Nowa historia małżeństwa

Byle nie we dwójkę!
Wziąć ślub w młodości i żyć razem do śmierci, po drodze wychowując dzieci - tego pomysłu już prawie nikt nie traktuje poważnie. Ale nad tym, czym zastąpić małżeństwo, głowi się cały świat, od Indii po USA.
materiały prasowe

Kate Bolick miała 28 lat, gdy rozstała się ze swoim przyjacielem Allanem. Byli razem przez trzy lata. Kate na łamach „The Atlantic” wyznaje bez ogródek, że nie miała żadnego poważnego powodu, aby ten związek zakończyć. Allan był wyjątkowym człowiekiem: inteligentnym, przystojnym, lojalnym i dobrym. Jej przyjaciele – a było wśród nich wiele małżeństw – nie ukrywali zaskoczenia. Ona sama była zdziwiona własną decyzją, postępowanie mogła wytłumaczyć jedynie dwoma, ale trudnymi do podważenia argumentami: czegoś jej w tym związku brakowało i nie była jeszcze gotowa do założenia rodziny. Po dziesięciu latach czasem zadaje sobie pytanie: czy to był największy błąd, jaki popełniła w życiu?

Mąż niepotrzebny

Dziś ma 39 lat, a przed sobą dwie opcje, obie, jej zdaniem, dość żałosne: wyjść za mąż za pierwszą osobę, która „będzie się do tego nadawała”, albo pozostać singielką. Jest przekonana, że spotkanie kogoś, w kim nagle się zakocha, graniczy z cudem. Ale czy małżeństwo z miłości jest dziś naprawdę jedyną alternatywą?
W latach 90. Stephanie Coontz, wykładająca historię społeczną w Evergreen State College w Waszyngtonie zauważyła, że pytanie, które najczęściej stawiają jej studenci i dziennikarze, dotyczy instytucji małżeństwa, a konkretnie jego rozpadu. Przekonywano ją, że złoty wiek małżeństwa mamy za sobą, a gwałtowny wzrost liczby rozwodów jest wystarczającym dowodem na to, że instytucja małżeństwa odeszła do lamusa. Zdecydowała się więc poświęcić temu tematowi książkę, aby pokazać, jak burzliwą historię ma nasze myślenie o związku prawnym między kobietą i mężczyzną.

Historia małżeństwa, jaką odkryła podczas pisania „Marriage, a History: From Obedience to Intimacy, or How Love Conquered Marriage” (Małżeństwo, historia: od posłuszeństwa do intymności lub jak miłość zwyciężyła małżeństwo), jest bardziej interesująca niż moglibyśmy to sobie wyobrazić. Poddała w niej analizie pięć tysięcy lat ludzkich obyczajów, od epoki myśliwych zbieraczy aż do dziś, aby pokazać, że nasze konwencje społeczne są bardziej złożone i różnorodne, niż mogłoby to nam się wydawać. Wzorzec rodziny, jaki powstał w latach 50. i 60. na Zachodzie uważała od dawna za przejściowy i nietrwały. Był to wzór, który rozwinął się bardzo późno. Wcześniej, przez tysiące lat, małżeństwo opierało się na umowie, przede wszystkim ekonomicznej i politycznej zawieranej pomiędzy dwiema osobami, negocjowanej i wypieszczonej przez rodziny, kościół i wspólnotę, w której żyli. Dopiero w XVIII w. praca została równomiernie rozłożona: zarabianie na życie przez mężczyznę, a zajmowanie się domem i edukacją dzieci, bez wynagrodzenia, przez kobiety.

Badając historię małżeństwa Stephanie Coontz, uzmysłowiła sobie, że instytucja ta przechodzi obecnie transformację bardziej radykalną, niż ktokolwiek kiedykolwiek mógł przypuszczać: przemianie uległy oczekiwania ludzi w stosunku do małżeństwa i wzajemnych relacji, do sposobu w jaki organizują swoje życie seksualne i uczuciowe.

 

Artykuł pochodzi z najnowszego 4 numeru tygodnika FORUM w kioskach od poniedziałku 28 stycznia 2013 r.

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną