Sprawa Zbigniewa Ziobry dla opinii publicznej od jakiegoś czasu nie jest już sprawą rozliczenia byłego ministra sprawiedliwości-prokuratora generalnego w rządzie PiS, ale wydolności państwa.
Czytaj też: Węgierska azylantka Patrycja Kotecka. „Są sprawy, które mogą wyjść na jaw. To ją psychicznie rozkłada”
Ziobro: do trzech razy sztuka
Najpierw miesiące skutecznego unikania przez Ziobrę przesłuchania przed sejmową komisją śledczą ds. Pegasusa, a teraz – podobna odyseja ze zgodą sądu na jego tymczasowe aresztowanie. Sądowi Rejonowemu dla Warszawy Mokotowa dopiero za trzecim razem udało się rozstrzygnąć tę sprawę. Dzisiejsze posiedzenie aresztowe było trzecim i trwało – z przerwami na rozpatrywanie licznych wniosków obrony – od godz. 11 do ok. 21.
W końcu jednak udało się orzec. Sędzia Agnieszka Prokopowicz nałożyła areszt na maksymalny możliwy okres: trzy miesiące. Jej orzeczenie jest nieprawomocne, ale wykonalne.
To znaczy byłoby wykonalne, gdyby Zbigniew Ziobro był dla polskiego wymiaru sprawiedliwości dostępny. Ale nie jest, bo w październiku wyjechał na Węgry, gdzie dostał azyl polityczny.
Czytaj też: Ziobrowie na wygnaniu. Jak sobie poradzą? „Trafiło ich. Ale mają plan B, już trwają zabiegi”
Po reformach Ziobry
Tak więc nawet jeśli prokuratura uzyska od sądu wydanie ENA – europejskiego nakazu aresztowania – to i tak będzie on niewykonalny, dopóki Ziobro przebywa w kraju Viktora Orbána. Albo dopóki nie zmieni się tam władza i nie cofnie przyznanego mu azylu.
Skuteczność państwa polskiego w rozliczaniu Ziobry nadal jest nikła. Nie można go będzie dosięgnąć za pomocą ENA, a w dodatku nie jest pewne, czy sąd odwoławczy decyzji nie cofnie, jak to było w przypadku odpowiadającego za defraudację Funduszu Sprawiedliwości byłego wiceministra Marcina Romanowskiego.
Orzeczenia polskich sądów po „reformach” Zbigniewa Ziobry przestały być przewidywalne. A z nimi cały wymiar sprawiedliwości.