Chore mięso, taśmy i uczciwość. Życie codzienne w IV RP

Życie codzienne w IV RP
Polityka nigdy nie była uprawiana w białych rękawiczkach. Ale to, co wyprawia obecnie rządząca formacja, w głowie się nie mieści.
Radosław Sikorski zauważył kiedyś, że tzw. hakownia zarządzana przez dobrą zmianę otwiera swoje przestronne podwoje wtedy, gdy znajduje się po temu pilna potrzeba polityczna.
jurek d./Flickr CC by 2.0

Radosław Sikorski zauważył kiedyś, że tzw. hakownia zarządzana przez dobrą zmianę otwiera swoje przestronne podwoje wtedy, gdy znajduje się po temu pilna potrzeba polityczna.

Bruno Miecugow mawiał (już w 2007 r.): „Wprawdzie jeszcze jej nie ma, to już nam świta ta nasza Czwarta Rzeczpospolita”. Niemniej bywa, że przyszłość jest ontologicznie obecna w teraźniejszości, a potwierdzeniem tego jest aktualnie dziejące się życie codzienne (prywatno-publiczne, by tak rzec) w Polsce. W Holandii miało miejsce 96-dniowe nabożeństwo (w kościele protestanckim) dla uratowania armeńskiej rodziny zagrożonej deportacją. Akcja zakończyła się powodzeniem.

A w Polsce? Oto petycja wisząca w internecie: „Apelujemy o poparcie wniosku złożonego przez rodzinę [mieszkańców Legnicy] o pobyt humanitarny i anulowanie decyzji o deportację rodziny Kopyschczyk z Ukrainy z małymi dziećmi. 28.01.2019 r. otrzymali decyzję o deportacji na Ukrainę”. Rzecz spotkała się ze zrozumieniem w Legnicy i nie tylko. Zaglądam na oficjalną stronę kurii lokalnej diecezjalnej. Ani słowa o problemie Kopyschczyków, nawet o mszy w intencji rozwiązania problemu tej rodziny.

Czytaj także: Dlaczego Polacy tak się boją uchodźców?

Bliźniego swego trzeba kochać, ale na odległość

Okazuje się, że uchodźcy odgrywają niepoślednią rolę w pedagogice stosowanej. Oto zdarzenie sprzed kilku dni. Kraków, jedna z największych galerii handlowych. Wchodzi nieźle odziane małżeństwo z kilkuletnim dzieckiem. Chłopczyk biegnie w głąb jednego ze sklepów. Troskliwy tata woła za nim: „Piotruś, wracaj, bo uchodźcy cię zabiorą”. Na uwagę, że przecież tak nie można, krzyczy z oburzeniem: „Proszę się nie wtrącać”. I takie są skutki oficjalnej propagandy w sprawie uchodźców, a także milczenia polskich hierarchów katolickich w rzeczonej sprawie, aczkolwiek ich enuncjacje są pełne słów o tym, że bliźniego swego trzeba kochać jak siebie samego, aczkolwiek raczej na odległość (w miejscu jego zamieszkania), a nie u siebie.

Jeden z polskich profesorów mieszkających w zdziczałej, lewackiej i moralnie indyferentnej Europie Zachodniej chciał zaprosić swego kolegę na obiad w niedzielę. Ten drugi szczerze podziękował, ale wyjaśnił, że w każdy siódmy dzień tygodnia udaje się do obozu uchodźców, aby tam rozlewać zupę. Swoją drogą ciekawe, że zarówno w czasach PRL, jak i na przednówku IV RP zgnilizna moralna regularnie napływa z kierunku zachodniego.

Sanitarna nędza polskiego przemysłu mięsnego

Okazało się, że jedna (tylko?) rzeźnia ubijała chore krowy i przekazywała je do produkcji mięsa, trafiającego potem do polskich konsumentów i na eksport. To drugie było znacznie boleśniejsze dla przedstawicieli władzy. Minister Ardanowski lubiący podnosić głos i krzyczeć, jak np. w kierunku myśliwych odmawiających strzelania do dzików, znowu wystąpił w dość teatralny sposób. Zagroził karami dla producentów, sprzedawców, a nawet kierowców wożących zakażony towar. Chyba to zbyt restryktywne i dobroduszne podejście, bo powinien także wnosić o ukaranie konsumentów, zwłaszcza zagranicznych, bo gdyby nie kupili i nie spożyli trefnego mięsa, to rzecz by się nie wydała.

Tak naprawdę rzeczona afera odsłoniła sanitarną nędzę polskiego przemysłu mięsnego i niefrasobliwość służb weterynaryjnych – te okoliczności umożliwiają kombinowanie kończące się handlowaniem chorym mięsem. I jeszcze mały szczegół. Jakiś myśliwy zastrzelił syberyjskiego rysia, chronionego prawnie. Ciało zwierzęcia znaleziono na posesji dzielnego wojaka lasu. A to z kolei skutki ulegania lobby łowczego.

Adam Szostkiewicz: Jeśli obecna władza nie rozładuje afery ubojowej, może na niej przegrać wybory

Wyrozumiałość ministra Ziobry

Pan Brudziński wyjawił, że chyba nie zrobiono wszystkiego w związku z manifestacją kierowaną przez p. Rybaka w Oświęcimiu. To truizm, ponieważ nigdy nie jest tak, że robi się wszystko, co możliwe w danej sytuacji. Niemniej zrobiono bardzo dużo, np. (powtarzam to, ale nie szkodzi) wylegitymowano protestujących przeciwko poczynaniom p. Rybaka i zrealizowano postulat wolności słowa. Dziennikarze ustalili, że rzeczony beneficjent swobody wypowiedzi paradował na konwencji Solidarnej Polski w 2014 r. i pozdrowił zebranych w imieniu p. Kukiza. Pan Ziobro tłumaczy, że nie wiedział wtedy, kim jest p. Rybak. Jak napisał Kołakowski w jednym ze swych esejów: niewiedza jest grzechem, a tłumaczenie się niewiedzą jest dodawaniem nowego grzechu do dawnych.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj