Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Rynek

Niemcy stawiają na transport zbiorowy. U nas na przeszkodzie stoi polityka

Deutsche Bahn zaoferuje w 2023 r. specjalny bilet za 49 euro pozwalający na korzystanie z lokalnych autobusów i pociągów w całym kraju przez miesiąc. Deutsche Bahn zaoferuje w 2023 r. specjalny bilet za 49 euro pozwalający na korzystanie z lokalnych autobusów i pociągów w całym kraju przez miesiąc. Michele Tantussi / Forum
Czy niemiecka oferta skłoni inne kraje do podobnego ułatwienia życia pasażerom pociągów i komunikacji miejskiej? My raczej większych złudzeń mieć nie powinniśmy – głównie z powodów politycznych.

Już nie 9, ale 49 euro – tyle ma kosztować nowy, uniwersalny bilet miesięczny u naszego zachodniego sąsiada. Pojawi się w ofercie w przyszłym roku, chociaż nie wiadomo, czy już od stycznia. „Deutschlandticket” będzie ważny w komunikacji miejskiej oraz w pociągach regionalnych na terenie całej Republiki Federalnej. Pod tym względem nic się zatem nie zmieni w porównaniu z nadzwyczajną letnią ofertą, gdy za jedyne 9 euro miesięcznie można było podróżować przez całe Niemcy. Z jednej strony ta wyjątkowa promocja doprowadziła do ogromnego tłoku w wielu składach. Jednak równocześnie udowodniła, że korzystanie z transportu zbiorowego może być dziecinnie proste. Nie trzeba już się zastanawiać, jaki bilet kupić, z jakiej promocji skorzystać czy gdzie kończy się strefa ważności.

Czytaj także: PKP Intercity – monopol, błogosławieństwo rządu i coraz wyższe ceny

Niemiecki megabilet z haczykiem

Dlaczego na nową, już stałą ofertę trzeba było czekać kilka miesięcy? Wszystko oczywiście rozbijało się o pieniądze – rząd federalny i kraje związkowe prowadziły trudne negocjacje, ale obie strony wiedziały, że muszą osiągnąć kompromis. Tego bowiem oczekiwała znaczna część Niemców narzekających przez lata nie tylko na drogie bilety, ale też taryfowy chaos. Nikt rozsądny nie marzył oczywiście o jeżdżeniu wciąż za 9 euro, ale wielu wskazywało, że ceny miesięcznych biletów w wielu miastach zbliżają się już do 100 euro. Ostatecznie z budżetu federalnego zostanie przeznaczone 1,5 mld euro rocznie, drugie tyle dołożą kraje związkowe (landy). Dzięki temu ogólnoniemiecki bilet będzie kosztować 49 euro miesięcznie. To jednak cena na przyszły rok, bo w kolejnych ma rosnąć o wskaźnik inflacji.

Oferta skierowana jest tym razem przede wszystkim do mieszkańców Niemiec, bo aby z biletu skorzystać, trzeba będzie go subskrybować. To bowiem oferta o charakterze abonamentowym, dystrybuowana przez przewoźników dla stałych klientów. Z drugiej strony subskrypcję będzie można w dowolnym momencie przerwać. Teoretycznie zatem nawet turyści planujący spędzić dłuższy urlop w Niemczech mogą taki bilet nabyć w punktach obsługi pasażera, a po upływie miesiąca po prostu z niego zrezygnować. Jednak nie przyda się on podczas krótszych wycieczek do naszego zachodniego sąsiada.

Nie tylko Niemcy tak promują transport zbiorowy

Niemcy nie są wcale europejskim pionierem, bo podobna jednolita i prosta oferta biletowa obowiązuje już od zeszłego roku w Austrii. Jednak „Deutschlandticket” z pewnością odbije się szerokim echem w całej Europie. Zwłaszcza że i kryzys energetyczny, i coraz szybsze ocieplanie się planety pokazują, jak ważne jest promowanie transportu zbiorowego zamiast indywidualnego. Z drugiej strony taka oferta oznacza pokaźne zwiększenie dotacji dla kolei, komunikacji miejskiej i regionalnej. Ale u nas nie tylko pieniądze stoją na przeszkodzie do stworzenia takiego „polskiego biletu”, kosztującego np. 99 zł miesięcznie. Największy wróg to polityka, bo – jak pokazuje niemiecki przykład – porozumieć muszą się władze ogólnokrajowe i regionalne.

Czytaj także: Następny przystanek – podwyżka cen biletów. Samorządy nie mają wyjścia

Komunikacja für Polen? Na przeszkodzie polityka

Tylko bowiem współpraca rządu i samorządu może pozwolić na stworzenie uniwersalnej oferty, ważnej w całym transporcie zbiorowym – od komunikacji miejskiej przez regionalną po połączenia kolejowe krótsze i dłuższe. Tymczasem u nas nie da się nawet ujednolicić ulg ustawowych obowiązujących w pociągach i autobusach, a tzw. wspólny bilet kolejowy cieszy się znikomą popularnością, bo daje tylko minimalne oszczędności. Niektórzy zresztą mogliby stwierdzić, że trudno marzyć o ofercie w stylu niemieckim, skoro musimy walczyć z wykluczeniem komunikacyjnym na ogromną skalę. Tylko w ciągu ostatnich sześciu lat ubyło 40 proc. połączeń autobusowych, a pandemia pogrążyła większość istniejących jeszcze PKS-ów.

Czytaj także: Tory, po których nikt nie jeździ

Jednak może właśnie należałoby odwrócić kolejność. Wspólny, dostępny dla wszystkich bilet mógłby okazać się impulsem do odbudowy transportu zbiorowego na prowincji. Dotujący go rząd powinien postawić jasny warunek samorządom: pieniądze będą, gdy wszystkie gminy i powiaty, a nie tylko – jak dziś – niektóre, zaczną organizować przyzwoitą komunikację na swoim obszarze. Przed nami rok podwójnej kampanii wyborczej: samorządowej i parlamentarnej. To wyjątkowa szansa, aby przypomnieć politykom o transporcie zbiorowym. Także tym, którzy Niemcami uwielbiają straszyć. Niech pokażą, że też potrafimy dokonać transportowej rewolucji, a polscy pasażerowie po latach upokorzeń mają wreszcie szansę na odrobinę normalności. Niech zrobią coś „für Polen”.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Rząd tnie cesarki, choć Polki boją się rodzić naturalnie. Co się dzieje na porodówkach?

Polka idzie dziś po zaświadczenie od psychiatry nie tylko wtedy, kiedy potrzebuje aborcji, ale i po to, żeby zagwarantować sobie cesarskie cięcie. Rodzi w ten sposób już co druga. Eksperci WHO i ONZ przypatrują się tej sytuacji ze zdziwieniem, pytając, co właściwie dzieje się na polskich porodówkach?

Agata Szczerbiak
02.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną