Na tropach Hobbita
Filmowa trylogia o przygodach hobbita przyciągnęła zwiedzających do Nowej Zelandii. Ludzie z całego świata chcą oglądać miejsca, w których kręcono kolejne części sagi według powieści J.R.R. Tolkiena.
Nowa Zelandia wydaje ok. 50 mln dol. na promocję turystyki związaną z Hobbitem.
Forum

Nowa Zelandia wydaje ok. 50 mln dol. na promocję turystyki związaną z Hobbitem.

Artykuł pochodzi z  podwójnego 51/52 numeru tygodnika FORUM w kioskach od poniedziałku 17 grudnia.
Polityka

Artykuł pochodzi z podwójnego 51/52 numeru tygodnika FORUM w kioskach od poniedziałku 17 grudnia.

Wzgórze jest idealne – strome i zielone. Owce sprawiają wrażenie, jakby ich los był idyllą. Dąb na szczycie wzgórza jest – bez przesady – idealny. Każdy liść został wykonany ręcznie. To hołd dla pedantyczności Petera Jacksona, reżysera, który przeniósł to miejsce na ekran.

Jesteśmy w Hobbitonie; miejscu, w którym hobbity J.R.R. Tolkiena ożyły w trylogii Jacksona, „Władca pierścieni” i w prequelu „Hobbit: Niezwykła podróż” (opowieść o wydarzeniach poprzedzających „Władcę pierścieni” – przyp. FORUM).

Dla Petera Jacksona, Nowej Zelandii i milionów fanów, którzy ostatnią dekadę spędzili, przemierzając ten wyspiarski kraj w poszukiwaniu miejsc, w których kręcono „Władcę pierścieni”, podróż rozpoczęła się na nowo. Na światową premierę filmu „Hobbit: Niezwykła podróż”, która pod koniec listopada odbyła się w stolicy Nowej Zelandii Wellington, zjechało kilkadziesiąt tysięcy osób. To pierwsza z trzech części trylogii, która ma zostać ukończona do jesieni 2014 r. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, ponownie ruszy też powódź turystyki filmowej.

Zgrzebne Matamata

Filmy od zawsze wywoływały takie reakcje. Musical „Dźwięki muzyki” odcisnął piętno na Salzburgu: od połowy lat 60. do dziś co roku zjeżdżają dziesiątki tysięcy ludzi, by zobaczyć miejsce, w którym Julie Andrews grała na gitarze „do-re-mi”. Liczba turystów odwiedzających szkocki Wallace Monument poszybowała w górę, gdy w 1995 r. pokazano „Braveheart – Waleczne serce”.

Trylogia „Władca pierścieni”, która w latach 2001–2004 przyniosła ze sprzedaży biletów na całym świecie ponad trzy miliardy dolarów, całkowicie zmieniła turystykę filmową. Gdy w grudniu 2001 r. wytwórnia New Line Cinema wprowadziła na ekrany pierwszy film cyklu, przedstawiciele nowozelandzkiego przemysłu turystycznego liczyli co najwyżej na to, że ich kraj przesunie się o lokatę, może dwie na liście najbardziej atrakcyjnych kierunków turystycznych. Peter Jackson po skończeniu zdjęć rozjechał buldożerami połowę wioski hobbitów, bo wydawała się już niepotrzebna.

A jednak ludzie zaczęli przyjeżdżać. Od czasu, gdy na ekrany weszła pierwsza część trylogii, ok. 266 tys. osób odwiedziło w połowie zrujnowany Hobbiton; większość z nich przyjechała zza granicy. Tylko w 2004 r. sześć procent wszystkich, którzy wówczas odwiedzili Nową Zelandię, czyli ok. 150 tys. ludzi, wymieniło filmy jako główny powód przyjazdu; 11,2 tys. stwierdziło, że był to jedyny powód.

Branże turystyczna i hotelarska zaczęły się prześcigać. W Queenstown na Wyspie Południowej, gdzie filmowano sceny rozgrywające się w górach, nagle 17 agencji turystycznych zaczęło oferować wycieczki związane z filmem. Hotele w całym kraju promowały „Władcę pierścieni”, a na lotniskach służba celna rozwieszała banery z napisem „Witamy w Śródziemiu”.

Przedstawiciele władz wynegocjowali umowę z New Line, by na każdym DVD znalazła się informacja turystyczna o kraju. W sierpniu rząd zaczął globalną kampanię marketingową, której hasło brzmiało „100 proc. Śródziemia, 100 proc. Nowej Zelandii w czystej postaci”. W sumie państwo wydaje ok. 50 mln dol. na promocję turystyki związaną z „Hobbitem”.

Główną atrakcją pozostaje licząca ponad 485 ha farma w Matamata – ospałym miasteczku na Wyspie Północnej. Na swojej stronie internetowej Matamata jest określona mianem „rolniczej krainy w głębi lądu”. W zdecydowanej większości tak właśnie jest. W centrum żyje około sześciu tysięcy ludzi, a kolejnych sześć tysięcy jest rozproszonych na okolicznych farmach. To tylko dwie godziny jazdy samochodem lub autobusem z Auckland.

Kariera tego miejsca zaczęła się w 1998 r., gdy jowialny, łysy i bezceremonialny Russell Alexander zobaczył obcego faceta, który przez lornetkę obserwował jego ziemię. Później intruz przyjechał ze swoim szefem Peterem Jacksonem i zapytał, czy mogą zbudować tu scenografię do „Władcy pierścieni”.

Zbudowali krainę cudów. Zarówno widziana przez obiektyw kamery, jak i na żywo, wyglądała jak wioska z bajki. Była to kraina hobbitów – Śródziemie. Znajdował się tam malutki młyn i dziesiątki kolorowych domków pokrytych darnią.

 

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj