Świat

Nierządnice w cieniu ołtarza

Wizerunek bogini Isztar w British Museum w Londynie Wizerunek bogini Isztar w British Museum w Londynie Wikipedia
Czy w starożytności istniała prostytucja świątynna? Ten z pozoru teoretyczny spór rozpala namiętności, budząc wściekłość współczesnych feministek.

„Brzydkim obyczajem” w Babilonie zdaniem historyka Herodota (495–425 p.n.e.) było masowe spółkowanie w świątyni Isztar. Pisał on, że raz w życiu każda kobieta musi tam się udać i oddać się komuś obcemu w zamian za pieniądze. „Bogate i dostojne damy – pisał ten starożytny Grek – dojeżdżają tam w zakrytych wozach”.

Podobnie niechlubnie wyglądało to ponoć u Persów nad Morzem Czarnym. Rzymski wódz Gnejusz Pompejusz Strabon twierdził, że młode dziewice – niespełna dwunastoletnie – były tam poddawane prostytucji świątynnej, a „traktują one swoich kochanków tak przyjaźnie, że nawet ugaszczają ich jadłem i napojem”.

Bujda i wymysły

Tego rodzaju doniesień jest ze świata starożytnego dużo: od Sycylii aż po Teby ludzie oddawali się ponoć perwersyjnym religijnym rytuałom. Odnosi się to również do Żydów: około tuzina fragmentów w Starym Testamencie dotyczy nierządu sakralnego.

Naukowcy XX wieku łakomie podchwytywali każdą aluzję, która mogłaby dotyczyć seksu świątynnego. Bardzo szybko do obiegowej opinii weszło przekonanie, że kapłani zwłaszcza na Bliskim Wschodzie przeprowadzali przymusowe defloracje, że istniała „prostytucja dla posagu” i „łączenie się cielesne w miejscach kultu”. Seks świątynny – jak napisano w „Leksykonie pojęć teologicznych i kościelnych” – był „ moralną i zdrowotną zarazą na ciele narodów”.

Tylko czy na pewno tak właśnie było? Naukowcy bardzo często napotykają na erotyczne baśnie, zmyślone przez naszych przodków. Odnalezione niedawno tabliczki z pismem klinowym pokazują znacznie łagodniejszą wersję wydarzeń. Coraz bardziej pewne wydaje się, że badacze z poprzednich dekad rozdmuchali temat. Nie ma na przykład ani jednego dowodu potwierdzającego, że istniał kiedyś rytuał przymusowego pozbawienia dziewictwa. Pewna grupa badaczek ze studiów genderowych podchodzi do kwestii w jeszcze bardziej radykalny sposób. W ogóle zaprzecza istnieniu prostytucji świątynnej. Ich zdaniem to bujda.

Wszystko wzięło się stąd, że niektórzy greccy pisarze przypisali obcym narodowościom zmyślone, zdrożne praktyki, aby wykazać ich niższość – jak głosi poświęcona temu tematowi wydana ostatnio książka Tanji S. Scheer „Tempelprostitution In Altertum” (Prostytucja świątynna w starożytności). Z tego właśnie plotkarskiego bagienka miałby się wywodzić wątek prostytucji świątynnej, który w naszych czasach awansował do rangi tematu badań naukowych.

Amerykańska badaczka starożytnego Orientu Julia Assante nie ma wątpliwości: Kapłanki-kurtyzany istniały tylko w męskiej wyobraźni. Mniej zaangażowani naukowcy uważają jednak taki pogląd za zbyt daleko idący. Sami, co prawda, też mają wątpliwości co do niektórych pompatycznych przekazów z przeszłości. Istnienia samego zjawiska nie zamierzają jednak kwestionować. Ich zdaniem, istniały niegdyś:

  • Ośrodki kultu, w których działały również burdele;
  • Świątynie, w których dziewczynki – jeszcze przed pierwszą miesiączką – pełniły najwyższe funkcje kapłańskie;
  • Zawodowe prostytutki, które z własnej kieszeni fundowały miejsca kultu – na przykład na cześć bogini „Afrodite Porne”.

Zawzięta dyskusja toczy się dalej. Asyriolożki o feministycznym nastawieniu wołają: „To wszystko kłamstwa!”, ich przeciwnicy – powołując się na sumeryjska gramatykę – bronią swego „patriarchalnego” punktu widzenia.

Nie ma tylko różnicy zdań co do prostytucji na ateńskich ulicach. Jaskrawo umalowane dziwki w żółtych szalach stały u stóp Akropolu. Specjalne „dziewczęta-flecistki” wabiły najpierw swoich klientów muzyką na aulos (rodzaj fletu) – po czym zuchwale przechodziły do rzeczy.

W Rzymie tanie dziwki brały po 4 asy (as – moneta z brązu). Odpowiadało to sile nabywczej niespełna 10 euro). Jednak callgirl Messalina awansowała przez nierząd do roli żony cesarza.

 

 

Grzeszne rozkosze

Również religijne państwo pod piramidami oferowało grzeszne rozkosze. Tamtejsze prostytutki nacierały swych klientów olejkami. „Twój fallus jest w kobietach z Chenemet – można przeczytać w starych papirusach. – Mężczyzna może kopulować lepiej niż osioł – tym, co powstrzymuje go przed tym, jest jedynie jego sakiewka”.

Szczególne swobodne obyczaje panowały w Mezopotamii. Już w eposie o Gilgameszu występuje ladacznica imieniem Szamchat (Okazała), która uwodzi kudłatego barbarzyńcę Enkidu: „Odsłoniła swoje piersi, odkryła łono, a on ją wziął”.

Zastrzeżeń przeciw tej profesji nad Eufratem nie było. Na jednej z glinianych tabliczek opisano młodą kobietę, która przyjmuje klientów w domu swoich rodziców. Jako zapłatę otrzymuje mięso prosiąt.

A co się działo w przybytkach kultu? Co się działo za murami świątyni Isztar? Co do tego nie ma między uczonymi zgody. Orient wznosił na cześć swej bogini seksu i miłości ogromne budowle. W hymnach wysławiano ją jako „władczynię kobiet” o „uwodzicielskim uroku”. „Jak miód są jej wargi, życie jest jej ustami” (cytat z eposu o Gilgameszu – przyp. FORUM) Taka jest nierządnica babilońska.

Kult bogini Isztar wkrótce rozszerzył się także na północ. Najpierw dotarł na Cypr. Tam zetknęli się z tą boginią greccy osadnicy i przechrzcili ją na Afrodytę. Zgodnie z mitem owa piękność wyłoniła się z morza – które w tym miejscu było czerwone od krwi i pełne spermy. To tytan Kronos utopił tam wcześniej odrąbany członek swojego ojca.

Bogini, która wyłoniła się z piany morskiej nigdy nie była niewiniątkiem, przepełniała ją chciwość i żądza rozkoszy. W mieście Uruk urządzano 5000 lat temu orgiastyczne święto na jej cześć. Na podstawie starożytnych źródeł wiemy też, że w przybytku Isztar pracowały tancerki i aktorki. Jednak nie ma ani słowa o kopulacji czy rytuałach płodności przy ołtarzu, co wcześniej sugerowano. – Nie ma żadnych poszlak, które by świadczyły o tego rodzaju praktykach magicznych – wyjaśnia badacz starożytnych kultur Wschodu, Gernot Wilhelm z Würzburga. Czyżby Herodot wymyślił sobie historię o zmuszaniu babilońskich kobiet do seksu? Tak to wygląda z perspektywy genderowej.

Możliwe też, że ta historia ma głębszy sens. Do służby świątynnej należała grupa kobiet, nazywana „harimtu” co oznacza prostytutkę. Jakiś czas temu Gernot Wilhelm odkrył interesujące świadectwo pochodzące sprzed 3300 lat. Opisano w nim oddanie jednej z harimtu na służbę w świątyni w celach seksualnych przez jej własnego ojca. Powód: ojciec chciał zaciągnąć u kapłanów dług, córkę oddał w zastaw. Nasuwa się pytanie o obowiązki dziewczyny u nowych pracodawców. Wilhelm przypuszcza, że oddawała się dla zarobku, jednak nie w świątyni. Powołuje się przy tym na starożytną Księgę Barucha. Mowa w niej o nierządnicach stojących przy drogach pośród zakurzonego morza domów Babilonu. One też były jakoby podporządkowane jakiejś organizacji sakralnej.

Obóz powątpiewających nie chce o tym słyszeć. Zdaniem badaczki genderowej, Assante, słowo „harimtu” wcale nie oznaczało prostytutki, a asyriolodzy od 150 lat błędnie je tłumaczą. Było to określenie na kobietę niezamężną, pełniącą funkcje religijne, która żyła bez towarzystwa mężczyzn. Przeciwnicy nie zostawiają na niej suchej nitki, sugerując, że Assante próbuje przenieść własny status społeczny na grunt starożytny.

Morris Silver, specjalista z zakresu historii gospodarczej, twierdzi, że również pod względem semantycznym zmiana tłumaczenia „harimtu” nie ma sensu. Harimtu były bez wątpienia zawodowymi prostytutkami z powiązaniami kultowymi, na zlecenie władz świątynnych świadczyły usługi seksualne – a kapłani działali w charakterze stręczycieli i czerpali z tego zyski.

Nawet w Grecji istniały prawdopodobnie takie „święte burdele”. Podejrzenia padają głównie na przybytek Afrodyty w Koryncie, położony na klifie, 575 metrów nad poziomem morza. Miasto bezsprzecznie tętniło życiem, setki statków załadowywano na przystani, Korynt był oczkiem w głowie kupców. Dziewki portowe – mocno umalowane, w kusych sukienkach –jedna przy drugiej wystawiały swe wdzięki na pokaz.

Na górze, w świątyni bogini miłości, też nie próżnowano. Strabon opisuje, że przybytek był tak bogaty, że „było w nim ponad tysiąc nierządnic”. Watahy marynarzy spragnionych rozkoszy cielesnych, wspinały się na klif, by tam spełnić upojną noc – tak widzi to Brytyjczyk Nigel Spivey.

Tanja Scheer, historyk z uniwersytetu w Oldenburgu, proponuje inne rozwiązanie. – Historie o „świętym burdelu” w Koryncie mają swój początek w odzie Pindara – wyjaśnia. – Opowiada ona o pewnym bardzo bogatym zwycięzcy olimpiady z 464 roku przed Chrystusem. Podarował on świątyni harem złożony ze stu nierządnic. Wątpliwe jednak by oddawały się one na ołtarzu. Według Scheer o wiele bardziej prawdopodobna jest wersja, że bogaty sportowiec ofiarował przybytkowi Afrodyty zastrzyk finansowy w postaci niewolnic, a przychody z tytułu ich usług seksualnych stanowiły źródło utrzymania świątyni.

Za tą teorią przemawia fakt, że ateński mąż stanu, Solon, który około 590 roku p.n.e. założył pierwsze państwowe domy publiczne, nałożył na prostytutki podatek, z którego potem miasto ufundowało budowę świątyni bogini miłości.

Jak to opisuje fragment jednej z komedii, w burdelach mieszkały bardzo młode dziewczęta, mowa o „źrebiętach Afrodyty”. Stały one „równo w rządku”, a od każdej można było „za niewielką opłatą otrzymać gwarantowaną rozkosz”.

Możliwe również, że starożytni posuwali się jeszcze dalej – naukowcy rozważają również istnienie „świętej pedofilii”. Ślad znów wiedzie nas do Babilonu i jego wysokiej na 91 metrów wieży schodkowej – jednego z cudów świata starożytnego. Jak podają źródła, na jej szczycie znajdowała się świątynia z łóżkiem. Nocą spała tam wybrana niewiasta, gotowa do „świętego zamążpójścia” – symbolicznego aktu seksualnego z bogiem Mardukiem.

W kraju faraonów, w głównej świątyni miasta bóg Amon również posiadał swoją „boską małżonkę”. Była nią zawsze „dziewica cudownej urody ze znakomitego rodu”. Strabon pisze, że „oddawała się ona każdemu, dopóki nie nastąpiło naturalne oczyszczenie”. Mowa tu o pierwszej miesiączce. Dziewczynki mieszkały w świątyni do pierwszego okresu, później „zwalniano je ze służby”. Pedofilia nad Nilem? Mimo wielu poszlak, naukowcy nadal nie mają pewności. Być może nowe światło na tę kwestię rzuci niedawno odkryty skrawek papirusu, w którym opisano służbę małych kapłanek.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Ludzie i style

Jak nie utonąć. 6 zasad zachowania w wodzie, które mogą nas uratować

Latem ciągnie nas do wody, a liczba utonięć rośnie. Co zrobić, żeby nie zatonąć? Oto podstawowe zasady bezpieczeństwa w wodzie. Nie tylko na lato.

Michał Rolecki
24.06.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną