Zwracają ordery. Zełenski nie przyjedzie do Polski. Nawrocki przekreślił dekady żmudnych prac
Karol Nawrocki pozbawił prezydenta Ukrainy Orderu Orła Białego, twierdząc, że nadając jednej z formacji wojskowych imię Bohaterów UPA, Zełenski naruszył „próg bólu” Polaków. Stosunki Warszawy i Kijowa nie były tak złe od czasu, kiedy Polska jako pierwsza uznała niepodległość Ukrainy w sierpniu 1991 r. Wtedy ważne było przede wszystkim to, że niepodległa Ukraina, a nie Rosja, będzie naszym sąsiadem. Że zapiszemy nową kartę w naszej wspólnej historii. Rachunki krzywd nie były najważniejsze. Prezydent Lech Wałęsa i ówczesny premier Jan Krzysztof Bielecki okazali się przewidujący i otwarci na przyszłość.
Nawrocki kontra Zełenski
Podejmując decyzję tego formatu, jak odbiór orderu, warto myśleć nie o tym, co na końcu nosa, ale o tym, co w perspektywie. Co można zyskać, co się traci, komu się robi dobrze, komu źle. Wygląda na to, że prezydent Nawrocki w ogóle nie wziął tego pod uwagę. Zdecydował się na eskalację konfliktu.
Były przecież inne możliwości zademonstrowania, że decyzja Zełenskiego jest dla nas nieakceptowalna, a nawet obraźliwa. Od tego są dyplomacja i cały szwadron specjalistów, których należało wezwać na pomoc. Wszyscy oni wiedzą, że eskalacja niczemu nie służy, a oburzenie dało się wyrazić inaczej i zrozumiale dla świata.
Zełenski wyjaśnia dziś, że on taki gest wykonał: wysłał do Warszawy szefa swego gabinetu Kyryła Budanowa. Miał on po powrocie zameldować, że nie udało się niczego naprawić, bo decyzja została już przez Nawrockiego podjęta. „Widzę w tym wyłącznie element procesu wyborczego, który już się rozpoczął” – cytuje Zełenskiego portal Ukraińska Prawda.
Jego zdaniem chodzi tu głównie o przyszłoroczne wybory w Polsce: Nawrocki chce się przypodobać prawicy, zwłaszcza ekstremalnym politykom, jak Sławomir Mentzen czy Grzegorz Braun. Zełenski nie zamierza brać udziału w tej rozgrywce politycznej.
Niezręczny gest Nawrockiego
Zełenski musi – po pierwsze – widzieć emocje swojego wojska i swoich żołnierzy. „Żyjemy od ataku do ataku. Nie żyjemy »od podziękowania do podziękowania«” – dodał prezydent, odnosząc się do zarzutów, że Ukraina „nie okazuje Polsce wdzięczności”. Przypomniał, że to ukraińscy żołnierze, a nie prezydent, wybierają sobie patronów. Jak mówi, podpisał setki podobnych dekretów, nigdy nie mówił, co mu się podoba albo nie, ponieważ uważa, że jako głowa państwa powinien wspierać siły zbrojne. „To nasza sprawa i Polska powinna to uszanować”.
Zełenski przypomina niezręczny gest Nawrockiego, który w Warszawie w pierwszej kolejności wręczył mu książkę o Wołyniu. Order odesłał kurierem, wyrażając zdziwienie, że tak szczególne odznaczenie posiadają wciąż Katarzyna II, Benito Mussolini i Gerhard Schröder.
Teraz każde słowo wypowiedziane w Kijowie czy Warszawie podnosi tylko temperaturę dyskusji i jeszcze utrudnia porozumienie. Ale polski prezydent nie powstrzymał się od komentarza: „Spór nie dotyczy polityki wewnętrznej Polski. Wszyscy patrioci rozumieją, ile zbrodni ukraińscy nacjonaliści popełnili na polskich ziemiach. Jak dramatyczne były tamte czasy. Spór dotyczy postrzegania kwestii historycznych oraz faktu, że w Polsce nie akceptujemy czerwono-czarnej flagi Bandery” – powiedział. Jego słowa już cytują ukraińskie portale.
Karol Nawrocki, choć zapewnia o wyciągniętej do Ukraińców ręce, nie może liczyć, że ktokolwiek poda rękę jemu. Ukraińska scena polityczna nigdy nie była tak zjednoczona jak dziś.
Zełenskiego to wzmocni
Zaczęło się zwracanie medali i odznaczeń otrzymanych od polskich prezydentów. Jako pierwszy zwrócił Order Orła Białego Leonid Kuczma, po nim Wiktor Juszczenko i Petro Poroszenko. Odznaczenia oddali ministrowie, w tym były szef MSZ Borys Tarasiuk, Andrij Sybiha, a nawet ambasador w Polsce Wasyl Bodnar. To politycy bardzo ideowo odlegli, często nastawieni do siebie krytycznie.
Nagle ukraińska klasa polityczna okazała się jednomyślna. Wiadomo, że Poroszenko i Zełenski nie są przyjaciółmi i w przyszłych wyborach, bez względu na to, kiedy do nich dojdzie, będą zaciętymi rywalami. A jednak Poroszenko zademonstrował wspólną linię, mając na względzie ukraiński interes.
Podobnie Kuczma. Jemu nie można przypisać żadnego interesu politycznego. To on i Aleksander Kwaśniewski rozpoczęli w maju 1997 r. rozmowy o historii, jej dramatycznych i tragicznych momentach. Polski prezydent pierwszy raz po drugiej wojnie odwiedził wówczas Wołyń. W Kijowie obaj podpisali oświadczenie o porozumieniu i pojednaniu. Zaproponowali wspólne prace nad wyjaśnieniem i opisaniem tragicznych wydarzeń przez historyków i uczonych z obu krajów.
Dla wielu Ukraińców to była pierwsza wzmianka o Wołyniu, która do nich dotarła. Kuczma przyjechał w lipcu 2003 r. do dawnego Porycka, dziś Pawliwki, gdzie czczono 60. rocznicę rzezi. Zrobił to mimo nacisków kół nacjonalistycznych. Powiedział wtedy, że „trzeba przewrócić jedną z najtragiczniejszych stronic w stosunkach polsko-ukraińskich”. Oddał cześć wszystkim ofiarom, Polakom i Ukraińcom. Był pierwszym i chyba jedynym ukraińskim prezydentem, który podkreślił, że uderzenie w ludność, zwłaszcza w bezbronne kobiety i dzieci, jak na Wołyniu w 1943 r., wymaga potępienia. I że nie można usprawiedliwiać mordów popełnianych na cywilach.
Leonid Krawczuk, pierwszy prezydent Ukrainy, choć miał osobisty stosunek do tego, co wydarzyło się na Wołyniu, bo tam się urodził i wychował, nie podjął rozmowy z Polakami o historii. Zrobił to dopiero Kuczma.
Napięcia i porachunki
Stosunki polsko-ukraińskie nie budowały się same. To był wielki wysiłek polityków, historyków, ludzi kultury i biznesu, samorządowców, którzy dzień po dniu wytrwale starali się nadać im normalność, wymiar taki, jaki powinny mieć w nowoczesnej, zjednoczonej Europie, w europejskim sąsiedztwie. Nie można nie wspomnieć o śp. Andrzeju Przewoźniku, który mnóstwo czasu poświęcił polsko-ukraińskim napięciom i porachunkom.
Sukcesem i zwieńczeniem tych syzyfowych często prac było to, co wydarzyło się 24 lutego 2022 r., kiedy Rosja zaatakowała Ukrainę: polskie otwarte ramiona. I łzy ukraińskich uchodźców.
Teraz te wysiłki, podejmowane przez grubo trzy dekady, idą na marne. Lub są na najlepszej drodze, żeby tak się stało. Łatwo rozbudzać niechęć Polaków do Ukraińców, z którymi żyjemy wspólnie w Europie i w kraju.
Czy to jest polski sukces, czy raczej Moskwy, skąd już szeroką falą płyną gratulacje dla Nawrockiego? Bo Nawrocki wykonał dokładnie to, na czym Moskwie zależało.
Co z konferencją w Gdańsku?
Według najnowszych informacji Polsat News Zełenski nie przyjedzie do Gdańska na rozpoczynającą się w czwartek międzynarodową konferencję poświęconą odbudowie Ukrainy. Mają przybyć przedstawiciele kilkudziesięciu państw, z Brukseli szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen. To ważna rozmowa o przyszłości zorganizowana wielkim staraniem polskiego rządu i premiera Donalda Tuska. Minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha zapowiadał wcześniej, że Zełenskiemu zostanie przedstawiony raport i na podstawie jego wyników podejmie decyzję o przyjeździe.
Negatywna decyzja to zła wiadomość dla Ukrainy. Chodzi o przyszłość kraju, duże pieniądze, wreszcie o to, czy rozsiani po świecie Ukraińcy zdecydują, czy jest sens wracać do kraju, bo tam jest dla nich zajęcie, a los ojczyzny spoczywa w ich rękach. Cały skandal wokół orderu i słowa, które padły z obu stron, niepotrzebne, zbyt gwałtowne i emocjonalne, w tej sytuacji nikomu nie pomagają.