Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Rynek

SAFE czy ryzyko? Operacje na złocie zamiast pożyczki z UE. Tak NBP chce finansować armię

Konferencja prezydenta i szefa NBP miała jeden cel – chodzi o wytworzenie wrażenia, że unijny SAFE jest nam niepotrzebny. Konferencja prezydenta i szefa NBP miała jeden cel – chodzi o wytworzenie wrażenia, że unijny SAFE jest nam niepotrzebny. Przemysław Keler / Kancelaria Prezydenta RP
NBP, który od pięciu lat wykazuje straty, ma nagle zacząć przynosić ogromne zyski i zastąpić zablokowane przez prawicę pożyczki z programu SAFE. W centrum projektu jest handel złotem, które powinno służyć bezpieczeństwu polskiej waluty, a nie politycznym gierkom.

Przygotowujący grunt pod zawetowanie ustawy umożliwiającej Polsce dostęp do programu SAFE prezydent znalazł sojusznika w osobie prezesa Narodowego Banku Polskiego.

Obaj obiecują cudowny program, dzięki któremu budżet państwa dostanie na zbrojenia 180 mld zł bez zaciągania zobowiązań w Unii Europejskiej i bez żadnych odsetek. Pojawiła się nawet nazwa tego niesamowitego rozwiązania – SAFE 0 proc. Niestety szczegółów obaj nie chcieli przedstawić.

Ich wspólna konferencja miała jeden cel – chodzi o wytworzenie wrażenia, że unijny SAFE jest nam niepotrzebny, o czym przecież od dawna mówią partie prawicowe. Na dzisiejszej konferencji po posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej Adam Glapiński także nie przedstawił żadnych konkretów.

Dał tylko do zrozumienia, że chodzi o operację nadzwyczajną, wartą kilkadziesiąt miliardów złotych rocznie i niewymagającą żadnej nowej ustawy. Zbigniew Bogucki z Kancelarii Prezydenta wyszedł przed szereg i przekonywał, że wykorzystane mają zostać rezerwy walutowe NBP.

Czytaj także: Nawrocki z Glapińskim ogłosili „polski SAFE 0 procent”. Mętne uzasadnienie dla weta

Bezpieczeństwo za złoto?

Narodowy Bank Polski ma zakaz bezpośredniego finansowania deficytu budżetu – bez względu na to, jaki miałby być cel takiego wsparcia. Zatem nie może tak po prostu – co przyznał nawet prezes Adam Glapiński – przekazać rządowi rezerw walutowych.

W grę nie wchodzi również ofiarowanie budżetowi części złota, które od kilku lat kupuje na dużą skalę bank centralny. NBP ma już przynajmniej 550 ton złota (wartych obecnie ponad 330 mld zł) i planuje dalej zwiększać zasoby. Najnowszy cel to 700 ton, co będzie odpowiadać ok. 30 proc. polskich rezerw dewizowych. Tylko niewiele ponad 100 ton znajduje się w naszym kraju, reszta jest przechowywana w Londynie i Nowym Jorku.

NBP może wspierać budżet państwa, ale tylko w jeden legalny sposób – przekazując mu swój coroczny zysk. A dokładnie 95 proc. tego zysku. Kłopot w tym, że po raz ostatni bank centralny odnotował zysk w 2021 r. W kolejnych latach były już spore straty, co jest efektem umacniającego się złotego i wysokich stóp procentowych.

Takie straty same w sobie nie zagrażają stabilności NBP, ale oznaczają, że do budżetu państwa nie trafia od banku centralnego ani złotówka. Strata, i to niemała (być może w okolicach 30 mld zł), była również w ubiegłym roku – na razie nie znamy jej dokładnej wysokości. Aby zatem NBP zastąpił SAFE, musiałby nagle zacząć odnotowywać ogromne zyski i w ten sposób corocznie wspierać budżet.

Pieniądze od NBP nie są traktowane w sposób szczególny – trafiają do ogólnej puli, a nie do wydzielonego funduszu, na przykład przeznaczonego na obronność. Sam Glapiński uważa, że należałoby specjalną ustawą zagwarantować, aby zysk z NBP szedł właśnie na ten cel.

Jak jednak NBP, który przyzwyczaił nas pod obecnym kierownictwem do strat, ma nagle zamienić się w maszynkę do zarabiania pieniędzy? Chodzi zapewne o wykorzystanie rezerw złota. Aby jednak bank mógł zaksięgować zyski z rosnącego kursu kruszcu, musi najpierw część swoich zasobów sprzedać. Potem oczywiście może je znowu kupić, tyle że po obecnym, bardzo wysokim kursie (powyżej 5 tys. dolarów za uncję, wzrost o ponad 75 proc. w ciągu roku).

Czytaj także: Bitwa o SAFE. Rząd wytoczył działa i dał ognia

Spekulacja? Strach się bać

Tego typu operacja pozwoliłaby zaksięgować zysk – różnicę między kwotą zakupu partii złota kilka lat temu (zwiększanie zasobów złota rozpoczęło się w 2018 r.) a kwotą jej sprzedaży po dzisiejszym kursie. Takie transakcje, wykonywane na dużą skalę, mogłyby oczywiście znacznie poprawić wynik finansowy banku. Tyle że sprawiłyby problemy w przyszłości, jeśli złoto znacznie stanieje, a NBP wówczas postanowi je sprzedać. Wtedy w bilansie pojawią się straty – być może ogromne. Ale to już problem nie tego prezesa NBP.

Idea zatem polega prawdopodobnie na tym, żeby rezerw złota nie uszczuplać, ale niejako zastępować „tańsze” złoto – kupowane, gdy jego notowania wynosiły 1,5–2 tys. dolarów za uncję (tak było do początku 2024 r.) – „droższym” złotem.

Ta kuriozalna konstrukcja, która według prezydenta zdaje się lepsza niż korzystnie oprocentowany kredyt, oczywiście wymaga jeszcze jednego elementu. Złoto nie może znacząco tanieć w kolejnych latach, bo w przeciwnym razie cała operacja się nie powiedzie. Mówiąc wprost, spekulacja na złocie ma być drogą do sfinansowania potrzeb polskich sił zbrojnych. Strach się bać.

Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Tragedia na torach. Takiego wypadku nie było w Polsce od lat, robi się groźnie. Kto zawinił?

Takiego wypadku nie było w Polsce od lat. Niedawno na przejeździe kolejowo-drogowym w Ziębicach zginęło młode małżeństwo. Nie zadziałały nie tylko rogatki, ale doszło też do awarii sygnalizacji świetlnej. Iwona i Krystian osierocili dwuletnią córeczkę. Czy przejazdy kolejowe w Polsce to przejazdy śmierci?

Katarzyna Kaczorowska
10.02.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną