Recenzja książki: Kim de l’Horizon, „Drzewo krwi”
Ta książka, nagradzana w Niemczech i Szwajcarii, jest bezkompromisowa fabularnie i formalnie.
Ta książka, nagradzana w Niemczech i Szwajcarii, jest bezkompromisowa fabularnie i formalnie.
W skromnej książeczce Chambers zdołała poruszyć naprawdę wiele wątków: od refleksji na temat sensu istnienia, po zmiany zachodzące w środowisku, społeczeństwie, a nawet języku.
Te opowiadania wymagają uwagi, czasem jedno zdanie może nas nakierować na jakieś zaskakujące odkrycie.
Były policjant po przejściach, rozwiedziony, w biurze trzyma zawsze butelkę whisky i w trakcie śledztwa co jakiś czas dostaje od kogoś po głowie. Brzmi znajomo?
Bohaterowie są – w oczach świata – nieco ekstrawaganccy, bo wymykają się szufladkom, schematom i diagnozom. Chutnik wydobywa ich z cienia.
Ta książka to hołd dla niewidzianych i niesłyszanych. Ma potężną siłę rażenia.
Autorka „Mapy” i „Czarnego hetmana” tym razem opowiada nam historię alternatywną rozgrywającą się w latach 80. i 90. w Krakowie i we wsi podkrakowskiej.
Wyciąganie niedokończonych opowiadań i niepublikowanych fragmentów powieści z szuflady zmarłego pisarza budzi etyczne wątpliwości, a efekty rzadko są satysfakcjonujące.
Dostaliśmy książkę szczerą do bólu, która dla jednych będzie dobrą okazją do wyzwolenia własnych wspomnień, a inni mogą ją potraktować jako cenne świadectwo historii.
Dużo tu elementów, jak na niewielką w sumie powieść, ale wszystko jest poukładane z głową.
Dostajemy powieść, od której trudno się oderwać, płynącą spokojnym rytmem, ale też pełną zapierających dech opisów.
Wydana w USA trzy lata temu powieść ugruntowała mocną pozycję S.A. Cosby’ego wśród afroamerykańskich autorów prozy gatunkowej, choć to książka o innym ciężarze gatunkowym niż kryminały Colsona Whiteheada.
Świetna i ważna książka stanowiąca przyczynek do szerszej dyskusji.
Czuć niesmak, niepokój, a jednocześnie nie można się oderwać.
Powieść trzyma się blisko rzeczywistych zadrażnień między potęgami, więc i trzyma w napięciu.
Ta powieść wiele pozwala zrozumieć. Choćby ten stan, kiedy nic nie cieszy, bo żyje się pustym, nie swoim życiem.
Autorom zaskakująco wartko udało się poprowadzić narrację, a z opisywanych zdarzeń wyciągnęli nie tylko smaczki, lecz i ogólne prawdy o „polskości”.
O dziele Graya mówi się, że to odwrócony „Frankenstein” Mary Shelley.
Dwie dziewczyny, przyjaźń, szkoła, uniesienia i upokorzenia.
„Księga Beastie Boys”, która jest trochę jak strumień anegdot rzucanych podczas oprowadzania po Nowym Jorku lat 80.