Ostatnia debata Obama-Romney

Konie i bagnety w kraju niezbędnym dla świata
W ostatniej przed wyborami prezydenckimi debacie telewizyjnej – Baracka Obamy i Mitta Romneya – polityki zagraniczna była tylko workiem treningowym dla widzów: obaj rywale chcieli pokazać, kto będzie lepszym przywódcą Ameryki i świata.

Bardziej się spiąć musiał Romney, bo przecież urząd gubernatora, choćby i Massachusetts, jednego z najlepszych stanów, to nie to samo, co godność prezydenta i naczelnego dowódcy najsilniejszego, najważniejszego państwa, tego indispensable nation, kraju niezbędnego, bez którego świat nie może się obejść. Przypomniał o tym sam Obama, miał naturalną przewagę urzędu, pewność siebie, stanowczość i spokój.

Ale trudno twierdzić, że Romney oblał sprawdzian. Udało mu się złagodzić podejrzenia, jakoby był nieodpowiedzialnym podżegaczem wojennym.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną