Recenzja płyty: Lang Lang, Royal Philharmonic Orchestra, dyr. Robert Ziegler, „The Disney Book”
Na stulecie firmy Disney chiński pianista celebryta zrobił sympatyczny prezent firmie i słuchaczom.
Na stulecie firmy Disney chiński pianista celebryta zrobił sympatyczny prezent firmie i słuchaczom.
Przedsięwzięcie rozpoczęło zamówienie z radiowej Dwójki. Ale odkurzenie dorobku słynnego Ennia Morricone wydaje się czynnością naturalną dla polskiej grupy Mitch&Mitch, szerokiej publiczności znanej z przypomnienia debiutu Zbigniewa Wodeckiego.
Można powiedzieć, że od debiutanckiego albumu duetu Kuba Karaś i Piotr Rogucki nic się nie zmieniło w charakterze wykonywanej przez nich muzyki.
Ta płyta jest zapisem ostatniego dokonania Jacka „Budynia” Szymkiewicza, zmarłego w kwietniu wokalisty, autora tekstów piosenek, multiinstrumentalisty, założyciela legendarnego zespołu Pogodno.
Pepolowi udało się sprawić, że głos Kory, jej śpiew i mowa swobodnie przekraczają granice światów i lokują się w nieskończoności.
To muzyka salonowa, jakiej w XIX w. tworzono wiele, ale ci obecni na płycie byli w większości uczniami Chopina.
Pozostaje dokręcić film – albo go sobie wyobrazić.
„Bal u Rafała” staje się okazją do skonfrontowania konwencji z opowieścią o uczuciach, a właściwie jednym z uczuć – smutkiem.
Teksańska gwiazda spokojnie może konkurować w tej niesymetrycznej płciowo dyscyplinie z największymi postaciami hip-hopu.
Dla kolekcjonera remiksów Madonny to ledwie początek drogi, z ciekawszymi wersjami w perspektywie.
Jeśli komuś się już znudziły hity z lat 80., może posłuchać nowych, oryginalnych utworów nawiązujących do tamtej epoki.
Niektórych odstraszyć może gęstością i intensywnością, da się tu jednak zobaczyć przyszłość, szczególnie atrakcyjnej fuzji jazzu z R&B.
Klarnetowo-wiolonczelowe trio Bastarda odkryło jakąś magiczną formułę.
Pomysłu i spójności w tym za grosz, w lepszych momentach Depp się chowa, a Beck brzmi i tak jak cień samego siebie.
Czołowa postać amerykańskiej sceny muzycznej nie wydaje albumów przypadkowych, o czym świadczyła sześć lat temu płyta „Lemonade”.
W muzyce Kanadyjczyków słychać dzikość metalu, ale zarazem elementy punka i przerażenia nie tyle piekłem i demonami, co otaczającym nas światem maszyn, z katastrofą w Czarnobylu i tragicznie zakończoną misją promu Challenger w tle.
Muzyka, którą gra angielskie trio Black Midi, nie należy może do prostych przyjemności, ale członkowie tej formacji – rocznik 1999! – to najlepsi instrumentaliści swojego pokolenia.
Na płycie skrzypaczka włącza się w jazzowe poczynania kolegi z dyskrecją, wchodzi w dialog, a instrument Gagliano, na którym gra, brzmi pięknie.
Takie albumy są po to, żeby się wsłuchać i wczuć w ten moment w czasie, choćby nas tam wtedy nie było.
Bohater z Drużyny 2115, czołowego środowiska młodego polskiego rapu – nieschodzącego ze szczytów list przebojów – na solowej płycie brzmi, jakby ktoś cofnął nas w czasie do lat 90.