Sejm przyjął CPN. Paliwo stanieje, Tusk odrobił lekcję. Ale sztuczki podatkowe ropy nie wyczarują
Donald Tusk odrobił lekcję z pisowskich rządów: w kryzysowej sytuacji trzeba działać szybko i z przytupem, mniej dbając o kasę państwową (która, jak wiadomo, jest z gumy), a bardziej o marketing polityczny. Dlatego w ekspresowym tempie powstał projekt ustawy, którą nazwano CPN – „Ceny Paliwa Niżej”. Nazwa jest rodzajem żartu z peerelowskiej marki Centrali Produktów Naftowych, pod którą działały niegdyś wszystkie polskie stacje paliw. Starszemu pokoleniu CPN kojarzy się z kolejkami, kartkami na paliwo i napisami „paliwa chwilowo brak”. Obyśmy takich napisów nie zobaczyli i dziś.
Paliwo za tę samą cenę
Ustawa CPN, przyjęta przez Sejm niemal przez aklamację (wszyscy byli za), przewiduje czasową obniżkę podatków od paliw tak, by ująć z ceny litra benzyny i oleju napędowego ok. 1,2 zł. Zostanie to osiągnięte poprzez obniżkę stawki VAT na paliwo z 23 proc. do 8 proc. i redukcję stawki akcyzy do unijnego minimum. Jednocześnie zostanie wprowadzony podatek od „nadmiarowych zysków” (ang. windfall tax) od producentów paliw. A po to, by na stacjach nie doliczano zbyt wysokiej marży, minister energii będzie każdego dnia ustalał maksymalne ceny detaliczne paliw. Tak więc na wszystkich stacjach będziemy płacić taką samą cenę.
Oczywiście wszystko po to, by ulżyć gospodarce, która z trudem znosi ekonomiczne skutki wojny w Zatoce Perskiej. Ale także – jak podkreślał premier – by Polacy podróżujący intensywniej w okolicy Wielkanocy nie musieli przepłacać za paliwo.
Czytaj też: Benzyna drożeje, diesel szaleje. Płacimy za wojny wszczynane przez innych
Paliwa chwilowo brak
Nie ma jednak nic za darmo: za sprawą CPN budżet straci ok. 1,6 mld zł wpływów podatkowych, czyli ok. 4,8 mld zł w skali jednego kwartału. Ale na razie nie słychać o konieczności nowelizacji budżetu. Budżet będzie za to musiał znowelizować Orlen, jeśli to z jego kasy minister finansów będzie miał zamiar uzupełniać braki w publicznej kasie. W 2022 r., kiedy przeżywaliśmy po wybuchu wojny w Ukrainie kryzys energetyczny i takim podatkiem obłożone zostały koncerny energetyczne, akurat Orlen za sprawą Daniela Obajtka z tego obowiązku zręcznie się wywinął. Teraz może być inaczej.
Wszyscy mają nadzieję, że ta wojna rychło się skończy, bo jeśli nie, to samymi sztuczkami podatkowymi dodatkowej ropy się nie wyczaruje. Przecież z Zatoki Perskiej świat czerpał dotychczas aż 20 proc. zaopatrzenia w węglowodory. Dlatego nie ma co udawać, że po obniżeniu podatków będzie tak, jak było: tankujemy pod korek i jeździmy, jak gdyby nigdy nic. Konieczne będzie oszczędzanie, bo inaczej CPN zmaterializuje się nam w formie napisu „paliwa chwilowo brak”.