Świat

Kłótnie w komitecie

Przed zmianą warty w Chinach. Walka trwa

Ustępujące kierownictwo KPCh, Tiananmen, Pekin Ustępujące kierownictwo KPCh, Tiananmen, Pekin Xinhua/eyevine / EAST NEWS
Aresztowanie jednego z liderów, rozbite Ferrari syna doradcy prezydenta, wreszcie tajemnicze zniknięcie przyszłego przywódcy. W przeddzień zmiany chińskiego kierownictwa w Pekinie trwa zaciekła walka o władzę.
Prawdopodobny skład Komitetu Stałego po XVIII zjeździe i przyszłe funkcje państwowe najważniejszych sekretarzy.EAST NEWS Prawdopodobny skład Komitetu Stałego po XVIII zjeździe i przyszłe funkcje państwowe najważniejszych sekretarzy.
Prawdopodobny skład Komitetu Stałego po XVIII zjeździe.EAST NEWS Prawdopodobny skład Komitetu Stałego po XVIII zjeździe.
Polityka

W ostatnich dniach września setki robotników zaczęły zdobić kwiatami rusztowania wzdłuż głównych ulic Pekinu. Komunistyczna Partia Chin (KPCh) bardzo długo nie informuje o terminach swoich zjazdów, więc zniecierpliwieni zagraniczni dyplomaci i dziennikarze od tygodni byli zdani na domysły. Oczywiście z uwagą śledzili chińsko-japońską awanturę o kilka skalistych wysp na Morzu Wschodniochińskim, ale w wolnych chwilach sprawdzali stan rezerwacji w hotelach popularnych wśród gości z prowincji, śledzili też zmiany w kalendarzu stołecznych imprez. Gdy odwołano pekiński maraton, a później także międzynarodowe targi energetyki wiatrowej, łatwo uznano, że najważniejsze wydarzenie roku odbędzie się w październiku.

Kwiaty na ulicach to powitanie dla 2 tys. partyjnych delegatów, którzy zjadą do Pekinu na XVIII Zjazd KPCh jednak z początkiem listopada. Wtedy w Wielkiej Hali Ludowej przy Tiananmen bez oporu przyjmą wnioski zaproponowane przez kierownictwo. Wśród nich przegłosują skład czwartej generacji chińskich przywódców: wybór przyszłego przewodniczącego ChRL, za granicą zwanego zwyczajowo prezydentem, ale także przyszłego szefa rządu, cały komitet centralny, jego biuro polityczne oraz dziewięciu członków komitetu stałego biura politycznego KC, czyli kolegialnego jądra decyzyjnego partii. Zanim zmieni się obsada najważniejszych stanowisk i instytucji, za pomocą których 80-milionowa partia rządzi najliczniejszym państwem globu, toczyć się będzie brutalna walka o władzę, a także o kształt Chin, politykę wobec kryzysu i przyszłość partii.

Przygotowania do zjazdu sprzyjają rozwojowi zhongnanhaiologii, chińskiego odpowiednika sowietologii sprzed lat. Zhongnanhai to część Zakazanego Miasta, gdzie urządzono pilnie strzeżone rezydencje kierownictwa ChRL. Zhongnanhaiolodzy próbują więc przejrzeć chińskich sekretarzy, analizując strzępy informacji, jakie docierają na zewnątrz z gremiów decyzyjnych KPCh. Z obrazu lansowanego przez propagandę wynika, że każdy chiński aparatczyk jest przykładnym ojcem rodziny, uczciwym urzędnikiem i pracowitym komunistą. Ale wydarzenia ostatnich tygodni pokazują zgoła inny obraz.

Bo nie

Wszystko przez skandal z Bo Xilaiem, do niedawna sekretarzem partii w 33-milionowym Chongqingu, największej metropolii świata. Był pewniakiem do komitetu stałego partii, wąskiego grona, gdzie podejmuje się najważniejsze polityczne decyzje w Chinach. Nie tylko świetnie wypadał przed kamerami, ale miał znakomite partyjne referencje.

Ojciec Bo walczył z Japończykami i pełnił funkcję wicepremiera, syn był lewicowy, ostrzegał przed kosztami błyskawicznej transformacji i zachęcał w swoim mieście m.in. do śpiewania pieśni Mao. Nade wszystko znakomicie radził sobie z zarządzaniem metropolią, wróżono mu pewną karierę w Pekinie.

Pod jego rządami Chongqing stał się wizytówką cudu gospodarczego. Sekretarz wspierał najbiedniejszych, budował dla nich tanie mieszkania i zapewniał darmową edukację. Walczył też z korupcją i popisowo rozgromił lokalną mafię, która rozrosła się w mieście, tak jak organizacje przestępcze w Chicago w latach prohibicji. Bo miał też swojego Eliota Nessa – wspólnie z szefem miejskiej policji wsadzili za kratki kilka tysięcy przestępców i skorumpowanych urzędników. Policjant Wang Lijun z sekretarzem Bo obnażali patologie ekspresowego wzrostu gospodarczego, zwłaszcza urzędniczo-rodzinne powiązania pomocne przy drenowaniu publicznej kasy.

