylko w logice wywodu (przyczyna – skutek), ale nawet w przejrzystym uporządkowaniu treści (ważne informacje – mniej ważne).

Co z tego, że piszący powoła się na treść lektury, skoro wymaga się od niego, aby nie streszczał, nie odtwarzał fabuły. Musi podać odpowiednie przykłady z treści dzieła w sposób funkcjonalny, czyli powiązany z tematem i służący udowodnieniu tezy. To już wyższa szkoła jazdy, dlatego uczniowie – skoro mogą – trzymają się od rozprawki z daleka. Żeby opanować tę formę, trzeba dużo ćwiczyć. Bez wielu ćwiczeń za to można napisać opowiadanie.

Opowiadanie czy rozprawka

Zdający chętnie wybierają opowiadanie, gdyż dopuszcza ono – tak jest na każdym egzaminie – fantazjowanie. Również na tegorocznej próbie, którą firmuje CKE, uczniowie mieli tę możliwość. Temat brzmiał tak: „Napisz opowiadanie o spotkaniu z wybranym bohaterem lektury obowiązkowej (lista lektur podana w arkuszu). Dzięki Twojemu poczuciu humoru Wasza wspólna przygoda zakończyła się szczęśliwie”. Choć w temacie zawarta jest wskazówka, aby wykazać się dobrą znajomością lektury, wcale to nie zniechęca do zmyślania. Przecież sam fakt, że uczeń może wprowadzić siebie do świata przedstawionego w dziele literackim, upoważnia go do znacznego zniekształcenia fabuły. Musi tylko pilnować się, aby nie popełnić poważnego błędu. Nie ma natomiast zakazu dodawania przygód, których nie uwzględnił autor.

Choć nauka w szkole podstawowej powinna być tak prowadzona, aby przygotować uczniów do radzenia sobie z wymaganiami szkoły ponadpodstawowej, w rzeczywistości przygotowuje jedynie do egzaminów. A egzamin ósmoklasisty z polskiego łatwiej zdać wysoko, gdy uczeń nastawi się na jedną formę wypracowania: opowiadanie. Szkoda tylko, że w liceum i technikum taka umiejętność w ogóle nie będzie mu potrzebna. W szkole średniej pisze się wyłącznie rozprawki. Wielu absolwentów podstawówek ma świetne wyniki z egzaminu, mimo że nie opanowali formy, której znajomość jest wymagana potem.

Na początku nauki w liceum pierwszym klasom funduje się test kompetencji. Z języka polskiego wyniki są rażąco niskie, w wielu przypadkach wręcz zerowe. Wszystko przez to, że pierwszoklasiści nie mogą już pisać opowiadania. Podstawówka się skończyła, teraz są licealistami, więc nie opowiadają, nie streszczają lektur i nie fantazjują, lecz rzeczowo argumentują. Często robią to po raz pierwszy w życiu, do czego szczerze się przyznają. Nigdy jeszcze nie pisali rozprawki.

Nie są winni temu, że nie umieją napisać tekstu argemntacybnego, winny jest zły system egzaminowania. Ten system wręcz zachęca uczniów, aby nie opanowywali wszystkich form wypracowań (oprócz rozprawki i opowiadania jest jeszcze chociażby charakterystyka postaci), lecz tylko jeden, ten najłatwiejszy, a do tego zupełnie niepotrzebny na dalszym etapie nauczania.

Nauka rzeczy zbędnych

W liceum uczniowie ze zdumieniem odkrywają, że w zakresie sztuki pisania nauczyli się sprawności zbędnych, natomiast nie opanowali nawet w stopniu elementarnym umiejętności niezbędnych. To odkrycie podważa ich wiarę w system edukacji. Przekonują się bowiem na własnej skórze, że uczą się po to, aby skutecznie zdać egzaminy, natomiast nie nabywają umiejętności potrzebnych w życiu. Mistrzowie w zdawaniu egzaminów, ofermy w życiu – to bardzo frustruje.

Wszystkie reformy oświaty, jakie z upodobaniem fundują nam kolejne rządy, tylko wzmacniają tę zasadę, że nauka jest podporządkowana egzaminom, właściwie tylko im służy, natomiast nie rozwija potrzebnych umiejętności. Podejrzewam, że rozprawka, którą z upodobaniem ćwiczy się w szkołach średnich, również jest potrzebna tylko po to, aby zdać maturę, natomiast na studiach nie liczy się wcale. Studenci ze zdumieniem odkrywają, że po raz kolejny zostali oszukani. O rety!

Próbny egzamin ósmoklasisty, do jakiego 12 stycznia przystąpili ósmoklasiści, nie jest ani dobry, ani zły. To typowy sprawdzian umiejętności zbędnych na dalszym etapie nauczania, czyli w liceum i technikum. Mam nadzieję, że reforma Kompas Jutra nie powieli tego śmiertelnego grzechu wszystkich zmian w oświacie, że dzieci i młodzież uczą się dla egzaminów, a nie dla siebie. Oby to się wreszcie skończyło.

Co z tego, że egzaminy dają wysokie wyniki, skoro wpędzają młodych ludzi w poczucie bezradności i niskiej wartości. Wybitni uczniowie szkół podstawowych, duma i chluba nauczycieli i rodziców, w liceum okazują się mieć braki w podstawowych umiejętnościach. Zdaję sobie sprawę, że jest za późno, aby coś się zmieniło na tegorocznym egzaminie ósmoklasisty w maju. Wciąż będzie to egzamin z umiejętności raczej zbędnych. Ale może chociaż za pięć lat niech to już będzie egzamin z tego, co naprawdę liczy się w życiu.

Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Już jedna trzecia Polaków to single. Związki wydają się dziś ciężką harówką, dane są zatrważające

Prof. Tomasz Szlendak o tym, że miłość i związki coraz częściej traktuje się jako ciężką pracę, a romantyczne uniesienia ciągle pozostają pożądane, ale nie są doświadczane.

Joanna Podgórska
06.01.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną