Tęcza wraca na plac Zbawiciela. Będzie afera? Politycy prawicy mogą zacierać ręce
Żywot oryginalnej „Tęczy” autorstwa Julity Wójcik nie należał do najdłuższych. Na placu Zbawiciela przetrwała zaledwie trzy lata. Pojawiła się w czerwcu 2012 r., kiedy w Polsce trwały piłkarskie mistrzostwa Europy – największa impreza, jaką zorganizowaliśmy. Mecz otwarcia rozegrano w Warszawie. Z perspektywy kilkunastu lat widać, że było to symboliczne otwarcie nowego rozdziału naszej historii. Niedługo przedtem miała miejsce pierwsza polska prezydencja w Radzie Unii Europejskiej (2011 r.). Cóż, panował optymizm.
Czytaj też: Zbawix: tęcza zniknęła, kultowe miejsce zostało. To wciąż mekka turystów i hipsterów
Płachta na prawicę
11 listopada 2013 r. instalacja spłonęła podczas Marszu Niepodległości. Zdjęcie uczestnika marszu trzymającego flagę Polski na tle płonącej „Tęczy” widział pewnie każdy. Na prawicę działała niczym płachta na byka – w sumie instalacja podpalana była siedem razy. Widziano w niej wymierzoną w katolików prowokację, wbrew intencji samej artystki przez przeciwników była kojarzona wyłącznie z ruchem osób LGBT+.
Warto przypomnieć słowa Wójcik sprzed lat: „Chciałabym, żeby tęcza nie była wiązana z politycznymi ani społecznymi wydarzeniami, by nie była zaangażowana religijnie i kulturowo. Chciałabym, żeby była piękna”. Do podpalaczy słowa autorki raczej nie dotarły. Pod koniec sierpnia 2015 r. instalacja została zdemontowana i zniknęła z przestrzeni publicznej. Powód? Wygasła umowa na ekspozycję.
Moment znowu był symboliczny. Nowym prezydentem Polski od kilku tygodni był Andrzej Duda. Rządy koalicji PO-PSL po ośmiu latach zmierzały do końca, w październiku wygrała prawica z PiS na czele. Nad Polskę nadciągała „dobra zmiana”. Co było dalej, przypominać nie trzeba.
Czytaj też: Gdynia w setne urodziny. Doczeka się muzeum sztuki z prawdziwego zdarzenia?
Stare i nowe
Pochodząca z Gdańska autorka w 2013 r. otrzymała Paszport „Polityki” właśnie za „Tęczę”. W 2022 r. „Polityka” umieściła instalację Wójcik w zestawieniu dziesięciu najważniejszych dzieł sztuki ostatniego trzydziestolecia. Artystka rzeźby uczyła się w pracowni prof. Franciszka Duszeńki na gdańskiej ASP. Nauki pobierała u tego samego rzeźbiarza, który był współtwórcą m.in. monumentalnego pomnika na Westerplatte. Jak więc widać, Pomnik Obrońców Wybrzeża i „Tęcza” mają więcej wspólnego, niż można przypuszczać.
Jednakże na plac Zbawiciela nie wróci ta sama tęcza. Prawa do oryginalnej instalacji posiada CSW Zamek Ujazdowski. Nowa instalacja ma nosić nazwę „Łuk LGBT+”. Obiekt zaprojektowany przez Marcina Osieckiego będzie miał kształt przerwanego łuku.
„Nasz projekt to instalacja z sześciu metalowych łuków, malowanych w kolorach tęczy – czerwonym, pomarańczowym, żółtym, zielonym, niebieskim i fioletowym” – napisano na stronie przedsięwzięcia. Celem jest tutaj jak najmniejsza łatwopalność, by przeciwdziałać aktom wandalizmu. Przypomnijmy, że wersja Wójcik była skonstruowana z metalowego szkieletu, który pokrywały tysiące sztucznych kwiatów.
Projekt budowy nowej instalacji zgłaszano w ramach Budżetu Obywatelskiego kilka razy. Realizację udało się przegłosować w 2025 r. Za projektem zagłosowało blisko 7 tys. osób. Całość ma kosztować ok. 700 tys. złotych. Wydaje się, że od czasu zniknięcia „Tęczy” Wójcik minęła cała epoka, a nie tylko nieco ponad dekada. Inauguracja instalacji nastąpi w czerwcu i zbiegnie się z 25. Paradą Równości w Warszawie.
Wystarczy spojrzeć w kalendarz, żeby wiedzieć, co się święci. Coraz większymi krokami zbliżają się wybory parlamentarne, co oznaczać może tylko jedno – czeka nas polityczna awantura. „Łuk LGBT+” niechybnie stanie się elementem kampanii. Już teraz robi się wokół niego gorąco, a nawet jeszcze nie powstał. Politycy prawicy wykorzystają każdą okazję do budowania zasięgów. A tak wyborna, jak powrót tęczy, rzadko się zdarza.