Zamach na koncercie w Manchesterze: Terror uderza w dzieci
Pewne jest jedno – po Manchesterze wychodząca z Unii Wielka Brytania stanie się krajem jeszcze bardziej zestresowanym, rozdartym. Nie jest w nim bezpiecznie nawet na koncercie rockowym.
W Wielkiej Brytanii trudniej walczyć z terroryzmem niż gdzie indziej w Europie.
MCPIX/REX/Shutterstock/EAST NEWS

W Wielkiej Brytanii trudniej walczyć z terroryzmem niż gdzie indziej w Europie.

Fani Ariany Grande poszli na koncert do Manchester Arena, położonej w środku miasta. Amerykańska wokalistka przyciąga najmłodszych fanów, także dziesięcio–dwunastolatków. Wielu weszło samych, rodzice czekali na nich na zewnątrz. Okazało się, że  dzieci weszły w sam środek wojny, którą terroryzm, prawdopodobnie spod znaku ISIS, wypowiedział zachodniemu światu.

22 uczestników koncertu nie wróciło do domu. Zabił ich nieznany jeszcze z imienia i nazwiska zamachowiec samobójca, który odpalił ładunek w tłumie fanów. Manchester stał się jakby jednym z bliskowschodnich miast.

W Wielkiej Brytanii trudniej walczyć z terroryzmem

Ta bomba poraniła brytyjską psyche – wiarę w zgodnie żyjące społeczeństwo wielu kultur. Pewne jest, że po Manchesterze wychodząca pochopnie z Unii Wielka Brytania stanie się krajem jeszcze bardziej zestresowanym, rozdartym. Na garstkę zdeterminowanych i niewidocznych terrorystów nie działają środki bezpieczeństwa, które do tej pory stosowano.

Zamachowi nie zapobiegły potężne służby bezpieczeństwa zatrudniające tysiące agentów śledzących ekstremistów, mających do dyspozycji sprzęt, niczym wyjęty z filmów Jamesa Bonda, w tym m.in. kamery potrafiące rozpoznawać twarze podejrzewanych o ekstremizm.

Na Wyspach trudniej walczyć z terroryzmem niż gdzie indziej w Europie, choćby dlatego, że nie ma tam dowodów osobistych. Dżentelmeni są tymi, za których się podają. Policja musi zadać sobie więcej trudu, by zidentyfikować podejrzanych, niż funkcjonariusze z kontynentalnej Europy. Przeszukania mieszkań, po apelach obrońców praw człowieka, którzy alarmowali, że są  motywowane rasowo, ograniczono do minimum. Za tę tradycyjną wolność, poczucie swobody na ulicy, w dobie terroru trzeba płacić krwią.

Oczywistym jest, że nie da się zamienić wszystkich miast i ulic wolnego kraju, jakim jest Wielka Brytania czy Francja, w miejsca pod ciągłym nadzorem uzbrojonych po zęby funkcjonariuszy. Są jednak sposoby na ograniczenie ryzyka. Na koncert rockowy wpuszcza się ludzi po kontroli, przez bramki. To norma bezpieczeństwa, praktykowana na całym świecie. Tyle że w Manchesterze, pod koniec koncertu, można było wyjść i wejść z powrotem już całkiem swobodnie. Ten moment prawdopodobnie wykorzystał terrorysta – wybuch nastąpił pod koniec koncertu. Czy tak w istocie było, zapewne wyjaśni dopiero śledztwo.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną