Leo Express czy RegioJet? Czeski odjazd w Polsce razy dwa. A PiS dalej krytykuje
W niedzielę na linię Warszawa–Kraków wyrusza kolejny czeski przewoźnik. Do spółki RegioJet, obecnej od grudnia, dołącza Leo Express. Na razie jego oferta będzie skromna – dwie pary połączeń dziennie, ale w czerwcu mają pojawić się dwie kolejne. Leo Express, jak RegioJet, wywodzi się z Czech, jednak od kilku lat większość udziałów mają w nim państwowe koleje hiszpańskie Renfe. To zresztą nie koniec różnic między dwoma czeskimi spółkami, które chcą rozwijać się w naszym kraju i korzystać z faktu, że PKP Intercity – zamawiające i remontujące za mało taboru za czasów PiS – nie jest dziś w stanie przewieźć wszystkich chętnych.
Czytaj także: RegioJet kontra PKP Intercity, czyli czesko-polska wojenka kolejowa. Skorzystamy, ale nie od razu
Leo Express i RegioJet. Czesi na naszych torach
RegioJet stawia na tradycyjne wagony z lokomotywą, natomiast Leo Express ma elektryczne zespoły trakcyjne Flirt firmy Stadler. To bardzo wygodne, ciche jednostki, z których korzystają również między innymi Koleje Mazowieckie i PKP Intercity. Obie czeskie spółki oferują bilety w najtańszych taryfach za ok. 30–40 zł, chociaż w porach dużego obłożenia pociągów, np. w piątki i niedziele, ceny są wyraźnie wyższe. Leo Express, jak RegioJet, ma aż cztery różne klasy. Jednak jego ambicje pozostają na razie dużo skromniejsze. O ile składy RegioJet kursują także z Warszawy do Trójmiasta i Poznania (od niedzieli do stolicy Wielkopolski pojedzie z Warszawy zamiast dwóch aż sześć pociągów dziennie), o tyle Leo Express poza połączeniem dwóch największych polskich miast skupia się raczej na ruchu międzynarodowym do Czech. W czerwcu ruszyć ma linia o bardzo ciekawej trasie – z Przemyśla przez Kraków, Pragę, Drezno aż do Frankfurtu nad Menem.
Największa różnica między Leo Express a RegioJet to nawet nie tabor czy siatka połączeń, ale sposób ekspansji na polskim rynku. RegioJet postawił na ostrą walkę – zarzuty wobec spółek z grupy PKP dotyczące blokowania konkurencji, straszenie interwencją w Komisji Europejskiej, konflikt z Urzędem Transportu Kolejowego. Z jednej strony RegioJet ogłosił bardzo ambitną siatkę połączeń, z drugiej musiał odwołać część z nich w grudniu, tuż przed startem, bo nie miał wystarczającej liczby pracowników i wagonów. Tymczasem Leo Express stara się zdobywać klientów spokojem – ta spółka nie stawia nikomu żadnych zarzutów, swój rozwój w Polsce planuje ostrożnie i nie ma na koncie, przynajmniej na razie, wizerunkowych wpadek.
W Czechach tamtejsze koleje państwowe, Leo Express i RegioJet – po początkowych problemach – potrafiły znaleźć dla siebie miejsce na konkurencyjnym rynku, a pasażerowie na głównej trasie z Pragi do Ostrawy mają do dyspozycji nie tylko trzech przewoźników z atrakcyjnymi cenami, ale też bardzo korzystnie ułożony rozkład jazdy, zapewniający w miarę równe odstępy między odjazdami. Miejmy nadzieję, że taka sztuka uda się również w Polsce po zakończeniu modernizacji trasy z Krakowa do Warszawy. Na razie godziny odjazdów nie są równo rozłożone, a część składów jeździ objazdem. Wyzwaniem dla czeskich przewoźników jest też bardzo niewielka rezerwa taborowa, jaką mają – w przypadku poważniejszych uszkodzeń trzeba się liczyć z odwoływaniem połączeń.
Czytaj także: Jedzie pociąg z daleka. PKP wreszcie ma konkurencję. Pierwsi są Czesi. Starczy miejsca na torach?
PiS, główny hamulcowy zmian, krytykuje
Wpuszczenie czeskiej konkurencji najgłośniej krytykują dziś politycy PiS, którzy przez lata robili wszystko, aby prywatni przewoźnicy nie wjechali na polskie tory. Ta strategia okazała się nie tylko szkodliwa dla polskich pasażerów, ale też uniemożliwiła rozwój niezależnych operatorów z polskim kapitałem. Efekt możemy obserwować właśnie teraz – to spółki z Czech wożą Polaków, chociaż mogłoby być przecież odwrotnie. Nie ma żadnych polskich prywatnych przewoźników planujących jeździć na przykład po Czechach, Słowacji czy Austrii, bo tacy nie mieli szans rozwinąć się w naszym kraju. PiS równocześnie blokował i konkurencję dla PKP Intercity, i rozwój samego narodowego przewoźnika, który dopiero niedawno kupił tak potrzebne mu nowoczesne składy piętrowe. Na ich dostawę poczekamy kilka lat.
Czytaj także: Nowy rozkład PKP (i nie tylko). Pociągów więcej, ale wciąż za mało. Co się zmieni?
Teraz politycy opozycji, obok pomstowania na czeską konkurencję, skupiają się na krytykowaniu rządu i PKP Intercity za kupowanie używanych wagonów od kolei niemieckich – w dobrym stanie, po świetnej cenie i potrzebnych od zaraz. Gdy PiS konkurencji się boi i nie interesuje go, że podróżni nie mieszczą się w pociągach, sama spółka PKP Intercity bije rekordy popularności. W ubiegłym roku przewiozła ponad 89 mln pasażerów, a w styczniu liczba podróżnych wzrosła, mimo zimowej pogody, o kolejne 13 proc. Obecność RegioJeta, jak widać, wcale nie zaszkodziła państwowemu przewoźnikowi. Bo przykłady ze wszystkich krajów, które otworzyły swoje tory na konkurencję, pokazują jednoznacznie – im więcej połączeń, tym więcej pasażerów.