Recenzja płyty: Simo, „Let Love Show the Way”
Materiał zaprezentowany na płycie jest na razie obiecującą zaliczką na poczet przyszłych dokonań.
Materiał zaprezentowany na płycie jest na razie obiecującą zaliczką na poczet przyszłych dokonań.
Trzeba tylko słuchać, słuchać, słuchać.
Amerykańska grupa Animal Collective dokonała czegoś wyjątkowego: przeniosła nas z powrotem w czasy The Beach Boys.
Albumowy debiut głośnej już i nagrodzonej na radiowym konkursie „Nowa Tradycja” kapeli z Krakowa, która wymyśliła sobie, jak mógłby brzmieć punk rock w czasach II RP.
Największe wrażenie robią cztery wiersze przeczytane osobiście przez poetę, bardzo po prostu i naturalnie, oplecione przez pianistę nastrojową improwizacją.
Od kontemplacji do dzikości – taka jest fascynująca wciąż muzyka Góreckiego.
Nie mamy wątpliwości, że obcujemy z rozwichrzonym, ale geniuszem.
Siedmioletnia przerwa nie przysłużyła się ich muzyce – trudno sobie wyobrazić w wykonaniu tych wybitnych stylistów płytę bardziej miałką i pozbawioną świeżych inspiracji niż „The Catastrophist”.
Paradoksalnie, reprezentująca światowy poziom solowa płyta Zimpla stylistycznie kojarzyć się może z albumem To Tu Orchestry, bodaj największego kierowanego przez niego składu.
Choć album mocno tkwi w konwencji rzeczonego balladyzmu, sprawia wrażenie czegoś zupełnie nowego.
Każda płyta Lucindy Williams jest wydarzeniem dla miłośników twórczości ambitnej, skłaniającej do myślenia i dalekiej od przeważającej w mediach muzycznej konfekcji.
Doskonała antologia niedocenianej grupy.
Po wyjątkowych dla polskiej sceny muzycznej podsumowaniach starego roku w światowej prasie już sam początek nowego potwierdza, że się nami interesują.
Trudno uwierzyć, ale Jerzy Maksymiuk, jeden z najwybitniejszych polskich dyrygentów, skończy w kwietniu 80 lat.
Ta bardzo udana płyta – oparta po części na niezłych nowych wersjach utworów zarejestrowanych na okolicznościowym singlu podczas sesji z Marią Schneider – daje nowe argumenty zwolennikom tego zmieniającego się artysty.
Dżentelmeni z Kadavara nie tylko nie wynajdują, ale nawet nie modyfikują muzycznego prochu, jednak słucha się ich z przyjemnością i szacunkiem za konsekwencję w kultywowaniu stylistyki złotych lat ciężkiego rocka.
Wydawnictwo składa się z dwóch dysków CD i jednego DVD. Miłośnicy talentu Evy Cassidy znajdą tam nie 13, ale 31 piosenek z koncertu, prezentujących całą paletę możliwości tej niezwykłej wykonawczyni.