Społeczeństwo

Wołanie do rządu w sprawie matury i egzaminu ósmoklasistów

Egzamin ósmoklasisty w Poznaniu Egzamin ósmoklasisty w Poznaniu Piotr Skórnicki / Agencja Gazeta
Stres uczniów, którzy rok temu przystępowali do egzaminów, to drobnostka w porównaniu z obecnym strachem. Świństwem rządu jest milczeć i kazać czekać, gdy naród woła o natychmiastową decyzję.

Jestem ojcem ósmoklasistki. Rok temu dziękowałem Opatrzności, że wysłałem córkę do szkoły, gdy miała lat siedem, a nie sześć, jak niektórzy moi znajomi. Dzięki temu uniknęliśmy w rodzinie, jak sądziłem, największego horroru, czyli podwójnego naboru. Szczęściarz ze mnie! Za rok nie będzie się tak dziecko stresować – myślałem. Zda egzaminy w spokoju i z palcem w nosie dostanie się do wybranego liceum. Nie przypuszczałem, że może nas spotkać coś o wiele gorszego: egzaminy w szczycie pandemii.

Moi przyjaciele, rodzice obecnej maturzystki, rok temu też się cieszyli. Uważali, że mają wielkie szczęście, iż ich córka nie chodzi do klasy maturalnej w okresie, gdy nauczyciele strajkują. Żyć w dobrych czasach – to właściwie połowa sukcesu. Przecież gorszej sytuacji niż strajk w oświacie już być nie może. Drugi raz nauczyciele w czasie egzaminów nie zastrajkują. Nikomu z nas nie przyszło wtedy do głowy, że problemy roku 2019 to mały pikuś w porównaniu z tym, co przyniósł rok 2020. Stres uczniów, którzy rok temu przystępowali do egzaminów, to drobnostka w porównaniu z obecnym strachem.

Jeśli ktoś ma młodsze dziecko, które do matury przystąpi za rok albo za rok będzie zdawać egzamin ósmoklasisty, niech nie cieszy się przedwcześnie. Może jeszcze nie wiemy, że rok 2020 nie jest taki straszny w porównaniu z tym, co czeka nas w niedalekiej przyszłości. Może w ogóle w roku 2021 nie będzie w Polsce komu przeprowadzać egzaminów. Może takiej oświaty, jaką znamy obecnie, w ogóle nie będzie. Nie kraczę, boję się, co się stanie z nauczycielami, których rząd pośle w szczycie pandemii do szkół, aby w tłumie potencjalnych nosicieli wirusa nadzorowali egzaminy. Czy to się może dobrze skończyć? A co będzie z dziećmi i ich rodzinami? Co będzie z nami wszystkimi, gdy rząd nie przesunie egzaminów na czas bezpieczny?

Wołanie do rządu

Od paru dni dowiaduję się, że kolejna osoba albo instytucja woła do rządu, aby przełożył egzaminy albo wręcz je odwołał. Najpierw apelowali o to prezydenci miast. Potem wołali uczeni z Komitetu Nauk Pedagogicznych Polskiej Akademii Nauk. Następnie z tą samą prośbą zwrócili się do premiera i ministra edukacji działacze ze Związku Nauczycielstwa Polskiego. Napisali: „Jako nauczyciele apelujemy o odwołanie kwietniowych i majowych egzaminów zewnętrznych”. Błagają zwykli ludzie. Prosiłem też i ja na Belferblogu. A rząd ani be, ani me.

Jest taka zasada moralna, że jak ktoś jest świnią, to w sumie dobrze. Wiemy bowiem, z kim mamy do czynienia, i możemy się przygotować. Zabezpieczyć przed skutkami świńskiego zachowania. Najgorsze jest nie wiedzieć, z kim się zadajemy, i łudzić się, że to porządna osoba. A zatem wolałbym, żeby rząd ogłosił swoją decyzję już teraz i żebyśmy mogli po tym rozpoznać, czy to jest decyzja świńska, czy też nie. Lepsza decyzja ohydna niż żadna. Lepiej więc, żeby rząd powiedział wszystkim, którzy apelują o przełożenie bądź odwołanie egzaminów, aby pocałowali go w dupę. Byłoby to wprawdzie zachowanie obrzydliwe, ale dzięki temu moglibyśmy się przygotować na najgorsze. Niestety, rząd odwleka podjęcie decyzji, a my nie wiemy, co robić.

Dzwoni do mnie rodzina, z którą dzieliłem radości rok temu (nasze dzieci nie miały egzaminów w czasie strajku nauczycieli). Niestety, okazaliśmy się pechowcami. Przyjaciele pytają, co ma robić ich ambitna córka. Uczy się do matury po 12–14 godzin dziennie, a podobno matury ma nie być. Dziewczyna żyje w takim stresie, że dłużej tego nie wytrzyma. Powinna sobie odpuścić? Upić się? Słuchajcie – mówię – ja nie potrafię poradzić własnemu dziecku, więc jak mogę radzić waszemu. Uczy się – dobrze, bo egzaminy mogą jednak się odbyć. Nie uczy się – też dobrze – bo egzaminy mogą się nie odbyć, a o psychikę trzeba dbać. Czy wiecie, że najwięcej pracy mają teraz psycholodzy szkolni, bo dzieci wariują z powodu niepewności? Pamiętacie tę piosenkę TSA: „Odszedłeś, bo byłeś słaby jak suchy liść”. To o nas czy o naszych dzieciach? Odejdą z tego świata ci wszyscy, którzy nie potrafią się sprzeciwić. Co zrobią rodzice?

Gdyby chodziło o mnie, postawiłbym się rządowi i nie ryzykowałbym życiem swoim i bliskich. Zostałbym w domu w czasie matur. Bez względu na konsekwencje, np. zwolnienie z pracy. Niech rząd ściąga swoich popleczników do przeprowadzenia matury w czasie zarazy. Ale mam dziecko, które chce przystąpić do egzaminu. Nie mogę więc mu kazać zostać w domu i przystąpić za rok, gdy pandemia się skończy. Żałuję, że nie posłałem córki do szkoły, gdy miała sześć lat. Teraz mógłbym tłumaczyć, że zaczęła naukę wcześniej, więc jak zrobi sobie rok przerwy, wyjdzie na zero. Niczego takiego nie mogę uczynić. Muszę wymyślić już teraz, co mam zrobić, gdyby rząd w imię interesów politycznych skazał nas na najgorsze. Dla własnego bezpieczeństwa wszyscy powinniśmy założyć, że rząd okaże się świnią.

Jak przetrwać egzaminy w czasie pandemii?

Moja rodzina składa się z czterech osób. Najstarsza osoba ma 87 lat (babcia), najmłodsza 15 (córka), my mamy po ok. 50 lat (rodzice). Jeśli egzamin ósmoklasisty nie zostanie odwołany, podzielimy mieszkanie na dwie części (na szczęście, mamy dwupoziomowe z oddzielnymi wejściami na każdy poziom). W jednej części zamieszka córka wraz z jednym rodzicem, a w drugiej części mieszkania babcia i drugi rodzic. Z własnej woli poddamy się kwarantannie, bo jest więcej niż pewne, że po egzaminie dziecko wróci zarażone koronawirusem. Żeby nie narażać 87-letniej osoby na kontakt z wirusem, musimy oddzielić dziecko od babci na ok. 20 dni. Nie chcę tego robić, ale muszę.

Szczęście w nieszczęściu mam mieszkanie, które da się przerobić na dwa. Jest nas czworo w rodzinie, więc po podziale i pójściu na kwarantannę nikt nie będzie sam. Polak potrafi, da się. Zapewne wszyscy, których dzieci zdają w tym roku egzaminy, myślą, jak temu zaradzić, aby nie było ofiar. Polak jest zmyślny. Kto nie ma dwupoziomowego mieszkania, może będzie musiał postawić mur w pokoju. Może trzeba będzie wybudować mieszkanie w mieszkaniu. Coś się wymyśli. Niech nikogo o to głowa nie boli. Poradzimy sobie, a potem pomyślimy, co zrobić z rządem, który nam taki stres zafundował. Bo to jest po prostu świństwo milczeć i kazać czekać, gdy naród woła o natychmiastową decyzję. Nie zwlekajmy, gotujmy się na najgorsze świństwo. Bo chyba to nas czeka.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Kawiarnia literacka: Jerzy Pilch, Kinga Strzelecka

Polska to nie jest kraj, w którym wypada mówić, że 500 plus nie należy się wszystkim.

Jerzy Pilch, Kinga Strzelecka
26.05.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną