„Ci ludzie i ich problemy”, czyli fala homofobii po podpisaniu karty LGBT
Są w naszym kraju politycy, którzy szerzą nienawiść do drugiego człowieka. I są ze swoich poglądów dumni. Nie przeproszą za nie.
Do małopolskiej kurator oświaty wybrały się matki osób LGBT.
Filip Klimaszewski/Agencja Gazeta

Do małopolskiej kurator oświaty wybrały się matki osób LGBT.

W ubiegłą środę prezydent Rafał Trzaskowski podpisał kartę LGBT i się zaczęło. A raczej przybrało na sile to, czego w polskiej debacie dużo: nienawiści do drugiego człowieka, który, co się czasem zdarza, kocha innego człowieka tej samej płci.

Ta nienawiść to homofobia. Polega ona – w skrócie – na tym, że myślimy, mówimy i traktujemy gorzej pewną grupę ludzi tylko z tego powodu, że jest homoseksualna. Z powodu jednej cechy, która bywa, że w ogóle nie jest pierwszą tożsamością ani pierwszą rolą społeczną. Jesteśmy też przecież partnerami, córkami, mamami, synami i ojcami, co niektórym trudno pewnie przyjąć do wiadomości.

Są w naszym kraju politycy, którzy tę nienawiść szerzą. I są ze swoich poglądów dumni.

Polscy politycy i homofobia

Małopolska kurator oświaty Barbara Nowak stwierdziła, że „LGBT to także propagowanie m.in. pedofilii”. Nie wycofała się ze swoich słów, nie przeprosiła, nie znalazła czasu na spotkanie z matkami osób LGBT.

Patryk Jaki, były kandydat na prezydenta Warszawy i wciąż wiceminister sprawiedliwości, stwierdził: „Wprowadzenie karty LGBT+ to duży skandal. W imieniu 250 tys. ludzi mieszkających w Warszawie mówię, że my się na to nie zgadzamy. Rafał Trzaskowski wycofuje się z obietnic dotyczących poprawy życia w Warszawie, a w zamian wprowadza nam tramwaj różnorodności, polonez równości czy hostel dla LGBT. Co to w ogóle jest? Nie zgadzamy się na wprowadzanie deprawacji do szkół”.

Filip Frąckowiak (warszawski radny PiS) dorzucił swoje trzy grosze: „Jeśli w Polsce są osoby dyskryminowane z różnych względów, to zgodnie z polskim prawem mają dostęp do pomocy. Urzędnicy warszawskiego ratusza doskonale zdają sobie sprawę, że nie ma naruszania praw osób LGBT (...) Tworzenie specjalnych praw i specjalnych kart dla wąskiej grupy osób... To wygląda na promowanie pewnych nierówności”.

Głos ze świata sportu. Zofia Klepacka, windsurferka i medalistka Igrzysk Olimpijskich w Londynie, podzieliła się ze światem swoją opinią, że „Karta LGBT+ to nowy pomysł promocji agendy homoseksualnej w Warszawie. (...) Czy mój dziadek walczył o taką Warszawę w Powstaniu? Nie wydaje mi się…”. Zapewniła, że „będzie bronić tradycyjnej Polski”.

Ale też przedstawiciele mediów z tzw. liberalnej strony. Kiedy czasami ich słyszę, chcę krzyknąć do telewizora: wypraszam sobie. Konrad Piasecki w rozmowie z Rafałem Trzaskowskim w TVN24 np., choć deklaruje, że „jest absolutnie za działaniami antydyskryminacyjnymi”, to jednocześnie mówi: „ja bym wolał, żeby ci ludzie żyli jak osoby heteroseksualne”. Panie Redaktorze, czyli jak mam żyć? Albo: „Jest dyskryminacja w sporcie (osób homoseksualnych)? Gdzie? Jak ona wygląda?”.

Zbiorowa terapia konwersyjna

Wyliczania wypowiedzi Kai Godek, Krystyny Pawłowicz czy przedstawicieli Ordo Iuris nawet się nie podejmuję. Osoby publiczne, polityków, osoby sprawujące ważne funkcje, mające wpływ na życie innych ludzi – tak, wciąż trzeba rozliczać z deklaracji, z wypowiedzi. Nie dawać przyzwolenia. A ono jest wciąż ogromne. Pan Jaki, pani Nowak i pan Frąckowiak wciąż pełnią swoje funkcje. Kuratorki oświaty, która wyrządza bardzo konkretną szkodę dzieciom, też nie pociągnięto do żadnej odpowiedzialności.

Ci politycy być może chcieliby zarządzić w naszym kraju zbiorową terapię konwersyjną. Dla nas, dla „dewiantów”. Być może kiedyś to zrobią. Kto ma pewność, że nie? Skoro mogą przypisywać nam pedofilię, różne seksualne deprawacje, zachęcać do leczenia się i podważać konieczność pomocy tym, których wyrzucono z domu, z rodziny. To się dzieje każdego dnia.

Czy przez głowy wspomnianych wyżej osobistości nie przemknęła kiedyś myśl, że ich słowa po prostu krzywdzą? Że wywołują cierpienie? Że docierają do nastolatków, do młodych ludzi, pogłębiają depresje, powodują wreszcie samobójstwa? 14-letni Dominik z Bieżunia zabił się, bo w szkole nazywano go „pedziem”, rzucano w niego kamieniami, szarpano. O jego doświadczeniu niewiele osób dziś pamięta.

Dlatego do małopolskiej kurator oświaty wybrały się matki. Bo czują zagrożenie. Wiedzą, że jest poważne. Ale kurator stchórzyła. Jak ci wszyscy ludzie, którym nienawiść tak łatwo przechodzi przez usta.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj