WYWIAD: Christoper Hill o Korei

Nieustraszony wśród strasznych ludzi
Rozmowa z Christopherem Hillem, byłym ambasadorem USA w Warszawie i Bagdadzie i negocjatorem amerykańskim z Koreą Północną
Christopher Hill: Trzeba zrozumieć, że Korei Północnej nie jest łatwo się otworzyć bez ryzyka całkowitego upadku państwa.
rapidtravelchai/Flickr CC by 2.0

Christopher Hill: Trzeba zrozumieć, że Korei Północnej nie jest łatwo się otworzyć bez ryzyka całkowitego upadku państwa.

Christopher Hill (pierwszy z prawej) podczas spotkania negocjacyjnego ws. programu nuklearnego Korei Północnej.
Frederic J. Brown/AP/EAST NEWS

Christopher Hill (pierwszy z prawej) podczas spotkania negocjacyjnego ws. programu nuklearnego Korei Północnej.

Współdziałanie Waszyngtonu i Pekinu jest kluczem do rozwiązania problemu koreańskiego - uważa Christopher Hill.
Greg Baker/AP/Fotolink

Współdziałanie Waszyngtonu i Pekinu jest kluczem do rozwiązania problemu koreańskiego - uważa Christopher Hill.

Marek Ostrowski: – Amerykańska ambasada w Warszawie musi być dobrą odskocznią do światowej dyplomacji. Prosto stąd pojechał pan do Korei Południowej, potem został zastępcą sekretarza stanu do spraw Azji, szefem delegacji USA w rozmowach z Koreą Północną, wreszcie – ambasadorem w Iraku, słowem, w miejscach przysparzających Ameryce prawdziwego bólu głowy.
Christopher Hill: – Szkoda, że dobre stosunki z Polakami nie dają recepty na dogadanie się z innymi. Objaśniam to inaczej: Polska jest dla Waszyngtonu ważnym krajem (prezydent Bush złożył w Polsce dwie wizyty za mojego ambasadorowania), moją misję w Warszawie dostrzeżono w Waszyngtonie i kandydatów do nowych zadań szukano w Polsce. Nie był to więc komplement dla mnie, lecz raczej dla Polski. Ale trzeba od razu powiedzieć, że w Azji ludzie inaczej sobie wyobrażają wspólnotę międzynarodową. Niełatwo skłonić do wspólnej pracy Japończyków i Koreańczyków czy Chińczyków i Japończyków.

Czy Korea Północna rzeczywiście dysponuje bronią atomową?
Dysponuje materiałem nuklearnym, zdołała – częściowo pomyślnie – przeprowadzić dwie próbne eksplozje. Zdobyła więc technologię jądrową i ma też pewną technologię rakietową, ale nie wie jeszcze, jak je połączyć. W sumie – choć najwyraźniej jest na drodze do zdobycia broni jądrowej – nie dysponuje środkami przenoszenia, by kogoś zaatakować. Czyli mamy jeszcze trochę czasu, bo trzeba przypomnieć, że zainstalowanie bomby atomowej w rakiecie zajęło Ameryce 14 lat. To nie takie proste.

Może za wielki jest alarm wokół sprawy?
Nie wiemy dokładnie, ile mamy czasu. A nie chcemy, by Koreańczycy tak się zżyli z pomysłem posiadania broni jądrowej, że potem nie zrezygnują z niej pod żadnym pozorem.

Amerykanie długo starali się, by zrozumieć Koreańczyków północnych, choć paranoiczny represyjny system sprawia, że trudno ich poznać. Jak pan sobie tłumaczy motywy ich postępowania? Przecież nie są samobójcami, żeby się rzucać na Amerykę?
Korea w dziejach była krajem średniej wielkości, wciśniętym między dwie potęgi, które jeśli ze sobą nie walczyły, to często okupowały terytorium między nimi. Z dumą podtrzymuje tradycyjną tożsamość, nieuległość wobec Chin i Japonii. Nawiasem mówiąc, ta geopolityczna sytuacja powinna wam w Polsce coś przypominać... Pojawił się problem jeszcze większy, kiedy Koreę podzielono dość przypadkowo. To część tragicznego dziedzictwa XX w. Granica powstała tam, gdzie wojska koreańskie na północy poddały się Rosjanom, a na południu – Amerykanom. Na północy zbudowano stalinowski system kultu jednostki, przekształcony w kult panującej rodziny i w rezultacie wprowadzenie reform – otwarcie na świat, dopuszczenie wolnego rynku, zezwolenie na podróże – jest tam trudne. Gdyby Korea Płn. zezwoliła ludziom na podróże, mało kto by wrócił. Bo Korea Płn. nie jest uosobieniem koreańskiej kultury: ojczyzną jest naprawdę Korea Południowa. Trzeba zrozumieć, że Korei Północnej nie jest łatwo się otworzyć bez ryzyka całkowitego upadku państwa.

Podobnie jak było z NRD?
W pewnej tylko mierze. Nie stosowałbym analogii z Niemcami. Korea nigdy nie powinna być podzielona. Korea nie była niczemu winna. Nigdy nie wszczęła żadnej wojny. I dziś sytuacja jest odmienna. Korea Południowa nie tylko zbudowała silną gospodarkę opartą na eksporcie, ale odniosła nieprawdopodobny sukces w kulturze. W każdym kraju Azji znają koreańskie filmy, koreańską modę. A Północ przypomina wyspę otoczoną drutem kolczastym. O ile w Niemczech różnice dochodów między zachodnią a wschodnią częścią były może jak 3:1, to w Korei między Południem i Północą jest pewnie 30:1.

Czy Koreańczycy na Północy naprawdę nic nie wiedzą o życiu ich rodaków na Południu?
Naprawdę bardzo niewiele, łączenie rodzin to niezwykle rzadkie przypadki.

Mówi się o rosnącym przemycie płyt DVD przez granicę z Chinami.
Wiemy o tym z rozmów z nielicznymi uciekinierami. Rzeczywiście handel z Chinami zapewne wykracza poza możliwości pełnej kontroli władz. Z czasem więc ludzie w Korei Płn. będą o świecie wiedzieć więcej.

Jako szef delegacji amerykańskiej na rozmowy sześciostronne jest pan jednym z niewielu, którzy spotykali się z grubymi rybami reżimu.
Spotykałem się z nimi wielokrotnie, głównie w Pekinie, odbyłem też trzy podróże do Korei Płn., ale nigdy nie dostąpiłem zaszczytu spotkania z Kim Dzong Ilem.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną