Wolna strefa
Strefa wolna od Kuczmy – jak ją nazywają protestujący – mierzy trzysta, może czterysta metrów długości i pięć metrów szerokości. Rozciąga się wzdłuż Chreszczatyku, głównej ulicy Kijowa. Strefę od reszty Ukrainy oddzielają sznury, sznurki, foliowe taśmy i metalowe płotki obwieszone hasłami i antyprezydenckimi plakatami. – Mieliśmy żyć w wolnym i demokratycznym kraju. Tymczasem w Ukrainie nie ma ani wolności, ani demokracji. Jest tylko kłamstwo i cynizm władzy – tak Jura Łucenko, dziennikarz, tłumaczy, dlaczego zamieszkał tu w jednym z namiotów.

W kilkudziesięciu namiotach dzień i noc trwają na posterunku. W zimnie, śniegu, deszczu, na wietrze targającym lichym płótnem. Trzeba tu żyć, żeby wiedzieć, ile odwagi i desperacji wymaga rozpoczęcie akcji przeciwko władzy. – Namioty to już nasz ukraiński symbol walki o demokrację – przypomina Wołodymyr Czemerys. W 1990 r. w namiotach rozbitych na Majdanie Niezależnosti w Kijowie głodowali studenci. Jura i Wołodymyr byli uczestnikami tamtego protestu, który doprowadził do niepodległości kraju.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną