Ludzie i style

Kamil Stoch i inni bohaterowie (nie zawsze pozytywni)

Kamil Stoch i inni bohaterowie (nie zawsze pozytywni)

Kamil Stoch Kamil Stoch Kamil Stoch / Facebook
Bartosz Kurek z kolegami czy Kamil Stoch ze swoją drużyną? A może wspaniali polscy lekkoatleci? Na pewno nie piłkarze. Kto w polskim sporcie zawojował 2018 r.?

Gdybym miał w pięciu (góra sześciu) punktach wymienić najważniejsze postaci i wydarzenia sportowe właśnie mijającego roku, to klasyfikacja wyglądałaby mniej więcej tak jak poniżej. Przy czym kolejność wynika przede wszystkim z kalendarza. Dodam jeszcze, że – zgodnie z ogólniejszą tendencją – moje spojrzenie jest krajowe, a nie światowe ani nawet europejskie.

Po pierwsze: Kamil Stoch, koledzy i Horngacher

Po pierwsze – Kamil Stoch i (w pewnej odległości od niego) koledzy z drużyny. Jednym tchem trzeba tu jeszcze wymienić trenera Stefana Horngachera. Po Adamie Małyszu doczekaliśmy się kolejnego bohatera nadającego się wprost do opisywania w czytankach dla dzieci. Wyniki ubiegłego sezonu dają wyraźną odpowiedź na natrętnie powracające pytanie: czyja wielkość jest większa – Adama czy Kamila? W Turnieju Czterech Skoczni wszystkie cztery należały do obecnego mistrza. Po latach Sven Hannawald doczekał się towarzystwa i teraz jest dwóch takich, którzy nie zeszli z najwyższego podium przez całe niemiecko-austriackie zawody. A czy trzeci złoty olimpijski medal na dużej skoczni w Pjongnczangu ma mniejszą wartość ? Na pewno nie. A kolejny triumf w łącznej klasyfikacji Pucharu Świata? Kamil Stoch robi doskonałe wrażenie nie tylko na skoczni, ale także w każdym innym miejscu i sytuacji.

Na pewno nie byłoby takiego nagromadzenia osiągnięć, gdyby nie trener kadry – Stefan Horngacher. Nie tylko świetny fachowiec i wzór pracowitości, ale ktoś, kto potrafił przekonać do swojego stylu pracy nawet jednostkę tak oporną jak Piotr Żyła. Austriak sprawił, że w kolejnym sezonie prawie co weekend oglądamy Polaków na podium. Na mnie potężne wrażenie robi też szczera radość z sukcesów Kamila Stocha jego wielkiego poprzednika, a dzisiaj sportowego dyrektora narciarskiego związku – Adama Małysza.

Czytaj także: Wygrać wszystkie konkursy Turnieju Czterech Skoczni to naprawdę coś

Baty, baty i baty. Czyli mundial

Po drugie – futbolowa zapaść na rosyjskim mundialu. Wbrew różnym wyraźnym znakom polski kibic wierzył do końca, że ekipa Perfekcyjnego Pana Reprezentacji Adama Nawałki jedzie podbić Rosję. Mało kto słuchał głosów rozsądku, nawet jeśli był to głos prezesa Zbigniewa Bońka. Na miejscu okazało się, że czekały nas baty, baty i baty. Z Senegalem, Kolumbią, a nawet z Japonią, chociaż z tą ostatnią na boisku było jeden do zera dla naszych, ale i tak kibice odebrali pozorowanie gry w ostatnich minutach jako kompromitację. Do dzisiaj nie mogę się oswoić z myślą, że jedna czwarta finału podczas Euro 2016 to szczyt możliwości pokolenia Roberta Lewandowskiego. Niewiele zostało z mitu przygotowanego na każdą ewentualność trenera Nawałki. Zachwiały się kariery wielu jego podopiecznych, którzy zanadto uwierzyli w swoją wielkość albo uznali, że są także inne życiowe przyjemności, a nie tylko kopanie piłki na trawie. Dzisiaj optymizm próbuje odbudować nowy szef reprezentacji Jerzy Brzęczek. Idzie opornie.

Jan Woleński: Pora wyciągnąć wnioski z polskiej hucpy wokół mundialu

Duma z polskich lekkoatletów

Po trzecie – siedem mistrzowskich medali na lekkoatletycznych mistrzostwach Europy w Berlinie. Do tego cztery wicemistrzowskie i jeden brązowy. Wiadomo, europejska lekka atletyka to nie pępek świata, ale zwłaszcza dla kibica z zaawansowanym peselem medale swoje znaczenie mają. Bo ci pamiętają mistrzostwa co cztery, a nie jak teraz, co dwa lata, no i znacznie większą siłę europejskich Europejczyków na igrzyskach. Nie sądzę, żeby tzw. przeciętny kibic wymienił jednym tchem nazwiska polskich mistrzów z Berlina. Znacznie lepiej poszłoby pewnie ze składem ekipy Nawałki wystawionym przeciwko Senegalowi. Może więc warto przypomnieć. Rzut młotem – Anita Wodarczyk i Wojciech Nowicki. Pchnięcie kulą – Paulina Guba i Michał Haratyk. Bieg na 800 metrów – Adam Kszczot. Bieg na 400 metrów – Justyna Święty-Ersetic. No i sztafeta na tym dystansie – Małgorzata Hołub-Kowalik, Iga Baumgart-Witan, Patrycja Wyciszkiewicz i indywidualna mistrzyni Justyna Święty-Ersetic. Bardzo cieszy to, że w tłumie (86 osób) wysłanym do Berlina nie było statystów. Prawie nikt nie musi się odwoływać do sentencji o wadze samego udziału w tak znaczącej imprezie.

Czytaj także: Cztery medale dla czterech silnych Polaków

To dobrze rokuje, chociaż prostego przełożenia na mistrzostwa świata i olimpijskie nie ma. Lekka atletyka ma swoje problemy. Z jednej strony skromna grupa uprawiających ten najnaturalniejszy sport młodzieży, z drugiej konflikty wewnątrz rodziny (Anita Włodarczyk vs kulomiot Konrad Bukowiecki i grupa). Mistrz Tomasz Majewski, dzisiaj wiceprezes i twarz PZLA, mówi, że kłótnie nie odbiją się na wynikach. Na razie się sprawdza. I jeszcze jedno. Wielka szkoda, że berlińskimi medalami nie mogła się już cieszyć nasza największa mistrzyni Irena Szewińska.

Bartosz Kurek i Polska – Brazylia 3:0

Po czwarte – obronione mistrzostwo świata w siatkówce. Byli mistrzowie Huberta Wagnera w 1974 r., byli mistrzowie Stephane’a Antigi cztery lata temu w Polsce, a teraz są mistrzowie Vitala Heynena. Już sam nie wiem, na ile zwycięskiego ducha tchnął w dość porozbijaną ekipę ekscentryczny Belg, a na ile zadziałały inteligencja i determinacja samych siatkarzy. Heynen jednych wkurzał, innych śmieszył, jeszcze innych intrygował. Któryś z fachowców powiedział, że teraz jedno można powiedzieć na pewno. Po bułgarsko-włoskim mundialu trenerskie podręczniki trzeba pisać od nowa. Każdy z fanów ma to wydarzenie świeżo w pamięci. Finał został rozegrany w ostatnim dniu września. A w nim Polska rozbiła Brazylię trzy do zera. Nie będę wymieniać wszystkich nazwisk, ale jedno trzeba koniecznie. Bartosz Kurek – MVP zawodów. Nie obraził się na świat, gdy cztery lata temu Antiga odsunął go od składu. Wrócił w porywającym stylu. Dziś w warszawskim Onico jest od niedawna podporą zespołu... trenera Antigi. Gdybym miał wybierać najlepszego sportowca roku, miałbym duży dylemat między najlepszym siatkarzem a najwybitniejszym narciarskim skoczkiem.

Powrót Kubicy, pożegnanie Radwańskiej

Po piąte i po szóste – powrót Roberta Kubicy i pożegnanie Agnieszki Radwańskiej. Na przekór wszystkim przeciwnościom losu Polak wraca jako pełnoprawny kierowca F1. Jego kariera została przerwana w momencie, gdy był bliski sięgnięcia po najwyższe cele. Agnieszka Radwańska przez kilkanaście lat prawie bez przerwy czarowała na światowych kortach. Wreszcie organizm odmówił posłuszeństwa. Musiała powiedzieć pas.

Reklama

Czytaj także

Nauka

Nasz Wszechświat – jeden z wielu...

Kosmos wydaje się dostrojony w taki sposób, by mogło w nim pojawić się życie. Klucz do zrozumienia, dlaczego tak jest, może być ukryty na zewnątrz Wszechświata.

Michał Różyczka
16.04.2019
Reklama