Świat

Skromne zwycięstwo demokratów w amerykańskich wyborach

Reakcja Nancy Pelosi, szefowej frakcji demokratów w Izbie Reprezentantów, na wynik wyborów. Reakcja Nancy Pelosi, szefowej frakcji demokratów w Izbie Reprezentantów, na wynik wyborów. Jonathan Ernst/Reuters / Forum
Nie było „niebieskiego tsunami”, miażdżącego zwycięstwa Partii Demokratycznej we wtorkowych wyborach, która zmiotłaby Partię Republikańską (GOP), karząc ją surowo za poparcie Donalda Trumpa.

Demokraci odzyskali większość w Izbie Reprezentantów – według niepełnych jeszcze wyników mają tam przewagę ponad 20 mandatów – ale nie zdobyli jej w Senacie, gdzie republikanie powiększyli ją nawet do co najmniej trzech–czterech mandatów. Zwycięstwo opozycyjnej partii w wyborach w połowie pierwszej kadencji urzędującego prezydenta (midterm) jest w USA historyczną prawidłowością, tak jakby Amerykanie instynktownie kontestowali jego politykę, jeśli posuwa się za daleko, i woleli zakładać na nią hamulec, przywracając podział władzy między Kongres a Biały Dom. Podobnie było w 2010 r., kiedy po dwóch latach rządów Baracka Obamy dominujący wtedy na Kapitolu demokraci też przegrali wybory. Ale przegrali sromotnie, tracąc o wiele więcej mandatów niż dziś GOP – i większość w obu izbach!

Czytaj także: Wybory do Kongresu mogą zatopić Trumpa

Gwiazdy demokratów nie oczarowały wyborców

Co więcej republikanie, wbrew nadziejom ich oponentów, wygrali wybory na gubernatorów w kilku wielkich stanach, jak Floryda, Ohio i Georgia. Są to swing states, stany „wahające się”, dzięki mniej więcej równemu rozłożeniu głosów praktycznie decydujące o wyniku wyborów prezydenckich, więc demokratom szczególnie zależało tam na zwycięstwie.

We wtorek przegrali także politycy demokratyczni, promowani jako wschodzące gwiazdy partii, które miały pokonać swych przeciwników – Beto O′Rourke w wyborach do Senatu w Teksasie, Andrew Gillum, kandydat na gubernatora na Florydzie, i Stacey Abrams w analogicznych wyborach w Georgii. Jeżeli więc wtorkowe głosowanie było referendum na temat Trumpa – a z sondaży wynika, że wielu Amerykanów tak właśnie je traktowało i sam prezydent, inaczej niż jego poprzednicy, powtarzał, że tak właśnie jest – to jego wynik nie jest jednoznaczny. A on sam i jego obóz z pewnością odtrąbią... zwycięstwo.

Czytaj także: Pięć najciekawszych postaci amerykańskich wyborów

Co wynika z amerykańskich wyborów

Kontrola nad Izbą Reprezentantów jest oczywiście ważnym sukcesem demokratów. Daje im teraz decydującą władzę w sprawie budżetu, co może sparaliżować poczynania Trumpa, np. gdyby zechciał rozpętać jakąś wojnę – choćby z Iranem. Przede wszystkim zaś, dzięki przejęciu kierownictwa wszystkich komisji Izby, umożliwia im wszczęcie dochodzeń w sprawie rozmaitych niejasnych interesów prezydenta – począwszy od wezwania go do ujawnienia wreszcie wszystkich zeznań podatkowych, aż po rosyjskie kontakty trumpistów, co bada od wielu miesięcy prokurator specjalny Robert Mueller. Ale republikańska większość w Senacie też jest istotna. Senat ratyfikuje traktaty międzynarodowe i zatwierdza nominacje do gabinetu i sądów federalnych. Trump może teraz mianować kolejnego sędziego do Sądu Najwyższego, zamurowując jego prawicowy charakter na pokolenia.

Demokraci byli w trudnym położeniu, mapa wyborcza w tym roku im nie sprzyjała – w Senacie zdecydowanie więcej demokratów niż republikanów musiało walczyć o reelekcję, i to częściowo w stanach „czerwonych”, bastionach GOP, gdzie Trump w 2016 r. wygrał wybory. Porażka kilkorga z nich zadecydowała o powiększeniu przewagi republikanów. Amerykański system wyborczy faworyzuje tę partię (patrz choćby ekspertyza „The Economist”), a w tym roku w niektórych stanach rządzący politycy GOP skutecznie blokowali możliwość głosowania przez Latynosów i Afroamerykanów. Ale nie tłumaczy to całkowicie raczej skromnego, poniżej oczekiwań, zwycięstwa demokratów.

Partia będzie się musiała głęboko zastanowić, dlaczego nie jest w stanie poradzić sobie z takim prezydentem jak Trump i z jego poplecznikami. W gruncie rzeczy nie miała wyborcom wiele do zaoferowania poza protestem przeciw rozmontowywaniu przez rząd systemu ochrony zdrowia (próby odwołania reformy Obamacare) i piętnowaniem wybryków prezydenta. W kwestii migracji została zepchnięta przez Trumpa do defensywy. Ale to już temat na osobne opowiadanie.

Czytaj także: Coraz więcej Amerykanek wchodzi do polityki

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Homofobusy jeżdżą po polskich miastach. Szokują i wykluczają

Homofobusy rozpowszechniają nieprawdziwe informacje na temat osób LGBT. To akcja Fundacji Pro-Prawo do Życia, która wbrew nazwie odmawia osobom nieheteroseksualnym prawa do wolnego od dyskryminacji życia w Polsce.

Agata Szczerbiak
17.07.2020
Reklama