 

Lady Makbet kończy karierę męża

Wspaniała kariera runęła w lutym i skończyła się definitywnie w sierpniu, gdy sąd skazał żonę Bo za zamordowanie swojego wspólnika w interesach. Neil Heywood był Brytyjczykiem, przyjacielem rodziny i wyręczał Gu Kailai w delikatnych operacjach – pośredniczył w transakcjach żony sekretarza, która pompowała poza Chiny nielegalnie zdobyty majątek, według najbardziej sensacyjnych opowieści idący w setki miliony dolarów. Jednak Heywood, który skłócił się z panią Gu i próbował ją szantażować, nagle zmarł i już dzień później został skremowany. W sierpniu żona Bo, którą ochrzczono chińską Lady Makbet, usłyszała wyrok śmierci w zawieszeniu za otrucie Heywooda cyjankiem.

We wrześniu sąd skazał na 15 lat kolejną osobę z otoczenia Bo, samego szefa policji Wanga. Wyrok m.in. za łapownictwo, przekraczanie uprawnień i dezercję (policjant schronił się na krótko w amerykańskim konsulacie) byłby wyższy, ale Wang poszedł na współpracę z wymiarem sprawiedliwości. Zapewne szczegółowo opowiedział o przewinach swojego szefa, z którym współpracował przez 10 lat. W marcu Bo przestał być miejskim sekretarzem partii, w kwietniu wyrzucono go z biura politycznego, we wrześniu wyleciał z partii i został formalnie oskarżony. Jego proces, a będzie chodziło m.in. o tuszowanie zbrodni żony i lewe interesy, będzie główną atrakcją okołozjazdowego sezonu politycznego.

Partia bardzo niechętnie godzi się na podobne spektakle, bo odsłaniają prywatne życie sekretarzy, często odbiegające od propagandowego obrazu. Jak Bo, utrzymujący się przecież ze skromnej pensyjki urzędnika, wysupłał 30 tys. funtów rocznie na czesne syna w elitarnej szkole średniej w Wielkiej Brytanii? Młody Bo studiuje dzisiaj na Harvardzie, na dodatek podczas wizyt w Chinach pokazywał się za kierownicą czerwonego Ferrari.

Synowie sekretarzy mają do tej marki wyraźną słabość – w marcu na moście jednej z pekińskich obwodnic czarne Ferrari 458 Italia rozbił syn byłego mera stolicy. Jego ojciec, stojący na czele tzw. konferencji konsultatywnej, głównego ciała doradczego partii i rządu, stracił szanse na dalszą karierę.

Punkty dla Yanga

Na upadku Bo korzysta Wang Yang, liberalny szef partii w prowincji Guangdong ze stolicą w Kantonie. „Wang jest stworzony do wielkich rzeczy, ale czy partia jest na niego gotowa?” – pyta wydawany w Hongkongu dziennik „South China Morning Post”. Wangowi służy swobodna atmosfera delty Rzeki Perłowej, nieco bardziej zbuntowanej niż reszta Chin. W przeciwieństwie do Bo, jego „modelu z Chongqingu” i prymatu firm państwowych, Wang jest zwolennikiem twardego kapitalizmu, wierzy w szanse tworzone przez wolny rynek i prywatną inicjatywę. Bo budował tanie mieszkania, Wang mówi: radźcie sobie sami, nie spodziewajcie się, że rząd coś wam da, sami jesteście kowalami swojego losu, nie liczcie też na partię.

Inni sekretarze regularnie wysyłają policję, by pacyfikowała protestujących rolników, oburzonych rugami z uprawianej przez siebie ziemi. Zeszłej jesieni Wang miał podobny kryzys w jednej ze wsi, ale zamiast pacyfikować mieszkańców pozwolił im, by wybrali nowego sołtysa. Podobnie jak Bo, tropił też skorumpowanych urzędników, w ciągu ostatnich pięciu lat pociągnął do odpowiedzialności ponad 10 tys. osób, które zeszły na złą drogę. Wzbił się na wyżyny partyjnej przejrzystości i opublikował budżet prowincji, dotąd nikt w kraju tego nie zrobił. Wang cieszy się dobrą opinią na Zachodzie, choć równolegle z pozytywnymi zmianami w swojej prowincji dokręcił też śrubę niezależnej prasie.

Wang znajduje się na liście kandydatów do dziewięcioosobowego komitetu stałego partii. Jego skład partia ustaliła w maju, w uzgodnieniach brało udział około 200 najwyższych członków partyjnej nomenklatury, szefowie regionów i najważniejsi urzędnicy państwowi. Listę, znaną tylko z niepotwierdzonych przecieków, zatwierdzono latem podczas nieformalnego spotkania wierchuszki partii w zamkniętym nadmorskim kurorcie. Chińska prasa opisywała wyjazd kierownictwa jako urlop wypoczynkowy i okazję, by wiceprezydent Xi Jinping mógł uścisnąć dłoń wybitnym przedstawicielom sztuki, nauki i klasy robotniczej. Jednak nie ma wątpliwości, że na plażach ośrodka w prowincji Hebei decydowała się partyjna przyszłość.

 

Lista otwarta

Od dwóch lat przyjmowano, że przewodniczącym, czyli nowym prezydentem Chin, zostanie właśnie Xi. Gdy zniknął na dwa wrześniowe tygodnie – odwołał zaplanowane spotkania z Hillary Clinton i kilkoma politykami z Europy, m.in. z premier Danii – ruszyły spekulacje, że wbrew przeciekom z kurortu sukcesja będzie jednak wywrócona do góry nogami. Wreszcie 59-letni Xi pojawił się bez słowa komentarza na pekińskim uniwersytecie rolniczym podczas dnia popularyzacji nauki. Podobno jest słabego zdrowia, ma kłopoty z kręgosłupem i sercem, ale miłośnicy zhongnanhaiologii widzą w zniknięciu Xi widomy znak wewnątrzpartyjnych walk.

W ścisłych władzach znajdą się ludzie sprawdzeni, potrafiący ze sobą współpracować dla dobra partii i tacy, którzy zagwarantują Chinom stabilność. Muszą też wywodzić się z odpowiednich frakcji. Na przykład Xi to syn partyjnego dygnitarza, blisko związany z 85-letnim dziś i nadal bardzo wpływowym Jiang Zeminem, który sam był kiedyś przewodniczącym ChRL. W komitecie stałym ich frakcja, zwana szanghajską, rywalizuje z ekipą obecnego przewodniczącego Hu Jintao i jego premiera Wen Jiabao, osób wywodzących się z partyjnej młodzieżówki i zwolenników odważnych reform. Do tej grupy należy m.in. typowany na przyszłego premiera Li Keqiang oraz wspomniany Wang. Oba obozy będą skazane na współpracę.

Jednocześnie nie gasną spekulacje, że skład komitetu może się jeszcze zmienić. Być może liczba jego członków zostanie okrojona do siedmiu, głównie po to, by wykluczyć z komitetu partyjnego zwierzchnika chińskiej służby bezpieczeństwa, którego rola nadmiernie urosła. Prasa, analitycy i sinolodzy typują co rusz nowe osoby, które jakoby są tuż przed progiem komitetu i dołączą do Xi Jinpinga i Li Keqianga, bo na razie tylko ci dwaj politycy mają zagwarantowane miejsca.

Wśród rozmaitych kandydatur jest tylko jedna kobieta, choć akurat Liu Yandong, jedyna członkini obecnego biura politycznego, ma już 66 lat, a partyjny wiek emerytalny przekracza się wraz z 70 urodzinami.

W obliczu kryzysu

Nowe kierownictwo partii przejmuje władzę w trudnym momencie – kraj ma za sobą dekadę rozkwitu, ale gospodarka zwalnia. Za rządów prezydenta Hu i premiera Wena Chiny z dobrze rokującego mocarstwa regionalnego stały się światową potęgą z wielkimi aspiracjami. Ich następców, Xi i Li, czeka fundamentalna decyzja, czy w skali kraju pójść w stronę konserwatywnego „modelu z Chongqingu” i pielęgnować zdobycze komunizmu, czy może popędzać wzrost gospodarczy i się reformować. Do reform i ideologicznego rachunku sumienia zachęca odchodzący premier Wen – przestrzega, że bez tego Chinom może grozić powtórka tragicznej rewolucji kulturalnej.

Kryzys podkopuje filary chińskiego cudu gospodarczego, od blisko roku nieubłaganie zwalnia wzrost produkcji przemysłowej. Dla wielu firm Chiny są już za drogie, przeprowadzają się z produkcją do Wietnamu, Laosu, Kambodży, gdzie robotnikom płaci się mniej, a prawo pracy i normy ochrony środowiska są w powijakach. Partia znakomicie zdaje sobie sprawę, że to szybko pędząca gospodarka zapewnia bezpieczeństwo jej władzy. Dopóki Chińczycy się bogacą, konsumują, kupują samochody, zakładają firmy, mają za co jeździć po świecie i marzą o kupnie własnego mieszkania, nie mają czasu ani powodu, by żywo interesować się polityką. Ale jeśli gospodarka zwolni, to partia będzie mieć bardzo poważne kłopoty.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Syn, który nie rozstał się ze swoją matką – częsta przyczyna małżeńskich kryzysów

Prof. Bogdan de Barbaro o relacjach z teściowymi i teściami, babciami i dziadkami.

Agnieszka Krzemińska
17.04.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną