Syte pokolenie buntu 1968 r.

Dzieci przejadły swoją rewolucję
Baby-boomersi, którzy w 1968 r. wyrywali kostki bruku przed paryską Sorboną i po nocach wznosili barykady, mają dziś po sześćdziesiątce. Porzucili bunt, żyją jak burżuje.
Paryż w maju 1968 r.
AKG-IMAGE/EAST NEWS

Paryż w maju 1968 r.

Współtwórca francuskiej Nowej Fali Claude Lelouch.
Anthony Behar/SIPA/EAST NEWS

Współtwórca francuskiej Nowej Fali Claude Lelouch.

Daniel Cohn-Bendit, jedna z głównych postaci  1968 r.
SIPA

Daniel Cohn-Bendit, jedna z głównych postaci 1968 r.

Syte dzieci rewolty ’68 r.: aktorka Catherine Deneuve.
ANNE-CHRISTINE POUJOULAT/AFP/EAST NEWS

Syte dzieci rewolty ’68 r.: aktorka Catherine Deneuve.

Filozof Alain Finkielkraut.
BISSON/JDD/SIPA/EAST NEWS

Filozof Alain Finkielkraut.

Finansista i pisarz Jacques Attali.
Jean-Pierre Couderc/EAST NEWS

Finansista i pisarz Jacques Attali.

To pokolenie zdrajców – twierdzi w swojej książce „Ekonomiczne złudzenie” historyk i demograf Emmanuel Todd. Dawni młodzi idealiści zdradzili głoszone przez siebie idee; hasła wolności przekuli w sukces społeczny i zawodowy, zajmując bez skrupułów strategiczne stanowiska w mediach, kulturze czy polityce. Wystarczy wspomnieć chociażby polityka Daniela Cohn-Bendita, Czerwonego Danny’ego, dziennikarza i długoletniego patrona dziennika „Libération”, Serge’a July czy charyzmatycznego, mitycznego dyrektora „Le Monde” Jean-Marie Colombaniego – wszyscy umościli się wygodnie w luksusie i korzystają z wszelkich apanaży należnych władzy. Z tego pokolenia wywodzą się też m.in. aktorzy Catherine Deneuve i Gérard Depardieu, bohater słynnej afery seksualnej Dominique Strauss-Kahn, filozofowie Alain Finkielkraut i André Comte-Sponville, reżyser dawnej Nowej Fali Claude Lelouch, bankowiec i pisarz Jacques Attali, twórca potęgi Canal+ Pierre Lescure czy dawny szef radia Europe 1 Jean-Pierre Elkabbach.

„Dla mojego pokolenia maj ’68 to przede wszystkim wspomnienie szczęścia” – pisał w 1998 r. André Comte-Sponville. „Nie chcieliśmy już tego starego świata, tego starego kraju, tego starego człowieka. De Gaulle, Francja, kapitalizm – to wszystko wydawało nam się pochodzić z innej epoki, było przestarzałe, martwe”. „Maj 68 – wtórował mu Alain Finkielkraut – widział narodziny nowej oligarchii – tych, którzy istnieją tylko dla siebie, dla których ich własne życie staje się jedynym życiowym horyzontem”.

Kto pamięta dzisiaj, że rozruchy z maja 1968 r. miały wyraźnie lewicowy charakter i bynajmniej nie ograniczały się do bulwarów paryskiej Dzielnicy Łacińskiej, paraliżując całą Francję? Hasła równości społecznej i władzy dla ludu poszły w niepamięć, mit pokolenia ’68 pozostał. Studenccy kontestatorzy, włamujący się w ramach protestu do luksusowego magazynu Fauchon i rozdający zrabowane smakołyki w dzielnicach nędzy w Nanterre, sami wywodzili się z tak wyszydzanej przez siebie burżuazji. Pisarz Marcel Jouhandeau radził im nawet: „Wracajcie do siebie, za dziesięć lat i tak wszyscy zostaniecie notariuszami”.

Faktem jest, że rewolucja, której nadali ton, zmieniła na zawsze obraz francuskiego społeczeństwa, a jej protagoniści rzeczywiście, choć dużo później, zostali notablami, i to prosperującymi lepiej aniżeli Jouhandeau mógł sobie wyobrazić. Baby-boomersi nie tylko odsunęli od władzy starsze pokolenie, dźwigające ciężar i frustrację kolonialnej wojny w Algierii oraz ciemnych kart czasów okupacji, ale zablokowali także na całe dziesięciolecia dostęp do kariery i awansu następnym generacjom.

Audi, Mauritius i golf

– Jestem hedonistą – deklaruje z dumą Eric. Mimo swoich 65 lat świetnie się prezentuje; jest niewysokim, szczupłym brunetem, mieszka na eleganckim przedmieściu Paryża, a w życiu zawodowym jest wziętym kardiologiem. Jego przeciętna stawka to 150 euro za konsultację. W maju 1968 r. maszerował bulwarem Saint-Michel skandując: „CRS-SS!” (CRS – oddziały specjalne francuskiej policji), dzisiaj jeździ najnowszym modelem Audi, spędza wakacje na Mauritiusie i regularnie gra w golfa. Swoich mocno już wiekowych rodziców kocha i szanuje; jako student nazywał ich nazistami. – Jedyną rzeczą, która odróżnia mnie od moich kolegów, jest moja żona – śmieje się, pokazując rząd równych białych zębów. To wprawdzie jego drugi związek, ale Sophie jest od niego starsza. – Według obowiązujących standardów powinienem ożenić się z koleżanką mojej córki i mieć z nią dzieci w wieku moich własnych wnuków – mówi.

Statystyki potwierdzają jego słowa: z 75 proc. baby-boomersów pozostających w związkach małżeńskich ponad połowa ma małe dzieci. W oficjalnym celibacie żyje 7 proc. pokoleniowej populacji, 12 proc. jest po rozwodzie. Dla 45 proc. rodzina i przyjaciele to najważniejsza wartość w życiu. – Kiedy poznałam Erica, samotnie wychowywałam mojego syna – zwierza się Sophie. – Byłam menedżerem finansowym w niewielkiej firmie, wracałam przed północą i zajmowałam się praniem i sprzątaniem. Nigdy nie prosiłam o pomoc. Eric pokazał mi inny świat – dzięki niemu odkryłam, jak przyjemne może być prowadzenie domu i poświęcenie się drugiemu człowiekowi. Bez wahania odeszłam z firmy. Żyje nam się bardzo dobrze, regularnie jeździmy na wakacje. Jestem po to, żeby był szczęśliwy.

Na weekendy przyjeżdżają do naszego domu na wsi dzieci i wnuki zachwyca się Eric. Jedyna rysa na tym idealnym wizerunku – jego ponaddziesięcioletni romans z dużo młodszą dziennikarką spełnia w jego życiu funkcje SPA, odmładza go, rewitalizuje, poprawia i tak dobre samopoczucie. Tak, Eric czuje się spełniony pod każdym względem. Głosuje na prawicę, nawet w 1968 r. nie był specjalnym entuzjastą egalitarnych haseł. Co prawda większość baby-boomersów w 1981 r. wyniosła do władzy socjalistę François Mitterranda, wysoki status społeczny tej grupy (nazywano ją pogardliwie gauche caviar, kawiorową lewicą), której finansowe interesy i pozycja zawodowa sprawiły, że jej członkowie coraz częściej zasilali szeregi partii UMP przyszłego prezydenta Sarkozy’ego. Wprawdzie ten ostatni w trakcie kampanii 2007 r. ostro skrytykował pokolenie ’68 za to, że „narzuciło Francji intelektualny i moralny relatywizm”, uważając, że „autorytet i szacunek są czymś przestarzałym”, że „nic nie jest święte i warte podziwu” i „nic nie jest zabronione”, dzisiaj można już jednak z pewnością stwierdzić, że stanowiło to tylko kolejny element walki wyborczej. Baby-boomersów spotyka się również w otoczeniu prezydenta – Alain Madelin należy, podobnie jak jeszcze do niedawna Jean-Louis Borloo, do jego najbliższych współpracowników.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną