Sam żegnam markę PGNiG bez żalu, ale mam tu na myśli nazwę, a nie samą spółkę, która została niedawno przyłączona do Orlenu. Przejęcie większego koncernu, czyli PGNiG, przez mniejszy, czyli Orlen, wynikło stąd, że ten mniejszy miał większego prezesa. Samego Daniela Obajtka, drugiego po Bogu, czyli prezesie Kaczyńskim. Który dzięki temu mógł skonstruować koncern multienergetyczny, łącząc wszystko ze wszystkim: Orlen z PGNiG z Energą z Lotosem. Miało to wykreować jakąś nową gospodarczą jakość, koncern na miarę europejskich gigantów, ale nie wykreowało. Szczególnych synergii nie widać.
Żegnaj PGNiG
Skoro jednak stało się i nie da się tego odwrócić, to rebranding jest rzeczą naturalną. Powiedzmy sobie szczerze: marka PGNiG, czyli Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo, to był spadek po peerelowskich czasach, kiedy wymyślano takie długie opisowe nazwy firm, z markami handlowymi mające niewiele wspólnego. Zresztą sama marka Orlen też została stworzona z konieczności, bo przecież nie sposób było funkcjonować na rynku spółce powstałej z połączenia Mazowieckich Zakładów Rafineryjnych i Petrochemicznych w Płocku i Centrali Produktów Naftowych.
PGNiG już dawno temu pragnął zmienić markę na brzmiącą bardziej nowocześnie. W 2004 r. zarząd skłaniał się do marki Erga, potem w 2007 r. był nawet konkurs wśród pracowników i spośród propozycji za najbardziej obiecujący uznano Engaz, zaczęto nawet badania rynkowe, ale do rebrandingu ostatecznie nie doszło.
Czytaj także: Rachunek za Obajtka, z szaf zaczęły wypadać kolejne trupy
myORLEN. Ale jak to wymawiać?
Teraz jednak pojawia się dość dziwaczna submarka myORLEN, która zajmie się obrotem gazem. I nie wiem, czy należy ją wymawiać po angielsku „majorlen”, czyli mój Orlen, czy też po polsku: „my, Orlen”, tak jak „my, król Polski” w pluralis maiestatis. Gwarantuję, że Polacy będą mówili, że gaz kupują od myorlenu.
Operacja rebrandingu zapewne da jakąś synergię, bo Orlen już zakomunikował, że ta operacja pozwoli np. zintegrować platformę Vitay do zarządzania energią, gazem, paliwami. Na pewno będzie też operacją kosztowną, bo trzeba będzie pozmieniać masę szyldów, druków, pieczątek itd. Mam tylko jedna obawę: operacje dotyczące marek masowych, z którymi do czynienia mają miliony osób, są okazją dla oszustów. Łatwo sobie wyobrazić rozmaite formy naciągania niezorientowanych ludzi na fałszywe konta, esemsy, phishing itd. Uważajmy, nie dajmy się nabrać.