Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty w okazyjnej cenie!

Subskrybuj
Kraj

To będzie sądny wrzesień. Czy władza PiS rzuci Unii rękawicę?

Budynek Sądu Najwyższego w Warszawie Budynek Sądu Najwyższego w Warszawie Mariochom / Wikipedia
Dwanaścioro sędziów represjonowanych za niezależność ma we wrześniu osądzić Izba Odpowiedzialności Zawodowej. Władza rzuca Unii rękawicę? Czy może jednak nowa Izba SN przywróci ich do orzekania, żeby popłynęły do nas pieniądze z KPO?

Prezydent Andrzej Duda wciąż nie wyznaczył sędziów do Izby Odpowiedzialności Zawodowej (zastąpiła Izbę Dyscyplinarną), więc zapowiadane sprawy osądzi troje sędziów tymczasowych Izby i dwaj neosędziowie – wszyscy wyznaczeni przez pierwszą prezes Sądu Najwyższego Małgorzatę Manowską.

Sędziowie, którzy mają być w nowej Izbie osądzeni, stosowali wyroki trybunałów w Strasburgu i Luksemburgu: uchylali orzeczenia z udziałem neosędziów, odmawiali zasiadania z nimi w składach sądzących. Tymczasem jednym z warunków otrzymania przez Polskę pieniędzy z Krajowego Planu Odbudowy jest to, aby sędziowie nie mogli być karani za stosowanie wyroków międzynarodowych trybunałów. Innym – przywrócenie zawieszonych sędziów do orzekania.

Są wątpliwości, czy nowa Izba – podobnie jak jej poprzedniczka – jest w ogóle sądem powołanym zgodnie z wymogami konstytucji i prawem Unii Europejskiej. Chodzi nie tylko o to, że w jej składzie – na razie tymczasowym – są neosędziowie. Problem jest bardziej zasadniczy: jej skład powoływany jest „po uważaniu”, bez żadnych kryteriów. Sędzia Piotr Gąciarek już złożył wniosek o przeniesienie jego sprawy do Izby Karnej SN, bo Izba Odpowiedzialności Zawodowej nie jest jego zdaniem sądem w rozumieniu konstytucji i unijnego prawa. Taki wniosek rozważa też sędzia Marzanna Piekarska-Drążek.

Czytaj też: Klincz dyscyplinarny. Improwizorka w Sądzie Najwyższym

11 do osądzenia. Jedna sprawa odwołana

Pierwsza sprawa – sędziego Krzysztofa Chmielewskiego z Sądu Okręgowego w Warszawie – miała się odbyć 8 września, ale została odwołana bez podania przyczyny. Być może w Sądzie Najwyższym trwa próba sił między tymi, którzy chcą załatwić sprawę przywrócenia do orzekania zawieszonych sędziów, a tymi, którzy „Brukseli nie chcą się kłaniać”. Sędzia Chmielewski jest zawieszony od stycznia przez Izbę Dyscyplinarną (w pierwszej instancji).

Kolejne sprawy mają się odbyć 14 września: sędziów z Krakowa Rafała Lisaka i Wojciecha Maczugi, sędzi Anny Bator-Ciesielskiej z warszawskiego Sądu Okręgowego (odmówiła orzekania z Przemysławem Radzikiem), sędzi Marty Pilśnik z Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia i sędziego Sądu Okręgowego w Częstochowie Adama Synakiewicza. Wszystkie sprawy ma sądzić skład bez neosędziów. Wśród tej piątki jeden sędzia – Synakiewicz – ma tymczasowe zabezpieczenie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Nakazuje ono polskim władzom zawiadamiać Strasburg o terminach posiedzeń sądu i podawać skład sądzący, co można rozumieć jako zapowiedź oprotestowania, gdy w składzie jednak był neosędzia.

15 września mają być rozpatrzone sprawy dwóch sędziów: Macieja Ferka z Sądu Okręgowego w Krakowie (odwołanie od zawieszenia go w czynnościach; w składzie ma być neosędzia Marek Siwek) i Macieja Rutkiewicza z Sądu Rejonowego w Elblągu (także odwołanie od zawieszenia; w składzie neosędzia Krzysztof Wiak). Ferek złożył wniosek o zbadanie sądzących „testem bezstronności” (wprowadzonym prezydencką nowelizacją znoszącą Izbę Dyscyplinarną).

20 września skład bez neosędziów osądzi odwołania od zawieszenia sędziego Piotra Gąciarka z warszawskiego Sądu Okręgowego i wniosek o zawieszenie sędzi Marzanny Piekarskiej-Drążek z Sądu Apelacyjnego w Warszawie. Piekarska-Drążek ma zabezpieczenie ETPCz.

22 września osądzone mają być wnioski o zawieszenie czterech sędzi, z których dwie pierwsze też mają zabezpieczenie ETPCz: Joanny Hetnarowicz-Sikory z Sądu Rejonowego w Słupsku (skład z neosędzią Krzysztofem Wiakiem) i Agnieszki Niklas-Bibik z Sądu Okręgowego w Słupsku (w składzie neosędzia Marek Siwek). Tymczasowy prezes Izby Odpowiedzialności Zawodowej Wiesław Kozielewicz w ramach wykonania postanowienia zabezpieczającego ETPCz zawiadomił MSZ o terminie rozprawy w sprawie Niklas-Bibik i podał skład sądzący z datami powołania sędziów do SN.

Tego samego dnia skład (z neosędzią Wiakiem) rozpatrzy wniosek o odebranie immunitetu dwóm sędziom Sądu Apelacyjnego w Katowicach: Aleksandrze Janas i Irenie Piotrowskiej, którym rzecznik dyscyplinarny chce postawić zarzut karny nadużycia uprawnień za zadanie pytania do TSUE o prawomocność powołania sędziów przez neo-KRS.

Z naszych informacji wynika, że wnioski o wyłączenie neosędziów i „test bezstronności” złożyło w sumie sześcioro sędziów: Maciej Ferek, Krzysztof Chmielewski, Joanna Hetnarowicz-Sikora, Rafał Lisak, Wojciech Maczuga i Agnieszka Niklas-Bibik. Jednak „test bezstronności” nie może dotyczyć wyłącznie trybu powołania. Należy w nim wykazać, że w konkretnej sprawie i warunkach dany sędzia (neosędzia) nie gwarantuje bezstronności. Dlaczego to ważne? Bo tylko jeden wniosek o taki test – sędzi Hetnarowicz-Sikory – przeszedł pomyślnie kontrolę dopuszczalności. Pozostałe zostały odrzucone jako niespełniające wymogów.

Czytaj też: Na złotych spadochronach. Odwrót neosędziów z SN

Dalej represjonują sędziów

Władza, która co rusz ogłasza, że właściwie nie potrzebuje unijnych pieniędzy i nie będzie o nie błagać, dalej prześladuje sędziów. Właśnie kolejne zarzuty dyscyplinarne dostał Dariusz Mazur, krakowski sędzia, członek stowarzyszeń Iustitia i Themis. Dotyczą wywiadu dla Onetu, w którym krytykował pierwszą prezes SN Małgorzatę Manowską za jej manewry wokół zawieszonej przez TSUE Izby Dyscyplinarnej.

Z kolei sędzia warszawskiego Sądu Apelacyjnego Marzena Piekarska-Drążek została przeniesiona z wydziału karnego, w którym całe sędziowskie życie orzeka, do wydziału pracy i ubezpieczeń społecznych. Ma teraz sądzić w dwóch wydziałach, bo musi dokończyć rozpoczęte sprawy karne, których ma – jak sama mówi – na dwa lata. Teoretycznie nie jest to kara, tylko ruch kadrowy w celu usprawnienia pracy sądu, ale w praktyce dla sprawności sądzenia jest on wręcz szkodliwy. Wiadomo, że chodzi o represjonowanie niezawisłej sędzi.

Miesiąc wcześniej to samo spotkało dwie jej koleżanki z wydziału karnego: Ewę Gregajtys i Ewę Leszczyńską-Furtak. Ich przeniesienie jako szkodliwe z punktu widzenia sprawności działania sądu skrytykowała sama Małgorzata Manowska. Prezes SA i rzecznik dyscyplinarny Piotr Schab w odpowiedzi na jej pismo w tej sprawie wyjaśnił, że tak naprawdę jest to kara za kwestionowanie powołań neosędziów (i Schab, i Manowska są neosędziami). Tym samym publicznie przyznał się do naruszenia swoich uprawnień, bo prawo nie przewiduje przenosin w celu ukarania bez orzeczenia sądu dyscyplinarnego.

Tak więc ze strony władzy płyną sprzeczne sygnały do Brukseli: z jednej strony wygląda na to, że kombinuje, jak uniknąć zarzutów o represje dyscyplinarne (odwołanie pierwszej z rozpraw bez podania przyczyny), z drugiej – wdraża kolejne postępowanie dyscyplinarne.

Sędziowie mają zarzuty kwestionowania prawomocności powołania neosędziów, co ciągle jest deliktem dyscyplinarnym z tzw. ustawy kagańcowej, której prezydencka ustawa nie uchyliła. Jeśli Izba Odpowiedzialności Zawodowej chciałaby przywrócić ich do orzekania lub odmówić zawieszenia, musiałaby uznać za nielegalną „ustawę kagańcową”. To mało prawdopodobne. Z kolei jeśli utrzyma zawieszenie i orzeknie kolejne, to tłumaczenie potem Brukseli, że to nie władza zawiesiła sędziów, tylko „niezawisły sąd”, raczej nie będzie dla UE przekonujące.

Czeka nas sądny wrzesień. Władza wciąż toczy z Unią grę, a należące się Polsce w kryzysie miliardy euro z KPO nadal są zablokowane. Unia naprawdę chce je dać. Potrzebuje jednak gestów dobrej woli, których PiS nie chce uczynić.

Czytaj też: TSUE o neosędziach. „Możliwe rażące naruszenie prawa Unii”

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną