Iran a rewolucja arabska

Obłuda w całunie
Jak Iran reaguje na arabską wiosnę ludów?
W Iranie zieleń - kojarzona z islamem - stała się symbolem walki z reżimem islamskich fundamentalistów.
Roshan Norouzi/ZUMA Press/Forum

W Iranie zieleń - kojarzona z islamem - stała się symbolem walki z reżimem islamskich fundamentalistów.

Protest w 2009 r. został stłumiony siłą, lecz pamięć o nim jest żywa.
Dina Regine/Flickr CC by SA

Protest w 2009 r. został stłumiony siłą, lecz pamięć o nim jest żywa.

Gesty solidarności z Iranem płynęły z całego świata.
Dina Regine/Flickr CC by SA

Gesty solidarności z Iranem płynęły z całego świata.

Na razie porządek panuje w Teheranie. Ale arabskie rewolty ludowe są tu pilnie śledzone. Władze starają się je przedstawić jako dowód, że świat arabski idzie za przykładem islamskiej rewolucji irańskiej. Oficjalny przekaz jest taki: dyktatorzy mają za swoje. Irański parlament poparł rewolucję libijską przeciwko Kadafiemu.

Prezydent Mahmud Ahmadineżad oburzał się, jak można strzelać do rodaków i ignorować głos ludu, jak czynił przywódca Libii. Tacy jak on przez dekady swych rządów ignorowali marzenia mas, które pragnęły i pragną żyć w państwach zorganizowanych według zasad islamu. Teraz pojawia się historyczna szansa na spełnienie tych marzeń o prawdziwej jedności świata muzułmańskiego.

Fala i antyfala

Według irańskich władz, scenariusz tunezyjski, egipski czy libijski Iranowi nie grozi. Po pierwsze dlatego, że Irańczycy już żyją w państwie, o jakim marzy każdy porządny muzułmanin. Po drugie, w państwie ajatollahów nie ma przepaści między rządzącymi a rządzonymi. Masy doceniają dorobek republiki islamskiej, a opozycja irańska nie zdoła wyprowadzić ludzi na ulice, bo jest izolowana.

Jednak na wszelki wypadek władze rozpętały kampanię przeciwko tej ponoć izolowanej w społeczeństwie opozycji. 18 lutego, po modłach i kazaniach w meczetach, rozpoczął się narodowy Dzień Gniewu przeciwko liderom irańskiego ruchu protestu.

Chodzi o Mirę Musawiego i Mehdiego Karubiego. Zdobyli rozgłos światowy w 2009 r., kiedy stanęli na czele oddolnego Zielonego Ruchu (od koloru nadziei – na demokratyzację i reformę islamskiej teokracji). Zieloni odrzucili jako fałszerstwo oficjalne wyniki ówczesnych wyborów prezydenckich, które wygrał na drugą kadencję Mahmud Ahmadineżad, antyzachodni jastrząb reżimu. Protest został stłumiony siłą i represjami, lecz pamięć o nim jest żywa. Opozycja, choć rozbita i osłabiona, jest o wiele lepiej zorganizowana i zakotwiczona niż w zrewoltowanych państwach arabskich.

Gniew, nienawiść i obrzydzenie – oto rządowa odpowiedź na lutową falę niezadowolenia w Iranie. Demonstrowano znów pod hasłami demokratyzacji. I na cześć dwóch młodych uczestników protestu, którzy ponieśli śmierć w jego trakcie. Ofiar i aresztowanych miało być znacznie więcej, niż przyznają władze. Według źródeł opozycyjnych, w samym Teheranie zatrzymano 1,5 tys. osób. Protesty zostały spacyfikowane. Co ciekawe, tym razem liderzy zielonego ruchu ograniczyli się do powtórzenia haseł z 2009 r., ale nie wystąpili przeciwko władzom. Mało tego, Haszemi Rafsandżani, duchowny szyicki i były prezydent, uważany za zakulisowego głównego rozgrywającego obecnej opozycji, potępił protesty jako antyislamskie i inspirowane przez Amerykę i syjonistów.

Kara dla nieposłusznych

W tej sytuacji ogień propagandy skupia się na Musawim i Karubim. Ponad 200 członków parlamentu i niektórzy mułłowie wzywali do ich osądzenia i stracenia. Irański szef naczelnego sztabu Hassan Firuzabadi oświadczył, że cierpliwość Irańczyków się wyczerpała i nadszedł czas na rozliczenie liderów antypaństwowego protestu. 11 lutego ogłoszono powstanie tzw. Kwatery Głównej Ammar. To komitet koordynujący działania przeciwko ruchom protestu. Tworzą go prorządowi parlamentarzyści i wykładowcy uczelni wyższych. Deklarują całkowitą lojalność wobec ustroju republiki islamskiej.

W ślad za wezwaniami ze szczytów władzy na prorządowych portalach internetowych zaczęto zbierać podpisy pod petycją o ukaranie śmiercią antyrewolucyjnych prowodyrów. Trzeba przywrócić spokój i ład w społeczeństwie oraz honor narodowi. Pojawiły się fotomontaże przedstawiające powieszonych Musawiego i Karubiego.

Celem państwowej kampanii nienawiści jest polityczna i moralna delegitymizacja tych, których na obecnym etapie budowania islamistycznego raju uznano za wrogów i zaprzańców. Karubi na to odpowiada, że gotów jest zapłacić za swoje działania każdą cenę. Musawi odrzuca oskarżenie, że ruch protestu tworzą „elementy obce, wrogie i antyislamskie”. To może dodatkowo pogorszyć ich położenie, choć obaj należą do irańskiej elity. W krajach autorytarnych najbardziej nie lubi się dysydentów. Ale zarazem władze nie mogą bez nich żyć, bo koncentrując na nich nienawiść, odwracają uwagę społeczeństwa od innych problemów, na przykład z gospodarką czy izolacją dyplomatyczną, w jaką wepchnęły Iran jego ambicje nuklearne.

Dlatego władze irańskie tak się chwalą wizytą niemieckiego ministra spraw zagranicznych Westerwellego w Teheranie. Państwowe media ogłosiły przełamanie izolacji dyplomatycznej Iranu. Tymczasem Westerwelle przyleciał, aby wyciągnąć z irańskiego więzienia dwóch niemieckich reporterów. Pod pretekstem, że zataili oni prawdziwy cel swego pobytu w Iranie, zostali zatrzymani jesienią 2010 r. i oskarżeni o szpiegostwo. Dziennikarze zajmowali się sprawą 43-letniej Iranki, matki dwojga dzieci, skazanej na karę śmierci pod zarzutem cudzołóstwa. Miała zostać ukamienowana.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną