Bukareszt – Warszawa to wspólna sprawa?
Tysiące ludzi demonstruje na ulicach Bukaresztu i innych rumuńskich miast. Protesty są spowodowane m.in. reformą systemu podatkowego.
Stoyan Nenov/Reuters/Forum

Nie da się ukryć, że rząd socjaldemokratycznej PSD przechodzi trudne chwile. Poparcie społeczne dla postkomunistów wydaje się topnieć w oczach. Do partii powróciły stare, korupcyjne demony, te same, które doprowadziły do porażki wyborczej i utraty władzy w 2004 roku.

Niekończąca się korupcja

Według niezależnych badań Rumunia jest trzecim najbardziej skorumpowanym krajem Unii Europejskiej. Sami mieszkańcy kraju przyznają, że negatywne zjawisko „płacenia pod stołem” towarzyszy im niemal od kołyski aż po grób. Symbolem degrengolady i atrofii państwa stał się Gigi Becali, skandalista i właściciel klubu piłkarskiego Steua Bukareszt. Niemal do legendy przeszły historie o tym, jak Becali próbował doprowadzić do porażki znienawidzony przez siebie klub z Kluż.

W tym celu wysyłał po całym kraju swoich ludzi z walizkami pieniędzy. Mieli korumpować kogokolwiek, byleby operacja przyniosła skutek. Kiedy ludzie Becalego zostali zatrzymani przez lokalny odpowiednik CBA, ten opowiadał, że wysyłał ich po cukierki. Mówił, że to jego pieniądze, i może za nie kupować, co chce.

Przykład Becalego jest symptomatyczny. Nie jest to bowiem wyłącznie działacz sportowy, ale też polityk i jedna z ważniejszych postaci rumuńskiego życia publicznego.

Niespotykane protesty

Obecne protesty są kontynuacją konfliktu, który wybuchł między władzą a obywatelami w styczniu tego roku. Wtedy PSD wpadła na pomysł zmiany prawa korupcyjnego. Rząd zechciał karać wyłącznie za „poważne” przekręty, takie, w których w grę wchodziłyby kwoty wyższe niż 200 tysięcy lejów (około 180 tysięcy złotych). Zmiany zostały przeprowadzone w jeden wieczór, a jednym z pierwszych beneficjentów nowego prawa zostałby Liviu Dragnea, przewodniczący partii.

Dodatkowo rząd planuje w styczniu wprowadzić reformę systemu podatkowego. Upraszczając: można powiedzieć, że przerzuci ona koszty ubezpieczeń społecznych z pracodawców na pracowników. To kontynuacja liberalnej polityki, która sprawia, że dziś Rumunia notuje najwyższe wzrosty PKB w całej Unii (roczna dynamika powyżej 8 proc. wzrostu).

Wczoraj wieczorem doszło do starcia protestujących z policją. Demonstranci próbują powstrzymać mer Bukaresztu, Gabriele Firee (niegdyś związaną z szemraną korporacją wydobywczą Gabriel Resources), przed postawieniem jarmarku bożonarodzeniowego na placu, na którym odbywają się protesty. Firea mówi, że to początek anarchii, ale nic nie zapowiada, żeby demonstranci mieli szybko wrócić do domu.

Co ciekawe, uczestnicy protestu, mimo wielu różnic, chętnie budują analogie między polskimi protestami w obronie sądów a swoją obecną sytuacją. Okazuje się, że prawdziwa „międzymorska” wspólnota tworzy się na płaszczyźnie gniewu i bezsilności wobec arogancji władzy, a nie w gabinetach polityków.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj