Świat

Czy Allah nie lubi koszykówki

Trudne jest życie Afganek

W centrum Kabulu jest utrzymywany za rządowe pieniądze ogród, gdzie mogą przebywać tylko kobiety i dzieci, nienagabywane ani nieobserwowane przez mężczyzn, co zdarza się w publicznych i dostępnych dla wszystkich parkach. W centrum Kabulu jest utrzymywany za rządowe pieniądze ogród, gdzie mogą przebywać tylko kobiety i dzieci, nienagabywane ani nieobserwowane przez mężczyzn, co zdarza się w publicznych i dostępnych dla wszystkich parkach. Marzena Hmielewicz
W Afganistanie wiele się zmieniło od obalenia talibów. Jednak Afganki nadal muszą mieć silny charakter i żelazne nerwy.
Bazar Manadaui. Samotna kobieta  w miejscu publicznym nadal jest narażona  na zaczepki i spojrzenia obcych mężczyzn. Może to zaszkodzić jej reputacji.Marzena Hmielewicz Bazar Manadaui. Samotna kobieta w miejscu publicznym nadal jest narażona na zaczepki i spojrzenia obcych mężczyzn. Może to zaszkodzić jej reputacji.
Humaira Sakeb, założycielka agencji Afgan Women NewsArchiwum Humaira Sakeb, założycielka agencji Afgan Women News
Fauiza Kufi, parlamentarzystka zaangażowana w sprawę afgańskich kobiet.Melanie Stetson Freeman/The Christian Science Monitor/Getty Images Fauiza Kufi, parlamentarzystka zaangażowana w sprawę afgańskich kobiet.
Salon piękności. Za talibów korzystanie z ich usług groziło karą, obecnie w Kabulu jest ich mnóstwo. Klientkami są głównie panny młode.Marzena Hmielewicz Salon piękności. Za talibów korzystanie z ich usług groziło karą, obecnie w Kabulu jest ich mnóstwo. Klientkami są głównie panny młode.
Drużyna afgańskich koszykarek, które grają w pełnym hidżabieLudwika Włodek Drużyna afgańskich koszykarek, które grają w pełnym hidżabie
Pogrzeb Farchundy Malikzadeh, ofiary linczu spowodowanego przez lokalnego mułłę.Massoud Hossaini/AP/EAST NEWS Pogrzeb Farchundy Malikzadeh, ofiary linczu spowodowanego przez lokalnego mułłę.
Na kabulskim uniwersytecie. Na ścianie plakat edukacyjny przeciw przemocy domowej.Marzena Hmielewicz Na kabulskim uniwersytecie. Na ścianie plakat edukacyjny przeciw przemocy domowej.
Teoretycznie Afganki mogą chodzić, w czym chcą, żadna jednak nie rezygnuje z hidżabu, burki noszą te najbardziej tradycyjne.Hasibullah Asmati Teoretycznie Afganki mogą chodzić, w czym chcą, żadna jednak nie rezygnuje z hidżabu, burki noszą te najbardziej tradycyjne.

Humaira Sakeb była tego dnia w mieszkaniu tylko z jedną córką, pozostałe jeszcze nie wróciły ze szkoły. Wysłała dziewczynkę do sklepu, za rogiem ich bloku. Kiedy po kwadransie mała wpadła do domu, Humaira wiedziała tylko, że stało się coś bardzo złego. Córka z trudem łapała oddech, patrzyła na matkę wielkimi z przerażenia oczami i nie potrafiła wykrztusić ani słowa. Dopiero po kilku minutach opowiedziała, co się stało. Na schodach dopadł ją młody mężczyzna w tradycyjnym stroju. Wyjął nóż, przystawił go do jej brzucha i zagroził, że wbije w żołądek, jeśli jej matka kurwa nie skończy swojej plugawej działalności.

Co takiego zrobiła Humaira? Kontynuowała dzieło swojego dziadka, postępowego inżyniera, współpracownika wielkiego Amanullaha. Ten szach, zafascynowany Zachodem i tureckim modernizmem, ustanowił konstytucję, ograniczył poligamię, dał kobietom prawa wyborcze, zachęcał je do uczenia się i chodzenia z odkrytą głową. W 1929 r. obalili go afgańscy konserwatyści przerażeni śmiałością reform. Działalność Humairy części jej rodaków również wydała się zbyt radykalna.

Dzieciństwo spędziła w irańskim Maszhadzie, gdzie rodzice uciekli przed wojną domową. Wrócili w 2001 r., po obaleniu talibów. Humaira miała 19 lat. Gdy mieszkała w Iranie – gdzie kobiety co prawda chodzą w hidżabach, ale bez ograniczeń uczą się i pracują, prowadzą programy w telewizji i jeżdżą samochodami – sądziła, że opowieści o traktowaniu kobiet przez talibów są przesadzone. To, co zobaczyła w ojczystym Kabulu, skąd wyjechała jako niemowlę, wstrząsnęło nią.

• • •

Samych talibów już nie było, ale los kobiet nie zdążył się jeszcze wiele zmienić. Nie chodziły do szkoły, nie pracowały, nie wychodziły nawet na ulicę bez męskiego towarzysza z najbliższej rodziny. – Byłam w szoku, kiedy zobaczyłam, jak wchodzą do bagażnika samochodu zamiast na siedzenia. Pomyślałam sobie, że moi rodacy traktują je jak zwierzęta – wspomina.

Z czasem uchwalono nowe prawo, kobiety mogły zrzucić burki, uczyć się i pracować. Po latach przerwy dla dziewcząt znów otworzył się kabulski uniwersytet. Humaira też poszła na studia. Skończyła psychologię. A zawodowo zajęła się dziennikarstwem. W pracy poznała męża, również dziennikarza. – Niestety, społeczne zachowanie i mentalność zmieniały się wolniej niż prawo. Jeżdżąc po kraju, widziałam, ile jeszcze trzeba zrobić, żeby kobiety mogły w pełni korzystać z tego, co gwarantowała im nowa konstytucja – tłumaczy. Jej zdaniem presja rodzin i otoczenia, naciski konserwatywnych ulemów (muzułmańskich teologów) i wreszcie zwykłe ubóstwo sprawiały, że prawie dekadę po obaleniu talibów większość Afganek nadal była obywatelkami drugiej kategorii.

Dlatego w 2009 r. Humaira założyła pismo „Negoh-e Zan”, co w wolnym tłumaczeniu znaczy kobiecym okiem. Czy ma to sens w kraju, gdzie ponad 70 proc. kobiet to analfabetki? Humaira uważa, że zmienianie świadomości trzeba zacząć od elit. No i od samych mężczyzn, z których ponad połowa umie czytać i pisać, ale nadal wielu, nawet tych wykształconych i zajmujących wysokie stanowiska, sprzeciwia się emancypacji kobiet.

To właśnie tekstami z „Negoh-e Zan” Humaira tak naraziła się fundamentalistom, że wysłali opryszka z nożem na jej 10-letnią córkę. W 2011 r. rada ulemów z prowincji Baghlan obwieściła, że islam jest religią wyłącznie dla mężczyzn i że nakazuje ścisłą segregację płci. Humaira polemizowała z ich zdaniem. Cytowała Koran i przywoływała opinie innych, liberalnych uczonych muzułmańskich, żeby wykazać, że islam można interpretować inaczej i że dyskryminacja jednej z płci nie należy do dogmatów tej religii.

Po incydencie na klatce schodowej Humira z mężem poszli na policję. Dowiedzieli się, że nie jest w stanie im pomóc. Doradzono im wyjazd z kraju. Równie bezsilna była Niezależna Komisja Praw Człowieka. Gdyby prześladowcy ograniczyli się do pogróżek albo zaatakowali samą Humairę, pewnie nie posłuchałaby. Jednak czuła, że nie ma prawa narażać życia córek. Zdecydowali, że ona z dziećmi wyjedzie na jakiś czas, a mąż zostanie, bo ktoś musiał nadal zarabiać na rodzinę.

I tak, po załatwieniu wizy do Tadżykistanu – u pośredników kosztowała prawie tysiąc dolarów, ale musieli tyle wydać, bo nie było czasu na formalności – znalazła się z trójką dzieci na lotnisku w Duszanbe. Na szczęście zainteresował się nią jakiś Afgańczyk, który robił interesy w Tadżykistanie i pomógł jej znaleźć nocleg. Później przypadkowo spotkana na ulicy Afganka pozwoliła jej mieszkać u siebie przez kolejny tydzień i poznała ją z dyrektorem afgańskiej szkoły, dla dzieci Afgańczyków mieszkających w Tadżykistanie. To tam Humaira posłała swoje córki i na dodatek znalazła pracę jako nauczycielka. Biologii, bo akurat ten przedmiot mieli w szkole nieobsadzony. Przez 10 miesięcy w ciągu dnia uczyła afgańskie dzieci, a w nocy redagowała stronę internetową swojego czasopisma. Po prawie roku, kiedy kontrowersje wokół niej ucichły, zdecydowała się wrócić do Kabulu.

Po czterech latach od wydania pierwszego numeru pisma, w 2013 r. założyła agencję Afghan Women News, nastawioną na informacje ważne dla kobiet. Dziś jej portal ma już 10 tys. wejść dziennie, stale współpracują z nim cztery korespondentki z różnych części kraju i wiele portali i agencji informacyjnych z zagranicy. Humaira jest znaną postacią w Afganistanie, zapraszaną na debaty do radia i telewizji i na międzynarodowe konferencje.

Z własnego doświadczenia wyciągnęła jedną nauczkę: – Póki krytykujesz świeckie władze, fundamentaliści zostawiają cię w spokoju. Jeśli jednak poważysz się sięgnąć po argumenty religijne, wtedy nie są w stanie tego znieść.

• • •

Jak bardzo drażliwą kwestią w afgańskim społeczeństwie jest religia, pokazała tragiczna sprawa Farchundy Malikzadeh. Tę 27-letnią kobietę wiosną 2015 r. tłum rozjuszonych mężczyzn zakatował na śmierć przed zabytkowym meczetem Szacha Dwóch Mieczy, w samym centrum Kabulu. Lincz sprowokował lokalny mułła. Farchunda spierała się z nim o sprzedaż amuletów, czyli świstków papieru zapisanych wersetami z Koranu. Tłumaczyła mu, że to niemający nic wspólnego z islamem zabobon, którego jedynym celem jest wyciąganie pieniędzy od prostych ludzi. Mężczyzna, żeby uwolnić się od napastliwej krytyczki krzyknął, że dopuściła się świętokradztwa i spaliła Koran.

Przed meczetem, który znajduje się tuż obok największego bazaru w mieście, jak zawsze kręcił się tłum młodych mężczyzn. Zaalarmowani przez mułłę rzucili się na Farchundę. Zaczęli ją wyzywać, szarpać, popychać, zdarli z niej zasłonę, ciągnęli za włosy, rzucali w nią ciężkimi przedmiotami, na koniec została stratowana dużym terenowym samochodem, jakich pełno na ulicach Kabulu i wrzucona do pobliskiej rzeki.

Całe zdarzenie zostało nagrane tysiącami komórek. W sieci zaroiło się od filmików, na których widać cierpienie i agonię kobiety oraz rozjuszone twarze setek jej prześladowców. Mimo to przed sąd trafiło tylko 49 oskarżonych. Początkowo czterech z nich skazano na śmierć, a kilkunastu na kary więzienia, ale w kolejnej instancji wszystkie wyroki śmierci zamieniono na 20 lub 10 lat, a niższe wyroki jeszcze bardziej złagodzono, wielu oskarżonych w ogóle uniknęło kary „z braku dowodów”.

Jednak śmierć Farchundy wstrząsnęła liberalną częścią społeczeństwa. Z inicjatywy znanej afgańskiej aktorki Liny Alam pogrzeb zmienił się w demonstrację. Wbrew afgańskiej tradycji trumnę niosły same kobiety, wśród nich wiele działaczek, znanych aktorek i dziennikarek.

Humaira, która również brała udział w tym pogrzebie, uważa, że zabójstwo Farchundy nie było przypadkowe: – Wbrew temu, co od razu po linczu powiedziała przerażona rodzina kobiety, ona nie była żadną wariatką. Nosiła czarny nikab, co w Afganistanie jest rzadkością i świadczy o fascynacji salafistycznym islamem znad Zatoki Perskiej. Skończyła znaną medresę dla kobiet i studiowała prawo koraniczne na uniwersytecie. Już wcześniej przychodziła do meczetu Szacha Dwóch Mieczy i dyskutowała z mułłami, zarzucając im nieznajomość szariatu i zabobonne praktyki. Była dla nich niewygodna, tak jak niewygodna dla naszych religijnych autorytetów staje się każda kobieta próbująca mierzyć się z nimi na ich własnym polu i podważać ich kompetencje. Dlatego śmierć Farchundy miała być ostrzeżeniem dla ewentualnych innych uzurpatorek.

Religia jest też bardzo często wykorzystywana jako pretekst do ograniczania kobiecej wolności. Kilka lat temu parlament, wbrew protestom organizacji kobiecych, za to pod naciskiem konserwatywnych szyickich duchownych, przegłosował kodeks rodzinny dla Hazarów – szyickiej mniejszości w Afganistanie. Zawierał bardzo kontrowersyjne przepisy dające mężczyznom prawie nieograniczoną władzę nad kobietami. Mąż mógł np. nie zgodzić się, żeby jego żona podjęła naukę lub pracę zarobkową. Mógł jej nawet zakazać wychodzenia z domu czy stosowania określonych kosmetyków.

Ustawę podpisał ówczesny prezydent Hamid Karzaj, ale pod wpływem presji międzynarodowej, a także własnych ministrów, zaczął mówić, że nie popiera nowego prawa. Zachęcił bardziej liberalnych posłów i posłanki, to one głównie sprzeciwiały się kodeksowi, do wprowadzania licznych poprawek. Ostateczna wersja ustawy już nie zawierała kontrowersyjnych zapisów.

W 2016 r. parlament przyjął ustawę o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet. Działo się to przy wtórze oburzonych konserwatywnych mułłów, którzy próbowali dowieść, że to cios zadany afgańskiej tradycji i islamowi. Najbardziej gorszył ich zapis o utrzymywanych przez państwo schroniskach, gdzie mogłyby szukać doraźnej pomocy kobiety skrzywdzone we własnych domach.

• • •

Na terenach kontrolowanych przez rząd – po wycofaniu się zachodniej koalicji to tylko niewiele ponad połowa terytorium – 40 proc. uczniów w szkołach to dziewczynki. Zmalała śmiertelność kobiet w połogu, bo więcej z nich ma dostęp do opieki medycznej. Wciąż jednak o każdą, najmniejszą, rzecz kobiety w Afganistanie muszą walczyć. Nawet zwykłe uprawianie sportu jest związane nie tylko z wysiłkiem fizycznym, ale także z przezwyciężeniem ogromnej presji społecznej. Także w tej kwestii pojawiają się argumenty religijne. Choć w Koranie nie ma ani słowa o bieganiu czy kozłowaniu, a zawodniczki reprezentującej Afganistan damskiej drużyny koszykówki grają w pełnym hidżabie, jedna z nich, studentka prawa koranicznego, dowiedziała się od swoich profesorów, że jeśli jeszcze raz zobaczą ją w telewizji, jak gra, wyleci ze studiów. Zrezygnowała z drużyny. – Ukończenie studiów jest dla mnie ważniejsze – tłumaczy. – Może wrócę do koszykówki po dyplomie.

Fauiza Kufi, afgańska parlamentarzystka bardzo zaangażowana w sprawy kobiet, do gróźb i absurdalnych oskarżeń już się przyzwyczaiła. Gdy tylko wyjeżdża w zagraniczną delegację, w internecie natychmiast pojawiają się plotki, że pojechała z kochankiem na Malediwy albo na zakupy do Dubaju. Obraźliwe anonimy dostaje każdego dnia. Kilka lat temu przeżyła zamach na własne życie. Jako posłanka ma prawo do ochrony, ale zamachowcy zaatakowali konwój samochodów, w którym się poruszała. Kierowca ledwo wyprowadził ostrzelany samochód z poślizgu.

Kufi od wielu lat jest wdową. Nie uległa presji otoczenia i po śmierci męża nie przeprowadziła się do rodziny. Mieszka sama z córkami. Za złamanie tabu wylano na nią wiadro pomyj. Próbowano przeciwko niej nastawić jej własną rodzinę. Nie dała się złamać. Kiedyś powiedziała, że ile razy wychodzi z domu, zostawia na lodówce listy pożegnalne do córek. Nadal żyje w poczuciu ciągłego zagrożenia. Do tego stopnia, że stało się to elementem jej codzienności: – Gdy jestem w jakimś normalnym kraju, gdzie chodzę ulicami i nic mi nie grozi, czuję się dziwnie. Wiem, że to głupie, ale nic na to nie poradzę.

Ludwika Włodek, fotografie Marzena Hmielewicz

***

Autorka tekstu była w Kabulu w ramach projektu społeczno-edukacyjnego „Young women for social change” stowarzyszenia Aktywne Kobiety oraz organizacji afgańskich, współfinansowanego przez program Komisji Europejskiej Erasmus+.

Polityka 6.2017 (3097) z dnia 07.02.2017; Na własne oczy; s. 92
Oryginalny tytuł tekstu: "Czy Allah nie lubi koszykówki"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Jak amerykańskie flippery z Francji do Polski trafiły

Flippery, czyli zręcznościowe, elektromechaniczne maszyny do grania, były kiedyś obowiązkowym elementem wyposażenia w barach, hotelach i... nocnych klubach. O ich losach opowiada Marek Jasicki, który importował je z Francji do Polski.

Łukasz Dziatkiewicz
15.09.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną