Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Ukraina potrzebuje pieniędzy. Ile, na co i kto może pomóc?

blu-news.org / Flickr CC by 2.0
W ostatnich dniach słyszeliśmy masę mniej lub bardziej realistycznych pomysłów na wsparcie finansowe dla Ukrainy. Dlaczego i jakiej pomocy potrzebuje teraz Kijów? Kto jej może udzielić i w jaki sposób?
Christiaan Triebert/Flickr CC by 2.0

Dlaczego Ukraina potrzebuje pomocy?

Gospodarka kraju jest w fatalnym stanie. Na krótką metę najgroźniejsze jest to, że budżet państwa jest bliski bankructwa. Największym obciążeniem dla finansów państwa są dopłaty do utrzymywania niskich cen gazu i ogrzewania, co kosztuje budżet około 7 proc. produktu krajowego brutto (prawie 12 mld dolarów).

W efekcie deficyt budżetowy sięgnął w 2013 r. 7,7 proc. PKB, uwzględniając  pieniądze, które zostały wydane na pokrycie deficytu państwowej firmy gazowej Naftohaz (dla porównania w krajach Unii za dopuszczalny uznaje się deficyt na poziomie 3 proc.). W tym roku ma być jeszcze gorzej - deficyt może sięgnąć 10 proc. PKB.

Kijowowi jest coraz trudniej finansować rosnące zadłużenie. Rentowność obligacji, czyli w uproszczeniu odsetki, jakie Ukraina musi płacić od pożyczanych pieniędzy, przekracza 10 proc. Agencje ratingowe oceniają bardzo nisko wiarygodność Kijowa jako dłużnika. Rating CCC oznacza, że bankructwo kraju jest „dość prawdopodobne”.

Sytuację pogarsza słabnąca waluta, bank centralny od końca stycznia przestał bronić oficjalnego kursu – 7,99 hrywien za dolara. Ukraina nie ma na to pieniędzy – rezerwy walutowe stopniały już do zaledwie 15-16 mld dol. Dziś banki płacą za dolara już o prawie jedną hrywnę więcej. W efekcie dług publiczny jeszcze się zwiększył - w dużej części to zobowiązania wobec zagranicy, bo Kijów jest uzależniony od zewnętrznego finansowania. Idący za słabnąca hrywną wzrost cen importowanych towarów, a przede wszystkim gazu, mogą zwiększyć inflację.

Problemy finansowe wynikają w dużym stopniu z tego, że gospodarka Ukrainy – niewydolna, skorumpowana i bardzo energochłonna - nie może się wydobyć ze spowolnienia. Według oficjalnych statystyk w zeszłym roku wzrost gospodarczy był zerowy, ale ekonomiści są zgodni, że tak naprawdę kraj nie wydobył się z recesji (Bank Światowy szacuje, że gospodarka skurczyła się o 1,1 proc.). Ukraina sprzedaje za granicę przede wszystkim produkty przemysłu ciężkiego: chemikalia, stal i inne metale. Ze względu na globalny kryzys popyt na nie jest słaby.

Ile pieniędzy potrzebuje Kijów?

Ukraina potrzebuje wsparcia finansowego w krótkim terminie - żeby w najbliższych tygodniach i miesiącach obsługiwać zadłużenie, w średnim terminie – żeby domknąć budżet w perspektywie najbliższych kilku lat oraz w długim okresie – by zrestrukturyzować swoje finanse i gospodarkę.

Według szacunków ukraińskiego ministerstwa finansów, aby domknąć budżet w tym roku brakuje około 17 mld dol. – tyle potrzeba na spłatę obligacji i rachunków za rosyjski gaz. Mniej więcej drugie tyle będzie potrzebne w przyszłym roku co daje sumę około 35 mld dol. Z kolei niemiecki Commerzbank wycenił tegoroczne potrzeby Ukrainy na około 14 ml dol. Części gotówki będzie potrzebowała już w ciągu najbliższych dwóch tygodni.

W grudniu Moskwa obiecała Wiktorowi Janukowyczowi 15 mld dol. Do tej pory Kijów dostał tylko 3 mld. Po upadku prezydenta Rosja wstrzymała kolejne transze pomocy. Nie ma co liczyć na to, że po zmianie ekipy rządzącej Rosjanie sami wznowią pomoc.

Jak pomoc mogłaby wyglądać?

W ciągu najbliższych tygodni możliwe są stosunkowo niewielkie pożyczki dla Ukrainy na podstawie dwustronnych umów z UE czy USA. Ale do udzielenia większej pomocy konieczne byłoby podpisanie porozumienia z Międzynarodowym Funduszem Walutowym. Jego szefowa, Francuzka Christiane Lagarde już w niedzielę deklarowała, że MFW jest gotowy do wsparcia Kijowa – doradczego i finansowego.

Jeśli Ukraina podpisze porozumienie z MFW, Unia Europejska będzie mogła szybko udzielić Kijowowi kilku miliardów euro pożyczki. 2 mld mogłyby pochodzić z tzw. europejskiego instrumentu sąsiedzkiego. 610 mln, a być może jeszcze 1 mld więcej - z tzw. instrumentu pomocy makrofinansowej. Porozumienie z Funduszem odblokuje też dalszą pomoc z Banku Światowego, Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju oraz Europejskiego Banku Inwestycyjnego.

Sprawa nie jest jednak prosta, z kilku powodów.

 

Po pierwsze, pomoc Funduszu wymaga zobowiązania się Kijowa do poważnych reform gospodarczych. W toczących się wcześniej negocjacjach MFW domagał się przede wszystkim stopniowego uwalniania kursu hrywny i podwyżki cen gazu o 40 proc. W 2010 r. MFW zgodził się pożyczyć Ukrainie 15 mld dol., ale nie cała kwota została przekazana, bo Kijów nie wprowadził obiecanych reform.

Teraz warunki, na których MFW pożyczyłby pieniądze Ukrainie musiałyby być łagodniejsze. Gospodarka Ukrainy jest w gorszym stanie, niż kilka lat temu. Zbyt wyśrubowane wymagania mogą tylko pogłębić recesję i wywołać kolejny wybuch niezadowolenia społecznego.

Po drugie, sam MFW będzie potrzebował dodatkowych pieniędzy, żeby pomóc Ukrainie. Na razie unijni i amerykańscy politycy zapowiadają udział w takim pakiecie. Ale od deklaracji do wynegocjowania faktycznych warunków droga daleka.

Wstępne dyskusje już się toczą. Koordynacji podjęła się Unia Europejska. Odbyły się już rozmowy z potencjalnymi uczestnikami – w tym Japonią, Chinami, Turcją i USA. Sama Ukraina proponowała konferencję donatorów – spotkanie państw zainteresowanych pomocą.

Europa i Stany chcą też, by we wsparciu Kijowa wzięła udział Rosja – mówili o tym m.in. sekretarz skarbu USA Jacob J. Lew i niemiecki minister finansów Wolfgang Schäuble. Moskwa wprawdzie nie jest zainteresowana wzmacnianiem nowych, zapewne proeuropejskich władz w Kijowie. Jednak zapaść finansowa najbliższego sąsiada również nie jest Rosji na rękę. Na razie deklaracje Moskwy są niejednoznaczne.

Po trzecie, żeby doszło do negocjacji potrzebna jest druga strona - nowe władze Ukrainy. Nie wiemy jeszcze, czy na Ukrainie powstanie stabilny rząd. Co więcej, nawet jeśli zostanie powołany, nie wiadomo czy zobowiąże się do niepopularnych reform. A jeżeli nawet się zobowiąże, to czy je przeprowadzi. Zdaniem urzędników w Brukseli porozumienie dotyczące dużego pakietu pomocowego może być zawarte dopiero po majowych wyborach prezydenckich.

Kluczowa dla Ukrainy będzie pomoc długoterminowa – w modernizacji i restrukturyzacji gospodarki. Do najważniejszych zadań będzie należało zmniejszenie jej energochłonności i walka z korupcją. Tu konieczne będzie zarówno zaangażowanie finansowe, jak też bardziej „miękkie” środki, w tym doradztwo.

Jaki może być udział Polski?

- Polska powinna być zainteresowana stabilnością gospodarczą i finansowa Ukrainy, ale nie wyprujemy sobie żył. To nie jest tak, że Polska będzie tutaj jakimś kluczowym donatorem, czyli tym, który będzie dawał swoje środki – mówił w poniedziałek premier Donald Tusk. Opozycja i niektórzy publicyści namawiali do dużo większej hojności. Z kolei część ekonomistów, zastanawia się nad sensem takiej pomocy.

Co tak naprawdę możemy zrobić? Czy powinniśmy bezpośrednio pożyczyć pieniądze naszemu sąsiadowi? Jak trzeźwo zauważył ekonomista Witold Orłowski „Ukraina została właśnie określona przez agencje ratingowe jako kraj, który prawdopodobnie zbankrutuje, więc nikt nie ma ochoty pożyczać jej pieniędzy”.

Nawet jeśli do upadłości naszego sąsiada nie dojdzie, bezwarunkowe pożyczanie pieniędzy grozi tym, że zostaną przejedzone. A sama Polska nie ma narzędzi, by stawiać Ukrainie konkretne warunki i je potem egzekwować.

Jak mówił we wtorek w radiowej Trójce Jacek Rostowski, NBP mógłby udzielić Kijowowi pożyczki. Jednak zdaniem byłego ministra finansów bardziej korzystne byłoby, gdyby Polska pomogła Ukrainie za pośrednictwem MFW, bo to najbardziej wiarygodny kredytobiorca. Polska udzieliłaby więc pożyczki funduszowi, a ten z kolei – Ukrainie.

Polska dyplomacja może się aktywnie włączyć do organizowania pomocy dla Ukrainy. Szef MSZ Radosław Sikorski zapewnił w BBC, że Polska może pomóc Ukrainie w dojściu do porozumienia z MFW. Potrzebna jest też aktywność Polaków w Brukseli, bo to Unia będzie zapewne koordynowała pomoc.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Rząd tnie cesarki, choć Polki boją się rodzić naturalnie. Co się dzieje na porodówkach?

Polka idzie dziś po zaświadczenie od psychiatry nie tylko wtedy, kiedy potrzebuje aborcji, ale i po to, żeby zagwarantować sobie cesarskie cięcie. Rodzi w ten sposób już co druga. Eksperci WHO i ONZ przypatrują się tej sytuacji ze zdziwieniem, pytając, co właściwie dzieje się na polskich porodówkach?

Agata Szczerbiak
02.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną