Wybory parlamentarne w Austrii: dobry wynik populistycznej prawicy
Wydawało się, że po zwycięstwie Macrona nad le Pen i Angeli Merkel niepokoje związane z populizmem nie wrócą. Ale wracają.
Kanclerz Kurz musi zdecydować, czy zaczyna rokowania koalicyjne z FPÖ czy z socjaldemokracją.
Leonhard Foeger/Forum

Kanclerz Kurz musi zdecydować, czy zaczyna rokowania koalicyjne z FPÖ czy z socjaldemokracją.

Po raz trzeci w powojennej austriackiej historii politycznej populistyczna prawica ma szansę wejść do rządu. To, co wciąż nie jest możliwe we Francji czy Niemczech, najważniejszych państwach Unii Europejskiej, może się zdarzyć niedaleko od nas. Wiedeń od Krakowa dzieli pięć godzin jazdy samochodem. Wielu Polaków pracuje i mieszka nad Dunajem.

Gdy piszę te słowa, wiadomo, że wybory wygrała centroprawicowa austriacka chadecja Sebastiana Kurza. Austriacka Partia Ludowa (ÖVP) jemu po części zawdzięcza zwycięstwo. Kurz jest młody, charyzmatyczny, ma dobry kontakt z ludźmi, a także spore już doświadczenie państwowe. Czy to wystarczy, aby pewną ręką rządzić Austrią, okaże się już podczas negocjacji w sprawie sformowania nowego rządu. Wstępne wyniki wskazują, że koalicja z populistyczną prawicą nie jest wykluczona. Zresztą Kurz nie wykluczał takiej możliwości podczas kampanii wyborczej.

Sukces prawicowych populistów musi niepokoić Europę

Wydawało się, że po zwycięstwie Macrona nad le Pen i Angeli Merkel te niepokoje nie wrócą. Ale wracają. W samych Niemczech, gdzie odpowiednik austriackiej FPÖ po raz pierwszy w demokratycznej historii kraju wszedł do parlamentu jako trzecia siła. Gdy piszę te słowa, nie wiadomo jeszcze, czy FPÖ okaże się trzecią czy nawet drugą siłą polityczną w Austrii. Była w zaniku, odżyła na fali kryzysu migracyjnego w Europie.

Teraz kanclerz Kurz musi zdecydować, czy zaczyna rokowania koalicyjne z FPÖ czy z socjaldemokracją. Jest jednak mało prawdopodobne, by chadecy chcieli za partnerów lewicę. Tym bardziej że wyborcy austriaccy wydają się tą „wielką koalicją”, od dziesięcioleci rządzącą krajem, śmiertelnie zmęczeni. To zostawia na stole w zasadzie dwie opcje: rząd mniejszościowy lub koalicja z „wolnościowcami”. Poprzednia próba takiego rządu skończyła się porażką dyplomatyczną Austrii w Unii Europejskiej. Dziś Bruksela i Berlin mogą mieć nawet większy problem z prawicowym skrętem Austrii.

Zwłaszcza że FPÖ nie kryje sympatii do putinowskiej Rosji i domaga się zniesienia sankcji nałożonych na nią przez UE po aneksji Krymu. Sukces austriackiej prawicy populistycznej wpisuje się w sprawną politykę Kremla, która wspiera w UE siły skrajnie prawicowe, aby utrudnić Unii wewnętrzną stabilizację.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną