Rynek

„Podatek od mięsa” uderzy tylko w konsumentów. Nie tędy droga

„Podatek od mięsa” uderzy tylko w konsumentów. „Podatek od mięsa” uderzy tylko w konsumentów. Lukas Budimaier / Unsplash
Mięsa jemy za dużo, jego przemysłowa hodowla degraduje środowisko, a branża nie ponosi kosztów destrukcyjnej działalności. Trzeba to zmienić – ale w żadnym razie nie kolejnym wysokim podatkiem.

Gdyby mięso kosztowało dwa razy więcej niż obecnie, jedlibyśmy go mniej, zmniejszając negatywny wpływ hodowli na planetę. Wystarczy więc wprowadzić olbrzymi podatek od mięsa i dużo problemów rozwiąże się od ręki, bez żadnego wysiłku. O sensie takiego podatku debatuje właśnie Parlament Europejski.

Czytaj także: Nie chcą naszego mięsa

TAPP: „Uczciwa cena mięsa” od 2030 r.

Taki pomysł zgłosiła The True Animal Protein Price Coalition (TAPP), która zajmuje się problemami zdrowia, rolnictwa, ekologii i produkcji żywności, a Parlament Europejski podszedł do niego poważnie. TAPP uważa, że mięso jest za tanie, dlatego jemy go zbyt dużo. I że branża mięsna nie ponosi rzeczywistych kosztów niszczenia środowiska, dlatego niska cena jest nieuczciwa. Postuluje więc wprowadzenie „uczciwej”, czyli obłożenie mięsa gigantycznym podatkiem. Miałby być wprowadzony od 2030 r. Ceny jednego kilograma wołowiny i cielęciny wzrosłyby o ok. 20 zł, wieprzowiny o 15 zł, a drobiu o 7. Czyli mniej więcej dwukrotnie.

Podwyżka, czyli żeby mięsa w mięsie było mniej. Podatek niczego nie załatwi

Zgadzam się, że mięsa jemy za dużo, jego przemysłowa hodowla degraduje środowisko, a branża nie ponosi kosztów swojej destrukcyjnej działalności. Trzeba to zmienić! Ale w żadnym razie nie kolejnym wysokim podatkiem! Podatkiem, który pośrednio uderzyłby w tę branżę, ale bezpośrednio zmasakrowałby domowe budżety, nie dając nic w zamian. Mięso i jego przetwory już teraz nastrzykiwane są wodą, faszerowane fosforanami (zatrzymują wodę), polepszaczami smaku i różnej maści konserwantami, szybko straciłyby jeszcze bardziej na jakości. Żeby złagodzić szokujące podwyżki cen surowca, producenci wymyślaliby procedury faszerowania wyrobów coraz większą liczbą wypełniaczy i polepszaczy. Żeby mięsa w mięsie było mniej, czyli podwyżka nie była aż tak drastyczna.

Zazdroszczę dobrego samopoczucia autorom pomysłu kolejnego podatku, którzy zapewniają, że po jego wprowadzeniu konsumenci staną się zdrowsi i można będzie zaoszczędzić na publicznej opiece zdrowotnej. Nie tędy droga.

Zamknąć przemysłowe hodowle zwierząt

Do celu, jakim powinno być ograniczenie spożywania mięsa, musimy dochodzić zupełnie inaczej. Po pierwsze – Unia Europejska musi wprowadzić drastyczne ograniczenia przemysłowej hodowli zwierząt, bo to najbardziej niszczące dla środowiska. Zwierzęta żyją w koszmarnych warunkach, zamknięte w klatkach, nie mogą się poruszać, żeby nie tracić kalorii. Jeśli nawet mięsożerców nie obchodzą te nieludzkie warunki, to muszą zdawać sobie sprawę, że „wyprodukowane” tak mięso jest coraz gorszej jakości. Potworny stres, w jakim żyją zwierzęta, odbija się na zdrowiu konsumentów.

I na wrażliwości nas wszystkich, coraz bardziej nieczułych na potworne cierpienie zwierząt. Zaszliśmy w tym już tak daleko, że media całej Europy jako bardzo humanitarny gest podają, że Francja zakazuje mielenia żywcem świeżo wyklutych kogutków. Fermy niosek ich nie potrzebują, więc likwidują tanim kosztem. W innych krajach, u nas także, jest to powszechne. Niektóre wolą posyłać kogutki do gazu.

Czytaj także: Wracamy do ekodrobiu?

Droższa, ale ekologiczna hodowla – tak, podatek – nie

Wołowinę, cielęcinę, wieprzowinę czy drób trzeba hodować w innych warunkach. Dobrostan zwierząt pogorszy efektywność hodowli, co odbije się na cenach. Ale drożej będziemy płacić za o wiele mniejsze zniszczenie środowiska i wyższą jakość mięsa. Podatek nam tego nie gwarantuje, rząd może go przeznaczyć na kolejne obietnice wyborcze.

Ograniczenie hodowli przemysłowej musi zacząć obowiązywać w całej Unii, w przeciwnym razie tanie mięso z ferm duńskich, hiszpańskich czy niemieckich, w których „produkuje się” po kilka tysięcy zwierząt, wyprze ze sklepów to wysokiej jakości. Biedniejsze społeczeństwa patrzą głównie na cenę.

Czytaj więcej: Jak nasza dieta wpływa na globalne ocieplenie? Ślad węglowy mięsa

Jeszcze wyższe standardy produkcji żywności

Kolejną barierą do pokonania będzie globalizacja. UE ma wyższe niż reszta świata standardy produkcji żywności i powinna ich nie tylko strzec, ale je podwyższać. Dla dobra środowiska i konsumentów. Dlatego powinniśmy pilnować, aby przy negocjowaniu różnego rodzaju międzynarodowych umów te standardy nie zostały obniżone. I nie zalały sklepów europejskich amerykańskie czy brazylijskie kurczaki, pędzone hormonami wzrostu i płukane w wodzie z chlorem. Podatek na mięso niczego w tej kwestii nie załatwi, a ułatwiłby kontrabandę. Konsumenci krajów, w których byłoby mięso złe i drogie, znaleźliby sposób, żeby przemycać też to marne, ale tanie.

Czytaj także: Polskie mięso. Dramat w czterech aktach

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Nauka

Ucieczka z religii

Masowe protesty w obronie praw kobiet dały nowy impuls ucieczkom z lekcji religii. Trwającym od lat, bo szkolna katecheza to często antyreklama wiedzy, wiary i wartości.

Marcin Piątek
24.11.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną