Klasyki Polityki

Druh Andrzej

Jak PiS wymyślił Andrzeja Dudę

Czterdziestolatek Andrzej Duda został szefem kampanii PiS do europejskiego parlamentu. Czterdziestolatek Andrzej Duda został szefem kampanii PiS do europejskiego parlamentu. Bartosz Krupa / EAST NEWS
Zaledwie pięć lat temu Andrzej Duda został szefem kampanii PiS do europarlamentu.

Artykuł ukazał się w tygodniku POLITYKA w lutym 2014 r.

Andrzej Duda wystąpił obok Jarosława Kaczyńskiego w telewizyjnym spocie. W tej partii to awans na generała.

Czterdziestolatek Andrzej Duda został szefem kampanii PiS do europejskiego parlamentu. Już to świadczyło, że prezes darzy go zaufaniem. Poniekąd – odziedziczonym. Sam Duda wspomina, że prezydent Lech Kaczyński często mawiał do niego: „Aż mi trudno uwierzyć, że ministrem w mojej Kancelarii jest chłopak, który mógłby przecież być moim synem”. I nie chodziło tylko o te 23 lata różnicy między prezydentem i jego ministrem do spraw prawnych, ale też o pewną zbieżność dat. Lech Kaczyński i ojciec Andrzeja Dudy urodzili się w tym samym, 1949 r. To zdanie stało się dla Dudy czymś w rodzaju przykazania lojalności, testamentem, dla którego był w stanie poświęcić polityczne relacje i przyjaźnie. – On uważa, że prezydent nigdy nie wybaczyłby swoim dawnym współpracownikom (Paweł Kowal, Michał Kamiński, Adam Bielan, Elżbieta Jakubiak – red.), że opuścili jego brata – opowiada jeden z posłów PiS.

W obronie ciąży

Gdy w 2005 r. PiS wygrało wybory, Duda, mało znany pracownik Wydziału Prawa UJ, kończył doktorat. Nigdy nie zdawał na żadną aplikację prawniczą. Kilka tygodni po wyborach prezes oddelegował Arkadiusza Mularczyka do pisania ustawy lustracyjnej. Ten szukał pomocy teoretyków, a z Dudą skontaktował go ich wspólny kolega z harcerstwa. Duda w Sejmie pierwszy raz zaistniał jako ekspert PiS na posiedzeniach specjalnej komisji, która pracowała nad nowym prawem lustracyjnym. Jego żona Agata, germanistka w krakowskim liceum, była z tego politycznego zaangażowania męża wybitnie niezadowolona. Bardzo ciężko przeżyła internowanie swojego ojca, poety Juliana Kornhausera. Nie chciała polityki w domu. Znajomi opowiadają, że do dziś, gdy Andrzej wraca do domu, przed drzwiami czeka na niego worek ze śmieciami. To żona dba o to, by w domu był przede wszystkim mężem i ojcem ich 18-letniej córki.

Środowisko naukowe UJ kategorycznie sprzeciwiało się pisowskiej wersji lustracji. Wiele osób na uniwersytecie uznało, że Duda ponosi za to współodpowiedzialność. Wtedy Zbigniew Ziobro, też prawnik bez aplikacji, zaproponował mu stanowisko swojego zastępcy w Ministerstwie Sprawiedliwości. Tworzyli zgrany duet, odwiedzali się w domach. Kiedy Duda zajmował się pisaniem surowego prawa, Ziobro mógł uprawiać politykę.

Gdy PiS przegrało przedterminowe wybory, Zbigniew Ziobro wychodził dla Andrzeja Dudy ministerialną posadę w kancelarii Lecha Kaczyńskiego. Duda tak dziś na to patrzy: – To był zaszczyt. Okazało się, że umiem pisać spójne teksty legislacyjne i mogę się przydać panu prezydentowi. Uważam, że to był rodzaj powołania, na które odpowiedziałem. Ale ze strony Ziobry to nie była zwykła przyjacielska przysługa. Wielu widziało to tak, że Ziobro chciał mieć nasłuch na to, co dzieje się w Pałacu.

W czasie prezydentury Kaczyńskiego Duda zaistniał właściwie tylko raz, kiedy podczas sejmowej debaty nad prezydenckim projektem wydłużającym wypłatę emerytur pomostowych oskarżył Donalda Tuska o to, że zamiast sam odpowiadać na pytania, „zasłania się” wiceminister pracy Chłoń-Domińczak, „która jest w zaawansowanej ciąży”. „Czuję ogromny dyskomfort, patrząc na to” – mówił Duda. Po tym wystąpieniu, z platformerskiej strony sali, stenogramy odnotowały: „Zejdź z trybuny, ty prostaku!” (Niesiołowski), „Podła kanalia!”. Jednak jego notowania u braci Kaczyńskich poszybowały w górę.

W obronie osób trzecich

W oficjalnych przekazach partyjnych to Antoni Macierewicz, opowieściami o wybuchu i zamachu, ma zaspokajać apetyty smoleńskiego elektoratu PiS. Duda zaś ma być ukłonem w stronę centroprawicowego, inteligenckiego wyborcy, „sieroty po popisie”. Czy wierzy w zamach? – Nie jestem w stanie powiedzieć – odpowiada – ale chcę uczciwego wyjaśnienia tej sprawy i powrotu wraku.

Na spotkaniach z tzw. ludem smoleńskim Duda nie ma jednak wątpliwości: „Wreszcie udało się im załatwić tego prezydenta – nazwijmy rzecz po imieniu” – mówił we wrześniu zeszłego roku w Mielcu. I dalej: „Na wizytę przygotowawczą do Rosji chciał polecieć minister prezydenta, ale powiedziano mu, że tam już pojechał pan minister Arabski, a on spotykał się w restauracji z jakimiś dziwnymi panami z otoczenia Putina. Dziś jest już na placówce. (...) W 1970 r., kiedy strzelano pod stocznią, pan generał, który dowodził tym, też wylądował na placówce. Te metody się nie zmieniają. W MSZ niewiele się zmieniło, bo zamiast tatusiów są ich synowie”. Jakby fraza Macierewicza.

Dwa dni przed ostatnimi świętami Bożego Narodzenia, razem z członkami Klubu „Gazety Polskiej”, przy grobie pary prezydenckiej na Wawelu dzielił się opłatkiem, śpiewał kolędy i opowiadał o ostatniej wieczerzy wigilijnej z prezydentem. – On jest szczerze lojalny wobec prezydenta Kaczyńskiego, ale też dba, by prezes to widział – mówi osoba z bliskiego otoczenia Kaczyńskiego.

Duda jest w stałym kontakcie z bratanicą prezesa Martą Kaczyńską. Kiedy tylko prezydencka córka przyjeżdża do Krakowa, może liczyć na posła PiS. To też pomaga mu w budowaniu dobrych relacji z prezesem. A te tuż po katastrofie smoleńskiej były nadwyrężone. Kiedy do Pałacu wprowadziła się ekipa Bronisława Komorowskiego, wyszło na jaw, że jego poprzednik ułaskawił skazanego za wyłudzenia biznesmena Adama S., wspólnika Marcina Dubienieckiego, męża Marty Kaczyńskiej. Wniosek o ułaskawienie, w trybie szybszym niż zwykle, przygotowywał Duda. Jarosław Kaczyński chciał całą odpowiedzialność zrzucić właśnie na niego. Duda nie dał się jednak złapać w tę pułapkę. Oświadczył przed dziennikarzami w Sejmie, że „Prośba o ułaskawienie spełniała kryteria, na które prezydent Lech Kaczyński zwracał uwagę: naprawienie szkody i dobro osób trzecich”. I dodał, że według niego nie mogło dojść do żadnych nieprawidłowości. To właśnie wtedy Ziobro musiał się za nim wstawić u prezesa.

W imię lojalności

Zaraz po wyborach parlamentarnych w 2011 r. Duda celująco zdał najważniejszy test lojalności. Jarosław Kaczyński postanowił wtedy wyrzucić z partii krytykujących go polityków, którym przewodził Zbigniew Ziobro. – Arkadiusz Mularczyk uważał, że ja mam obowiązek iść za nimi. Ja uważałem, że to był błąd – mówi Duda. A Ziobro był pewny, że Duda właśnie wtedy zacznie spłacać swój dług wdzięczności. Przecież rok wcześniej dzięki poparciu Ziobry PiS wystawiło Dudę na prezydenta Krakowa. Wynegocjował z partyjnym skarbnikiem spore pieniądze na kampanię nieznanego w stolicy Małopolski kandydata. Plakaty z Dudą wisiały dosłownie wszędzie. Choć nie wszedł do drugiej tury, to stał się na tyle rozpoznawalny, że rok później dostał się do Sejmu. Zdobył aż 80 tys. głosów, szósty wynik w kraju.

„Koniunkturalista i karierowicz” – mówi dziś o Dudzie Mularczyk.

Teraz, kiedy mijają się na sejmowych korytarzach, udają, że się nie znają, choć muszą współpracować jako zastępcy przewodniczącego sejmowej komisji odpowiedzialności konstytucyjnej. – Zachowują się dość profesjonalnie i jeśli to jest konieczne, to na komisji odzywają się do siebie, ale raczej chłodno – mówi Robert Kropiwnicki (PO) z prezydium komisji.

Nowa gwiazda PiS publicznie, w Sejmie, stara się zachować klasę i nie obraża byłych kolegów. Jednak kiedy przemawia na zamkniętych spotkaniach, do swojego elektoratu, nie jest dla nich już tak łaskawy: „Zbigniew Ziobro mógłby się jeszcze przez dziesięć lat pouczyć przy Jarosławie, nabrać doświadczenia i byłby pełnym politykiem”. Ziobro nie komentuje. Wie, że były minister w Kancelarii Prezydenta odpowie mu, że spadkobiercą politycznym prezydenta jest jego brat i dlatego on przy nim trwa, a Ziobro zdradził.

Kilku naszych rozmówców z PiS mówi, że prezes promuje Dudę również dlatego, by odegrać się na Ziobrze, który przecież też jest z Krakowa. Odejście ziobrystów wzmocniło Andrzeja Dudę w partyjnej hierarchii. Po wybuchu afery Amber Gold wyrósł na szeryfa PiS, miał reprezentować partię w komisji śledczej. Wyszedł z cienia Ziobry, ale prezes czuje się przy nim bezpiecznie, bo Duda za krótko jest w PiS i nie zdążył zbudować politycznego zaplecza.

Czy chciałby zostać europosłem? – Jestem szefem sztabu wyborczego do Parlamentu Europejskiego, ale bardziej interesuje mnie polityka krajowa. O tym, czy będę startował, poinformujemy w odpowiednim czasie – odpowiada lakonicznie. W Krakowie PiS potrzebuje silnego kandydata, więc Duda najpewniej będzie musiał powalczyć o euromandat. Ale jak mówią lokalni działacze, po kilku miesiącach spędzonych w Brukseli stanie do wyborów na prezydenta Krakowa. – Pewnie nie pokona prezydenta Majchrowskiego, ale chcemy, aby przeszedł z nim do drugiej tury. To nas wzmocni przed wyborami parlamentarnymi – mówi jeden z ważnych lokalnych działaczy. Duda bardzo nie lubi, gdy ktoś go pyta, czy chce być kolejnym premierem z Krakowa. Wie, że to nie spodobałoby się prezesowi.

W imię tradycji

Tadeusz Lemański, architekt z Krakowa, syn byłego posła SLD, który współpracował z Dudą, mówi, że nie jest on typowym pisowcem: – Widać, że spędził lata w harcerstwie. Jest uczciwy, lojalny i oddany pracy. Jeśli PiS wróci do władzy, choć ja bym sobie tego absolutnie nie życzył, to mam nadzieję, że jest tam więcej takich ludzi jak Andrzej.

Duda dba o te harcerskie przyjaźnie. Raz w roku już od 20 lat wyjeżdża z przyjaciółmi w góry. Jednego z nich zatrudnił w swoim biurze poselskim. W krakowskiej kamienicy jego biuro poselskie sąsiaduje z biurem Anny Grodzkiej. Ona jako jedyna z małopolskich posłów usiadła z Dudą do okrągłego stołu na temat sytuacji mieszkaniowej w Krakowie.

Dziennikarz Radia Kraków Marcin Kwaśny mówi, że Duda już w kampanii wyborczej kreował się na swojaka, bliskiego ludziom: taki Tusk, tylko że z PiS. Jest wierzący, ale zapewnia, że księży radzi się tylko w konfesjonale. – Gdybym miał sąsiadów homoseksualistów, którzy na siłę nie żądają zrównania swoich praw z prawami małżeństw, to podawałbym im rękę – mówi Duda. A in vitro? – Jestem przeciw, ale rozumiem ludzi, którzy bardzo chcą mieć dzieci, a nie są w stanie pokochać adoptowanych.

Duda wyrastał w akademickim, konserwatywnym domu. Rodzice, matka chemik, ojciec automatyk, są profesorami w Akademii Górniczo-Hutniczej. Ten rodowód, jak i to, że dziadek Dudy był w AK, bardzo pasuje prezesowi.

Andrzej Duda kilka dni temu wystąpił obok prezesa PiS w telewizyjnym spocie. Ma być kolejną nową twarzą PiS. Duda jeździ na nartach, dobrze wygląda, nosi dopasowane garnitury, sprawnie mówi. To ewidentny znak, że partia przestawia się na wyborcze tory. To PiS w wersji light, które może spodobać się centrowym, znużonym Platformą wyborcom.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Na północ od Madrytu – kastylijskim szlakiem zamków i wina

Niecałe trzy godziny lotu do hiszpańskiej stolicy i krótka jazda samochodem przenoszą nas w samo serce Krainy Zamków. Teraz jest najlepszy moment, bo tłumy turystów zniknęły, a winiarze z La Rioja czekają z poczęstunkiem.

Paweł Moskalewicz
25.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną