Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Rynek

Wenezuelska klątwa surowcowa. USA ruszyły po największe złoża ropy. Co na to rynek?

Wyciek ropy na plaży w pobliżu rafinerii El Palito należącej do wenezuelskiej państwowej spółki naftowej PDVSA w Boca de Aroa. Wenezuela, sierpień 2024 r. Wyciek ropy na plaży w pobliżu rafinerii El Palito należącej do wenezuelskiej państwowej spółki naftowej PDVSA w Boca de Aroa. Wenezuela, sierpień 2024 r. Juan Carlos Hernandez / Reuters / Forum
Większość toczonych dziś wojen wiąże się ze złożami ropy, a każdy taki konflikt może zdestabilizować światową równowagę dostaw i wpłynąć na ceny. Czy tak będzie i tym razem?

Akcja amerykańskich komandosów, którzy porwali prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro, zdumiała cały świat. Donald Trump wyjaśnił, że powodem była konieczność postawienia wenezuelskiego przywódcy (Amerykanie nie uznają go za prezydenta), przed amerykańskim sądem za narkoterroryzm, cokolwiek to może oznaczać.

Czytaj także: Czy GROM zrobiłby to tak samo? Były oficer omawia akcję Delta Force w Caracas

Jednak drugi powód jest bardziej zrozumiały: Wenezuela ma piękne złoża ropy naftowej (Trump uwielbia do wszystkiego dodawać przymiotniki), do której Amerykanie roszczą sobie prawa. Jeszcze na początku grudnia ubiegłego roku doradca ds. bezpieczeństwa wewnętrznego i bliski współpracownik Trumpa Stephen Miller przekonywał, że wenezuelska ropa naftowa należy do Waszyngtonu. To ona wydaje się tu argumentem bardziej zrozumiałym. Prezydent USA zaczął więc snuć opowieść, jak teraz zaniedbane złoża wenezuelskie za sprawą amerykańskich koncernów znów odżyją i będą przynosić piękne zyski tak narodowi wenezuelskiemu, jak i amerykańskiemu. Nie padła informacja, czy za zaniedbanie złóż Maduro także będzie sądzony.

Na rynku ropy na razie bez wstrząsów

Na słowa Trumpa świat wstrzymał oddech, bo większość toczonych dziś wojen wiąże się ze złożami ropy, a każdy konflikt może zdestabilizować światową równowagę dostaw i wpłynąć na ceny. Na razie wstrząsu na rynku nie było, cena początkowo nieco wzrosła, potem opadła. Z kilku przyczyn. Po pierwsze, były święta, kiedy inwestorzy są nieco ospali. Po drugie, mamy za sobą 2025 r., kiedy ceny ropy spadały o 15–25 proc. Jest wyraźna nadprodukcja surowca, więc kartel OPEC+ już po amerykańskiej akcji spotkał się na wirtualnym szczycie i zatwierdził redukcje wydobycia, by doprowadzić ceny do zadowalającego producentów poziomu. Bo przypomnieć trzeba, że handel ropą rozliczany jest w dolarach, a Trump też walutę amerykańską wyjątkowo zdołował.

Po trzecie wreszcie, Wenezuela wprawdzie ma największe na świecie udokumentowane złoża ropy naftowej, ale bardzo niewielkie wydobycie – 0,5 mln baryłek dziennie, czyli poniżej 1 proc. światowego zapotrzebowania. Więc wpływ na rynek jest znikomy. Inwestorzy bardziej obawiają się, że sytuacja wymknie się spod kontroli i dojdzie do większego regionalnego konfliktu, który może zdestabilizować sytuację rynkową.

W szczycie naftowej koniunktury, gdy jeszcze rządzący wówczas prezydent Hugo Chávez nie wziął się za przykręcanie naftowego kurka, wydobycie sięgało nawet 3,5 mln baryłek dziennie. Dziś jest wszystko w stanie rozsypki – niedoinwestowane, zaniedbane, rozkradzione – szyby naftowe, rurociągi, pirsy portowe itd. A jeszcze do tego dokładają się Amerykanie, bo już za czasów pierwszej kadencji Trumpa (wtedy także rządził Maduro) nałożyli sankcje na wenezuelski państwowy koncern naftowy Petróleos de Venezuela SA (PDVSA).

Czytaj także: Doktryna Trumpa. Agresja USA na Wenezuelę wywraca stolik. Caracas nie leży wcale tak daleko

Trump dociska, ale problemów jest więcej

W drugiej kadencji Trump postanowił mocniej Wenezuelę docisnąć ostrzejszymi sankcjami i blokadą morską, za sprawą której nabywcy od wielu miesięcy mają problemy z odbiorem ropy. Blokada nie została zniesiona i trwa nadal, co sprawiło, że Petróleos de Venezuela musiał zalecić dalsze ograniczenie wydobycia, bo nie ma już gdzie gromadzić nieodebranej ropy. Blokada i amerykańskie sankcje nie oznaczają bowiem całkowitego odcięcia kraju, ale łatwo nie jest. Kilka tankowców zostało zajętych przez Amerykanów. Funkcjonuje to trochę jak w Rosji, która objęta sankcjami wykorzystuje „flotę cieni” do wysyłki ropy. Tę z Wenezueli kupują na przykład Chińczycy, ale pożytek z tego jest niewielki, bo są to dostawy w ramach programu „ropa za długi”. Chińczycy pożyczyli kilka miliardów dolarów, te zostały przejedzone, a teraz trzeba płacić ropą.

Są też technologiczne problemy, bo ropa z Wenezueli należy do kategorii ciężkiej i kwaśnej. Jest bardzo gęsta, co sprawia, że trzeba ją rozcieńczać, by można było z nią cokolwiek zrobić. Do rozcieńczania służy nafta, którą wenezuelska firma importuje z Rosji. I właśnie dwa tankowce z rosyjską naftą odbiły się od amerykańskiej blokady. Zresztą inne produkty ropopochodne, w tym benzynę i diesel, Wenezuela też musi importować, bo stan jej przemysłu petrochemicznego nie pozwala na własne zaopatrzenie.

Jest tylko jedna firma, która eksportuje z Wenezueli ropę bez przeszkód – amerykański koncern Chevron. Firma w 2022 r. uzyskała od prezydenta Bidena licencję, która umożliwia jej działalność poza amerykańskimi sankcjami. Administracja Trumpa przedłużyła to zwolnienie. Chevron jest koncernem, który niegdyś dociskany przez Cháveza, a potem przez Maduro, był skłonny pójść na poważne kompromisy, na które nie zgodziły się inne amerykańskie koncerny działające w Wenezueli. One musiały pożegnać się ze swoimi inwestycjami, a ich roszczenia są dziś jedną z legitymacji do interwencji, na które powołuje się Trump. Ameryka, choć jest obecnie największym na świecie producentem ropy, potrzebuje surowca z Wenezueli. Dlatego do rafinerii nad Zatoka Meksykańską w Teksasie i Luizjanie trafiają tankowce Chevrona. Po porostu amerykańska ropa należy do kategorii lekkich, a rafinerie potrzebują ciężkiej, takiej jak ta z Wenezueli albo Kanady, bo do takiej są lepiej przystosowane.

Czytaj także: Trump zakręca Indiom kurek z rosyjską ropą. Poskutkuje?

Wenezuelska klątwa surowcowa

W ekonomii funkcjonuje pojęcie „klątwy surowcowej”. Obserwacje wykazały, że kraje bogate w surowce naturalne (ropa, gaz, minerały) mają gorsze wyniki gospodarcze, są uzależnione od wahań rynkowych, cierpią na korupcję i niestabilność polityczną. Wenezuela jest tego najlepszym przykładem. To kraj bogaty w złoża naturalne, bo poza największymi zasobami ropy są tam m.in. złoto, diamenty, surowce strategiczne. Nic więc dziwnego, że mocarstwa spoglądają na te skarby z takim pożądaniem, a Wenezuela staje się pionkiem w grze, jaką toczą miedzy sobą.

Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Tradwife wraca. To więcej niż wybór stylu życia z przeszłości. „Trudno tu nie widzieć hipokryzji”

Ruch tradwife to nie tylko kontrowersyjny powrót do roli kobiety wyłącznie jako żony i matki, ubranej w skromne sukienki retro i fartuszki. Pastelowe influencerki tworzą sielankową przestrzeń do propagowania radykalnych, ultrakonserwatywnych ideologii. A przy okazji zarabiają. Często lepiej niż ich mężowie.

Agnieszka Sowa
16.12.2025
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną