Kraj

Na co poszło 30 mln zł w kampanii? „Polityka” prześwietla wydatki PiS

PiS w kampanii 2019 PiS w kampanii 2019 Jakub Porzycki / Agencja Gazeta
Ponad milion złotych PiS wydał na konwencję w Lublinie, tradycyjnie sporo też na ochronę prezesa Kaczyńskiego. Doszły do tego kosztowne spoty, zwłaszcza klip z udziałem młodego chłopaka na ławce w parku.

Partia Jarosława Kaczyńskiego, która zdobyła 235 mandatów w Sejmie i 48 w Senacie, wydała na kampanię 30 mln 29 tys. zł. „Polityka” zapoznała się ze sprawozdaniem finansowym komitetu i jako pierwsza je opisuje. Wszystkie komitety były zobowiązane złożyć sprawozdania do 13 stycznia.

  • Najwięcej PiS wydał na ekspozycję plakatów i spotów wyborczych – 12 mln 406 tys. zł. W tym:

5 mln 380 tys. zł – powierzchnie na plakaty (najczęściej wielkoformatowe billboardy)
2 mln 828 tys. zł – promocja kandydatów w internecie
1 mln 43 tys. zł – ogłoszenia i artykuły sponsorowane w prasie
1 mln 152 tys. zł – promocja w radiu
2 mln zł – spoty emitowane w telewizji

  • Trzeba doliczyć koszt produkcji tych materiałów. PiS nie oszczędzał – wydał w sumie 8 mln 968 tys. zł:

4 mln 982 tys. zł – plakaty (wielkie i mniejsze, wieszane na płotach)
1 mln 388 tys. zł – spoty wyborcze
1 mln 135 tys. zł – projekty i wydruk ulotek
662 tys. zł – inne wydawnictwa (m.in. wyborcze gazetki kandydatów)
608 tys. zł – gadżety (plakietki, krówki, chorągiewki)
190 tys. zł – materiały wykorzystane w reklamach internetowych

Najdroższa konwencja PiS – w Lublinie

Partia sporo wydała na spotkania z wyborcami. Za wynajem sal i nagłośnienie (w przypadku dużych konwencji i mniejszych spotkań) zapłacono 4 mln 746 tys. zł. Doszły koszty podróży i noclegów (827 tys. zł). Najdroższa okazała się konwencja w Lublinie z 7 września 2019 r. Prezes obiecał wówczas budowę „państwa dobrobytu”, zrównanie poziomu Polski z europejskim w perspektywie 14 lat i wyższą płacę minimalną (do 3 tys. zł w 2020 r.). Za przygotowanie i obsługę konwencji komitet zapłacił rekordowe 1 mln 234 tys. zł. Fakturę wystawiła współpracująca z partią od kilku lat agencja Just Point z Warszawy.

Konwencja w Łodzi (14 września) kosztowała 200 tys. zł, w Kielcach – 242 tys., w Chełmie – 499 tys. Za „kreację do cystern wstydu oraz ulotek do nich” Just Point wystawiło rachunek na 19 tys. zł. Przypomnijmy: pojazdy oklejono hasłami wskazującymi, że poprzednia władza rozkradła straty budżetu z tytułu luki VAT. Za wynajęcie czterech cystern PiS zapłacił 191 tys. zł.

Czytaj także: Na co PiS wydał partyjne pieniądze w 2018 r.

Drogi spot z ławeczką

Agencja Just Point odpowiadała także za spoty (w sumie PiS zapłacił jej 2,7 mln zł). Wielu obserwatorów kampanii zachwycało się prostym pomysłem na dwuminutowy klip – młody chłopak, bohater materiału, siedzi w parku na ławce i krytykuje opozycję. Spot okazał się kosztowny (168 tys. zł).

Z ciekawostek: za wydruk 2 tys. sztuk programu wyborczego komitet zapłacił 52 tys. zł, za 3 tys. koszulek kampanijnych – 65 tys., a za 3 tys. „machaczy” z napisem „Dobry czas dla Polski” – 13 tys. zł. 200 tys. biało-czerwonych chorągiewek kosztowało 116 tys. zł.

Tajemnicze rachunki za kampanię w internecie

W rachunkach PiS jest wiele faktur za kampanię w internecie wystawionych przez warszawską agencję marketingową. Znajdujemy takie opisy: „kampania promująca treści 3–6 września” opiewa na kwotę prawie 100 tys. zł, 4–5 września – 50 tys. zł, 24–29 września – 149 tys. zł. Za jeden dzień pracy na Twitterze PiS płacił 10 tys. zł, a za kampanię „aktywizującą” prowadzoną 2–11 października – 143 tys. zł. Inna agencja za „usługi reklamowe w serwisie Facebook” wystawiła osiem faktur, każda na 50 tys. zł.

Wielu kandydatów przyniosło jeszcze osobne faktury. W tym ziobryści: Jacek Ozdoba (5 tys. zł), Sebastian Kaleta (12 tys.), Janusz Kowalski (dziś wiceminister aktywów państwowych; 10,5 tys. zł). Na co dokładnie szły te pieniądze i jak była prowadzona kampania internetowa, tego w sprawozdaniach nie znajdziemy. Opisy w dokumentach są bardzo zdawkowe. Nie dowiemy się, jak partie namierzają w sieci potencjalnych zwolenników i jak o nich zabiegają z pomocą reklamy profilowanej. Wiele organizacji alarmuje, że dzieje się to po cichu i bezprawnie. A posłom nie spieszy się do uregulowania prawa o prowadzeniu kampanii w internecie, choć już ponad rok temu PKW sygnalizowała taką potrzebę.

Premier swoją, a PiS swoją firmę od promocji

PiS polegał na firmach sprawdzonych w poprzednich bojach. Jedną z nich jest Media Film Dariusza Gąsiora z Rzeszowa. W rozliczeniu znaleźliśmy ponad 70 faktur za techniczne przygotowanie i obsługę mniejszych spotkań prezesa PiS i członków rządu, a także regionalnych konwencji wyborczych, które odbywały się kilka razy w tygodniu. Firma wystawiła faktury na sumy od 3 tys. (np. za „przygotowanie spotkania briefingu Grójec”) do 78 tys. zł (przygotowanie pikników rodzinnych w Zbuczynie i Stalowej Woli 18 sierpnia 2019 r.). Łącznie opiewają na prawie 1 mln 250 tys. zł.

Dla premiera Morawieckiego pracowała inna firma, założona jesienią 2017 r. jednoosobowa spółka Stopro Dominika Basiora. „Za organizację wrześniowych spotkań Premiera Mateusza Morawieckiego z mieszkańcami – Biłgoraj, Świdnik, Pleszew, Budko, Staszów” – firma zainkasowała ok. 48 tys. zł. Rachunki opiewają na łączną kwotę 261 tys. zł. Wiadomo, że większość wyjazdów w kampanii Morawiecki odbywał jako premier, a za ich przygotowanie płaci KPRM (czyli podatnicy). To nierozwiązany problem wielu premierów, kiedy są kandydatami i szefami rządu zarazem.

„Wybieram Śląsk”, czyli Morawieckiego

PiS podpisał ze Stopro także umowę na prowadzenie kampanii Morawieckiego na Śląsku, gdzie kandydował. Firma zamówiła druk i ekspozycję plakatów za 210 tys. zł, druk gazety „Wybieram Śląsk” (280 tys. egzemplarzy) za 121 tys. zł (30 tys. dystrybuowano w samych Katowicach). Na sześć dni wynajęto auto i oklejono je materiałami wyborczymi (14 tys. zł). Stopro prowadziła też kampanię w mediach społecznościowych (88 tys. zł). Za wszystkie „śląskie” usługi na rzecz premiera firma wystawiła fakturę na 329 tys. zł.

Inni kandydaci nie mogli liczyć na tak wielką hojność PiS. Na kampanię Ziobry w okręgu kieleckim komitet wydał 43 tys. zł (najwięcej, 15 tys. zł, na billboardy). Minister miał też inne zasoby, zwłaszcza przychylność TVP. Z kolei szef kancelarii premiera Michał Dworczyk w swoim okręgu wyborczym wydał na kampanię 76 tys. zł.

Czytaj także: Wydatki PiS na eurokampanię

Na ochronę prezesa i sondaże

Na prawników PiS wydał 288 tys. zł. Obsługę prawną zapewniała mu – niezmiennie od lat – gdańska kancelaria adwokacka Gotkiewicz Kosmus Kuczyński i Partnerzy. Grzegorz Kuczyński, odkąd PiS przejął władzę, zasiada w radzie nadzorczej PGE. Na ochronę przez dwa miesiące partia wydała 150 tys. zł. W umowie zawartej z firmą ochroniarską Grom Group (znów: niezmiennie od lat ochrania Kaczyńskiego) czytamy, że podczas spotkań z wyborcami i konwencji prezesowi towarzyszyło „co najmniej czternastu pracowników ochrony”. Komitet podpisał z firmą Grom Group umowę na dodatkową ochronę (dwóch funkcjonariuszy więcej) na 1–11 października. Usługa kosztowała 23 tys. zł.

W kampanii mówiło się, że PiS zamawia sporo sondaży. Z faktur wynika, że postawiono głównie na badania jakościowe (wydatek sięgający 315 tys. zł). Partia zapłaciła też za badanie „demografii i problemów społecznych” (55 tys. zł) i badanie „ilościowe motywacyjne” (55 tys. zł). Faktury wystawił Piotr Agatowski, współpracujący z partią od kampanii prezydenckiej Andrzeja Dudy w 2015 r.

PiS wydał jeszcze 1 mln 82 tys. zł na wynagrodzenia dla pracujących przy kampanii działaczy: kierowców i – jak czytamy w dziesiątkach umów dołączonych do sprawozdania – pracowników biurowych. Ich wynagrodzenia wyniosły od 1,5 do 7 tys. zł na rękę.

Czytaj także: Ile kosztuje Jarosław Kaczyński?

A co z banerami na płotach?

PiS jeszcze w poprzedniej kadencji przeforsował zmiany w prawie zwalniające komitety wyborcze z opłat za udostępnienie przez osoby prywatne miejsca do ekspozycji banerów. Tyle że w sprawozdaniach należy ujawnić wartość wszystkich nieodpłatnych świadczeń. PiS wpisał w tej rubryce 69 tys. zł, ale to tylko wartość użyczenia pomieszczeń w partyjnej centrali. O miejscach udostępnianych przez Polaków dobrowolnie nie ma ani słowa.

W przypadku wyborów europejskich i samorządowych PiS zrobił tak samo: korzystał z darmowych miejsc na banery. Wszyscy widzieli, jak wiele wisiało ich na płotach. Politycy w wywiadach opowiadali, że sympatycy chętnie oddają im za darmo własne ogrodzenia. Krajowe Biuro Wyborcze, badając sprawozdania za wybory samorządowe, zapytało PiS, czy korzystał z darmowych miejsc do ekspozycji plakatów. Partia przeczyła. W kampanii do parlamentu PiS najwyraźniej znów nie dopełnił obowiązku, nie wyceniając tej ważnej powierzchni promocji. PKW nie ma jednak narzędzi, aby udowodnić, że złamał prawo.

Czytaj także: Jak PiS walczył o darmowe plakaty wyborcze na płotach

Zwrot kosztów kampanii

PiS – tak jak wszystkie partie, które wystawiły komitety wyborcze i dostały się do Sejmu – otrzyma dotację, czyli zwrot kosztów kampanii. To spory zastrzyk finansowy. Ile kto dostanie, będzie wiadomo, gdy PKW zbada sprawozdania, czyli najwcześniej wiosną 2020 r. Kwotę wylicza się, sumując wydatki wszystkich komitetów, które uczestniczyły w podziale miejsc w parlamencie. Pula jest potem dzielona proporcjonalnie do liczby zdobytych mandatów poselskich i senatorskich.

Dotacja nie może być wyższa niż wydatki komitetu. Sumy będą zapewne wysokie, bo partie nie oszczędzały, mimo że musiały zmieścić się w limitach narzuconych przez PKW.

Czytaj także: Skąd partie mają pieniądze

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Kawiarnia literacka: Jerzy Pilch, Kinga Strzelecka

Polska to nie jest kraj, w którym wypada mówić, że 500 plus nie należy się wszystkim.

Jerzy Pilch, Kinga Strzelecka
26.05.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną