Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Rynek

Linie lotnicze odwołują alarmy. Paliwa ma nie zabraknąć, ale czy dopiszą pasażerowie?

Lepiej sprzedać miejsca na lot taniej, niż doprowadzić do sytuacji, w której samolot poleci pusty. Lepiej sprzedać miejsca na lot taniej, niż doprowadzić do sytuacji, w której samolot poleci pusty. Suhyeon Choi / Unsplash
Paliwa lotniczego ponoć latem nie zabraknie. Tak przynajmniej twierdzą linie, które obok drogiej kerozyny mają kolejny kłopot – wystraszeni podróżni zwlekają z kupowaniem biletów. Te miały zdrożeć, ale na razie na wielu trasach… tanieją.

Od ataku Stanów Zjednoczonych i Izraela na Iran linie lotnicze zmagają się równocześnie z dwoma wyzwaniami: po pierwsze, paliwo lotnicze (kerozyna) jest bardzo drogie, a po drugie, nie wiadomo, czy go nie zabraknie. Zablokowany został eksport tego produktu z krajów Zatoki Perskiej, a rafinerie w Europie nie są w stanie zaspokoić całości naszych potrzeb. Jeszcze niedawno wydawało się, że perspektywa braku kerozyny jest całkiem realna. Najnowsze prognozy są jednak bardziej optymistyczne. Sami prezesi linii lotniczych zaczynają uspokajać i przekonują, że tego lata paliwa nie powinno brakować. Pomóc może import ze Stanów Zjednoczonych, w których co prawda używa się innej odmiany kerozyny niż w Europie (ma nieco wyższą temperaturę zamarzania), ale Komisja Europejska zezwoliła ostatnio liniom na naszym kontynencie na stosowanie także amerykańskiego wariantu. Bruksela zaleca jedynie, by robić to ostrożnie.

Zaskakujący efekt droższego paliwa

Pozostaje drugi problem – ceny kerozyny są wciąż bardzo wysokie. Jedna tona kosztuje obecnie w Europie ok. 1,3 tys. dol. – to ponad 80 proc. więcej niż rok temu. Niewielkim pocieszeniem jest fakt, że paliwo lotnicze w ciągu ostatniego miesiąca staniało o 15 proc. Teoretycznie taki skok kosztów (kerozyna stanowiła wcześniej 25–30 proc. wydatków linii, teraz ten wskaźnik jeszcze wzrósł) powinien przełożyć się na znacznie droższe bilety. W rzeczywistości jest na razie zupełnie inaczej, co przyznają nawet szefowie takich linii jak Ryanair i Wizz Air – dwóch najważniejszych przewoźników na polskich lotniskach regionalnych. Średnie ceny biletów na lato nie tylko nie rosną, ale nawet… lekko spadają. To dlatego, że wiele osób wstrzymuje się z ich zakupem. Jednych wystraszyła perspektywa braku paliwa (co oznaczałoby chaos na niebie i odwoływanie lotów w ostatniej chwili), inni zastanawiają się, dokąd można bezpiecznie podróżować i czy nie lepiej pozostać w ojczyźnie.

Taka niepewność jest dla przewoźników bardzo niekorzystna. Skłania ich do walki o klientów, czyli oferowania atrakcyjnych cen – zwłaszcza w przypadku tych lotów, na które bilety sprzedają się wolniej niż zazwyczaj. Jednak okres takich okazji może nie potrwać długo. Willie Walsh, szefujący w ostatnich latach Międzynarodowemu Zrzeszeniu Przewoźników Powietrznych (IATA), ostrzega, że drogie paliwo lotnicze musi oznaczać w dłuższej perspektywie wyższe ceny biletów, bo linie nie wezmą na siebie dodatkowych kosztów. Na razie jednak priorytet przewoźników to jak najlepsze wypełnienie maszyn w najbliższych tygodniach. Lepiej sprzedać fotele taniej, niż doprowadzić do sytuacji, w której będą puste.

Dopłaty po zakupie biletów – nielegalne

Trudno się dziwić, że zamieszanie z paliwem dezorientuje klientów, skoro nie wiedzą, na co mogą pozwolić sobie linie. Hiszpańska Volotea zaczęła nawet żądać od pasażerów dopłat już po zakupie biletów, tłumacząc się niespodziewanym wzrostem kosztów. Komisja Europejska zapewnia, że taka praktyka jest nielegalna i żadnych takich dopłat pobierać nie wolno. Zdaniem Brukseli sam fakt, że paliwo jest drogie, nie pozwala również liniom powołać się na tzw. siłę wyższą. Kto zatem odwoła lot krócej niż 14 dni przed jego terminem, tłumacząc się jego nieopłacalnością, musi zapłacić pasażerom odszkodowanie (od 250 do 600 euro za osobę). Co innego, jeśli lot nie odbędzie się z powodu braku wystarczającej ilości kerozyny – w takiej sytuacji odszkodowanie nie będzie przysługiwać, chociaż przewoźnik wciąż musi zaopiekować się podróżnymi i zapewnić im alternatywne połączenie. Jednak podobno takich sytuacji w Europie ma nie być, skoro – jak słyszymy z różnych źródeł – deficyt kerozyny nie powinien wystąpić. Przynajmniej w najbliższych tygodniach.

Czytaj także: Kłopoty z paliwem lotniczym. Czy tanie loty będą jeszcze możliwe? Zachowaj spokój i poluj

Jedno jest pewne: trudno planować spokojnie tegoroczne wakacje, jeśli chcemy skorzystać z usług linii lotniczych. Niepewność ma jednak dwie strony: trzeba liczyć się z ewentualnymi perturbacjami, ale równocześnie rośnie szansa na znalezienie tańszych biletów, także w szczycie sezonu. A sami przewoźnicy widzą, że ostrzeganie przed problemami bardzo im zaszkodziło. To dlatego teraz próbują uspokajać i zapewniać, że tak naprawdę nie ma się czym przejmować. Lato zawsze było dla linii okresem żniw – to w tym czasie przewoźnicy zarabiali najwięcej, by mieć z czego pokryć zimowe straty. Teraz już wiadomo, że tegoroczne letnie zyski będą dużo skromniejsze. Ale żeby w ogóle były, trzeba najpierw przekonać potencjalnych pasażerów do zakupu biletu.

Reklama

Czytaj także

null
Świat

Gen. Dan Caine ma najtrudniejsze zadanie na świecie. Kim jest naczelny doradca wojskowy Trumpa?

Generał Dan Caine musi przekładać strumień świadomości prezydenta USA na precyzyjne działania zbrojne.

Marek Świerczyński
15.05.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną