Społeczeństwo

Śledztwo w sprawie „papierowych feministów” umorzone

Śledztwo w sprawie „papierowych feministów” umorzone

Jakub Dymek Jakub Dymek mat. pr.
Warszawska prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie najgłośniejszej afery polskiego #MeToo. Śledztwo trwało rok. Nie potwierdzono oskarżeń o gwałt i molestowanie seksualne.

Polska odsłona akcji #MeToo miała trzy twarze. Sprawa Janusza Rudnickiego, pisarza, któremu dziennikarka Anna Śmigulec zarzuciła niestosowne żarty o podtekście seksualnym, skończyła się na skandalu na warszawskich salonach. Po stronie Rudnickiego opowiedziały się wpływowe postaci życia towarzyskiego, również kobiety znane z feministycznych poglądów. Przez kilka dni przez media społecznościowe przetaczały się burzliwe dyskusje. Wreszcie sprawa ucichła i rozeszła się po kościach.

Polskie twarze akcji #MeToo

Inaczej rzecz się ma z Jakubem Dymkiem i Michałem Wybieralskim. Obaj ponieśli poważne konsekwencje oskarżeń, które im postawiono. Stracili pracę. Wybieralski był wcześniej dziennikarzem w „Gazecie Wyborczej”, a Jakub Dymek współpracował z „Krytyką Polityczną”.

Kolejna awantura wybuchła latem, gdy Michał Wybieralski dostał pracę w Teatrze Polskim w Poznaniu. Pracował tam jako asystent reżyserki i dramaturg. Przeciwko jego zatrudnieniu przed budynkiem teatru protestowały działaczki feministyczne – trzymały transparent, rozdawały ulotki, próbowały zakłócać samo przedstawienie.

Również warszawska prokuratura wszczęła śledztwo dotyczące zarzutu o gwałt postawionego Jakubowi Dymkowi. Jak donosi jeden z prawicowych portali, Prokuratura Okręgowa w Warszawie właśnie umorzyła tę sprawę.

„Papierowi feminiści”

Cała sprawa rozpoczęła się od listu, który w listopadzie 2017 r. ukazał się w internetowym „Codzienniku Feministycznym”. Tekst nosił tytuł „Papierowi feminiści. O hipokryzji na lewicy i nowych twarzach polskiego #MeToo”. Autorkami artykułu było osiem kobiet – trzy pozostały anonimowe, pięć podpisało się z imienia i nazwiska. Z imienia i nazwiska przedstawieni zostali również dwaj mężczyźni – Michał Wybieralski i Jakub Dymek. Obu panom autorki tekstu stawiają poważne zarzuty. Jest mowa o mobbingu, nadużyciach seksualnych oraz przemocy psychicznej i fizycznej. Padły zarzuty o różnej ciężkości – od żartów z gwałtu po oskarżenie o gwałt i przemoc fizyczną.

Jak podkreślają autorki tekstu, wszystkie te zachowania miały być dla nich szczególnie trudne, bo oskarżani przez nie „papierowi feminiści” deklarują lewicowe, równościowe poglądy. Mają uczestniczyć w Manifach, czarnych protestach, wspierać walkę kobiet słowem i czynem (jeden ponoć nawet przygotował kanapki dla uczestniczek Czarnego Marszu).

Jakub Dymek zaprzeczał oskarżeniom. Tłumaczył, że są one zemstą jego byłej partnerki, jednej z sygnatariuszek listu opublikowanego w „Codzienniku”. Jednocześnie zażądał, by portal usunął fragment, w którym oskarżany jest o gwałt.

Z kolei Michał Wybieralski najpierw przeprosił, a potem zaprotestował przeciwko przekreśleniu jego zawodowego dorobku przez tekst, który – jak twierdził – nie spełnia dziennikarskich standardów. Wreszcie złożył wypowiedzenie umowy o pracę po wewnętrznym śledztwie przeprowadzonym przez zatrudniającą go spółkę Agora. Ocena komisji przeprowadzającej wewnętrzne śledztwo była wobec niego surowa.

Śledztwu przyglądali się dziennikarze

Śledztwo trwało ponad rok, prokuratura zaczęła badać sprawę już dwa dni po opublikowaniu tekstu w „Codzienniku Feministycznym”. Funkcjonariusze warszawskiej policji mieli sprawdzić, czy Jakub Dymek rzeczywiście dopuścił się gwałtu. Dziennikarze portalu ukryli później część artykułu opisującą szczegóły przemocy. Zrobili to – jak sami przyznają – dla dobra autorek tekstu.

Przesłuchano stu świadków. Wzywano wiele osób związanych z „Gazetą Wyborczą” lub „Krytyką Polityczną”, również te, które osobiście nie znały ani Dymka, ani Wybieralskiego.

Latem artykuł na temat tego, w jaki sposób prowadzone jest śledztwo ukazał się na portalu Onet.pl. Opisane są w nim pytania, które policjanci stawiają świadkom. Kilka pierwszych dotyczyło standardowo potencjalnego gwałtu, a także osób, których dotyczy ta sprawa. Reszta – życia towarzyskiego polskiej lewicy. Pytano o imprezy, narkotyki, romanse, konflikty. Podczas rocznego śledztwa warszawskim policjantom udało się zapewne poznać sporo ciekawych szczegółów.

Sprawa została umorzona.

Jakub Dymek powtarza, że odczuł wielką ulgę.

Prawicowy portal, ten sam, który jako pierwszy poinformował o zamknięciu sprawy, informuje, że będzie do niej jeszcze wracał.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Czym są uczucia między robotami a ludźmi?

Jak autorka niemieckiego „Die Zeit” próbowała zaprzyjaźnić się ze „sztucznym inteligentem”, Botrisem.

Ana Mayr, [tł.] Adam Krzemiński
14.05.2019
Reklama