Na razie wiemy bardzo niewiele – dzisiaj InPost ogłosił, że jest chętny na przejęcie wszystkich jego akcji. Spółka nie poinformowała, czy to jeden z dotychczasowych akcjonariuszy, czy też zupełnie inny podmiot. Nie wiemy zatem, skąd on pochodzi i jak sfinansowałby taką transakcję. Nie wiemy także, czy sam InPost będzie za takim przejęciem – na razie firma poinformowała jedynie, że powołano specjalny zespół złożony z członków zarządu i rady nadzorczej. To on ma się zastanowić, co zrobić z otrzymaną ofertą.
Czytaj także: Czy InPost może zacząć się bać? Poczta Polska i Orlen zawierają paczkowy sojusz
Inwestorzy pozytywnie nastawieni
Chociaż w Polsce dzień świąteczny, a warszawska giełda nie pracuje, nie ma to znaczenia, bo InPost notowany jest w Amsterdamie. Dzisiaj kurs akcji logistycznego potentata wzrósł o jedną czwartą, a w ciągu ostatnich pięciu dni o niemal 40 proc. Inwestorzy są zatem bardzo pozytywnie nastawieni do ewentualnego przejęcia. Liczą pewnie na to, że nowy właściciel dysponuje dużymi funduszami i jest w stanie zapłacić znacznie więcej, niż wynosi obecna giełdowa kapitalizacja, która właśnie przekroczyła 7 mld euro.
Obecnie spółka kierowana przez Rafała Brzoskę ma wśród głównych akcjonariuszy kilka funduszy inwestycyjnych (największym z nich jest czeska grupa PPF) oraz specjalny wehikuł inwestycyjny należący do samego Brzoski. InPost jest z pewnością atrakcyjną firmą do przejęcia. W 2024 r. dostarczył niemal 1,1 mld przesyłek, a w ubiegłym roku ten wynik był z pewnością znacznie lepszy. To dziś lider polskiego rynku kurierskiego, który przede wszystkim dzięki pomysłowi na Paczkomaty zdystansował konkurencję. Od kilku lat InPost rozwija się intensywnie też na innych rynkach europejskich – m.in. w Wielkiej Brytanii, Francji i Hiszpanii – wszędzie stawiając dużą liczbę Paczkomatów i próbując powielić polski sukces.
DHL, UPS, Amazon, a może sam Brzoska?
Najważniejsze pytanie brzmi dzisiaj: kto chciałby zostać jedynym właścicielem firmy uważanej za jeden z najbardziej udanych projektów biznesowych ostatnich lat w naszym kraju? Gdyby InPost miał trafić w ręce jednego z gigantów logistycznych (jak niemiecki DHL czy amerykański UPS), miałoby to znaczny wpływ na polski rynek – niekoniecznie pozytywny, bo zmniejszyłoby na nim konkurencję. Do tego doszedłby z pewnością wątek patriotyczny, bo InPost zawsze podkreślał, że chociaż jest notowany na giełdzie amsterdamskiej, to zarządzany jest z Polski i tu płaci większość podatków (wspierając nasze państwo znacznie mocniej niż jego konkurenci, co z lubością dodawał).
Czytaj także: InPost z Allegro spotkają się w sądzie, robi się gorąco. Za kim pójdą klienci?
Wśród potencjalnie zainteresowanych wymienia się nawet światowego lidera handlu internetowego – koncern Amazon. Inny możliwy scenariusz to chęć przejęcia pełnej kontroli nad InPost przez jednego z dotychczasowych akcjonariuszy. Czy jest to sam Rafał Brzoska? Wkrótce się tego dowiemy. Dla samego Brzoski ewentualne pożegnanie z InPost byłoby z jednej strony trudnym rozstaniem, ale równocześnie otworzyłoby przed nim wręcz nieograniczone możliwości inwestycyjne. Jedno jest pewne: Nowy Rok zaczyna się w polskim biznesie mocnym uderzeniem.