Wojna z Iranem sparaliżowała ruch lotniczy. Setki odwołanych lotów, pasażerowie koczują na lotniskach
Wojna z Iranem sparaliżowała ruch lotniczy. Odwołane loty, pasażerowie koczują na lotniskach
Lot przedłużył zawieszenie połączeń do Dubaju i Rijadu, a przynajmniej do połowy marca nie poleci do Tel Awiwu. Na Bliski Wschód nie lata także Wizz Air. Irańskie rakiety i drony sparaliżowały pracę lotnisk w Dubaju, Dosze i Abu Zabi. A to problem nie tylko dla osób, które z Bliskiego Wschodu starają się dotrzeć do Europy. Wielu podróżnych nie jest w stanie wydostać się z Azji (np. z Tajlandii czy Malediwów), ponieważ linie takie jak Emirates, Etihad czy Qatar nie mogą korzystać ze swoich głównych hubów przesiadkowych i zostały zmuszone do zawieszenia niemal wszystkich lotów. Skala utrudnień pokazuje, jak ogromne znaczenie mają dziś arabscy przewoźnicy.
Czytaj także: Lotnicza pogoda dla bogaczy. Arabskie linie coraz mocniej rozpychają się na polskim niebie
Arabscy przewoźnicy dominują
Dzięki ogromnej liczbie połączeń, wysokiej jakości obsługi i konkurencyjnym cenom odebrali oni wielu klientów przewoźnikom europejskim. Wykorzystali korzystne położenie geograficzne swoich hubów, umożliwiające niejako podział podróży z Europy do Azji Południowo-Wschodniej na dwie porównywalne pod względem czasowym części. Loty do Azji, a nawet Afryki z przesiadką w Katarze czy Zjednoczonych Emiratach Arabskich stały się popularnym rozwiązaniem, chociaż europejskie linie od lat przekonują, że to nieuczciwa konkurencja. Bo przewoźnicy z Zatoki Perskiej urośli tak bardzo dzięki wsparciu lokalnych polityków i nie muszą przestrzegać wielu obostrzeń krępujących europejską branżę.
Największy chaos od czasu pandemii covid-19
Zamknięcie ogromnych lotnisk w Dubaju (95 mln podróżnych w ubiegłym roku), Katarze (54 mln) i Abu Zabi (33 mln) zostało dziś przedłużone i nie wiadomo, kiedy uda się wznowić ruch. Linie oferują co prawda możliwość zwrotu kosztów biletów albo zmiany rezerwacji na późniejszy termin, ale dla pasażerów, którzy próbują wrócić do Europy, to oczywiście marne pocieszenie. Z punktu widzenia światowego lotnictwa skutki izraelsko-amerykańskiego ataku na Iran to największy chaos od czasu pandemii koronawirusa covid-19. Zamknięcie przestrzeni powietrznej wielu krajów na Bliskim Wschodzie ma poważne skutki także na trasach z Indii do Europy, gdzie część lotów jest odwołana, bo z powodu zmian dostępnych tras przelotu znacznie zmniejszyła się przepustowość.
Pasażerowie bez prawa do odszkodowań
Dla przewoźników z Zatoki Perskiej stawka jest bardzo wysoka, a ostatnie wydarzenia zagrażają ich modelowi biznesowemu, opartemu na połączeniach przesiadkowych. Chodzi o to, aby nie utracić zaufania pasażerów. Część z nich może dojść do wniosku, że lepiej w przyszłości wybierać połączenia bezpośrednie liniami europejskimi (bądź z przesiadką w Europie), nawet jeśli oznacza to nieco wyższą cenę czy gorszy standard obsługi. W przypadku takich utrudnień jak obecne pasażerowie lotów odwołanych lub mocno opóźnionych nie mają prawa do żadnych odszkodowań, ponieważ wina nie leży po stronie przewoźników. Linie powinny zapewnić im opiekę podczas oczekiwania, ale w praktyce nie są w stanie tego zrobić, gdy anulowanych połączeń jest tak dużo. Pozostaje zbieranie rachunków za dodatkowe noclegi i wyżywienie, aby potem próbować odzyskać pieniądze od przewoźnika. Najpierw jednak trzeba wrócić do domu.