Recenzja płyty: Iron&Wine, "Kiss Each Other Clean"
Ten zestaw piosenek jest wyjątkowo przystępny.
Ten zestaw piosenek jest wyjątkowo przystępny.
Efekt zadziwiająco przyjemny.
W muzyce tej formacji dużo więcej jest rocka i bluesa niż występującego w nazwie stylu country.
Niesamowitą barwę głosu młodej wokalistki najlepiej eksponują brytyjscy producenci.
Ostry, szorstki, metalowy rock, pełen emocji i lekceważenia dla mijających muzycznych mód.
Muzyka na tej płycie mocno hałasuje, zaś ekspresja wokalna Cichej nic nie ma wspólnego z osławioną „krainą łagodności”.
Dla każdego (zwolennika bluesowego grania) coś miłego.
Po wysłuchaniu tej płyty pozostaje w pamięci ciepły wokal, eleganckie aranżacje, no i cały ten urok muzycznych evergreenów.
Kilka przebojowych piosenek ucieszy masową publiczność.
Śmiało podjęty przez artystę wyścig z sobą samym kończy się porażką.
Wszystko niezwykle oryginalne, zaskakująco przystępne, świetnie zrealizowane dźwiękowo i prezentowane z sukcesami na całym świecie.
Wszystkie utwory są pieczołowicie i chwilami zaskakująco zaaranżowane i perfekcyjnie wykonane.
Ta muzyka to wszystko, tylko nie czasoumilacz na grudniowe zawieszenie między zakupami a opłatkiem.
To wybitna płyta, mimo że nie wnosi niczego nowego do obrazu amerykańskich hiphopowych superprodukcji ostatniej dekady.
Rezultat wspólnej pracy starszych panów jest bardzo dobry, choć nieco anachroniczny.
To, co robią Voodoo, Johnson przywodzi na myśl brzmienie takich gigantów jak Led Zeppelin czy Aerosmith.
Seria piosenek w klimacie retro.
To, co teraz Państwo czytają, jest opisem wydawnictwa rewelacyjnego, ale już niedostępnego.
●●●○○○
Piosenki schodzą na dalszy plan, liczy się samo zanurzenie w dźwięk.