Recenzja książki: Nathan Hill, „Niksy”

Społeczna powieść przygodowa
Autor świetnie opisuje rzeczywistość amerykańskiej prowincji, obyczajowość sprzed rewolucji seksualnej i przede wszystkim poczucie odrzucenia przez rodziców.
materiały prasowe

Niksy to wodne duszki ze skandynawskiego folkloru, ale debiutancka powieść Nathana Hilla, która stała się w USA w 2016 r. wielką sensacją (pierwszy nakład rozszedł się w ponad 100 tys. i już powstaje serial), nie ma nic wspólnego z fantasy. To powieść o Ameryce, o wielkich złudzeniach i małych miasteczkach, i o 1968 r. z wojną w Wietnamie w tle. Bohater, Sam, ma wiele wspólnego z samym autorem. Uczył literatury na małym uniwersytecie i kompulsywnie grał w „Elflandię”, walczył ze smokami. W realnym życiu Samowi wiodło się gorzej, borykał się z zemstą studentki, wydawca zażądał zwrotu zaliczki, a matkę, której nie widział 20 lat, oskarżono o napaść na gubernatora. Hill misternie łączy opowieści o dzieciństwie Sama i jego matki, prowadząc czytelnika do głównej osi opowieści, czyli zagadki porzucenia przez matkę.

Nathan Hill, Niksy, przeł. Jerzy Kozłowski, Znak, Kraków 2017, s. 864

Książka do kupienia w sklepie internetowym Polityki.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną