Świat

Niemiecki ból głowy

Angela Merkel wciąż nie może sformować nowego rządu

Niektórzy komentatorzy mówią o początku końca ery Angeli Merkel. Niektórzy komentatorzy mówią o początku końca ery Angeli Merkel. Odd Andersen/AFP / EAST NEWS
Niektórzy komentatorzy mówią nawet o początku końca ery Angeli Merkel.

Brexit, referendum niepodległościowe w Katalonii, kryzys zadłużeniowy w strefie euro. Szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker podkreślał nie tak dawno, że UE „bardziej niż kiedykolwiek” potrzebuje silnego rządu w Niemczech. Ale kraj, który do tej pory wydawał się unijną wyspą stabilności, przeżywa właśnie największy kryzys polityczny, odkąd 12 lat temu kanclerzem została Angela Merkel. Dwa miesiące po wyborach do Bundestagu nadal nie jest jasne, kto będzie rządził za Odrą i kiedy powstanie nowy gabinet. W niedzielę późnym wieczorem liberalna Wolna Partia Demokratyczna (FDP) niespodziewanie ogłosiła, że zrywa sondażowe rozmowy w sprawie koalicji z chadekami Merkel (CDU/CSU) i Zielonymi.

Najprostszym rozwiązaniem byłoby w tej sytuacji odnowienie koalicji chadeków i Socjaldemokratycznej Partii Niemiec (SPD). Taki gabinet pod wodzą Merkel istniał już w latach 2005–09 i od 2013 r. Niemcom zapewniało to stabilne rządy. Ale SPD wyraźnie traciła na „małżeństwie z rozsądku” z CDU/CSU. We wrześniu partia Martina Schulza zdobyła zaledwie 20,5 proc. głosów, co oznaczało dla niej najgorszy wynik w powojennej historii. W poniedziałek socjaldemokraci potwierdzili, że nie chcą kolejnej koalicji z chadekami, także gdyby miał to być gabinet bez Merkel. Inny scenariusz to rząd mniejszościowy. Takie rozwiązanie nie było jednak praktykowane w powojennych Niemczech. Nawet jeśli do gabinetu chadeków weszliby liberałowie, do większości w Bundestagu brakowałoby 29 głosów. O silnym rządzie nie byłoby więc mowy.

Kolejny wariant to przyspieszone wybory. Skomplikowane procedury przewidziane w konstytucji sprawiają jednak, że ponowne głosowanie mogłoby się odbyć dopiero w okolicach Świąt Wielkanocnych. Na nowy rząd trzeba by czekać jeszcze dłużej, a negocjacje w sprawie koalicji również tym razem nie musiałyby być łatwe. I dla Berlina, i dla Brukseli oznaczałoby to konieczność odłożenia wielu istotnych decyzji. Nic dziwnego, że pozycja pani kanclerz jest dziś mocno osłabiona. Niektórzy komentatorzy mówią nawet o początku końca ery Angeli Merkel.

Polityka 47.2017 (3137) z dnia 21.11.2017; Ludzie i wydarzenia. Świat; s. 10
Oryginalny tytuł tekstu: "Niemiecki ból głowy"

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Los bezpłodnych katolików: niech Bóg decyduje

Wierzą w Boga, dlatego nie decydują się na potępiane przez Kościół in vitro i inseminację. Niepłodni po katolicku.

Elżbieta Turlej
24.01.2013
Reklama